Powstanie listopadowe zmienia całkowicie spojrzenie na rolę kobiety i jej zaangażowanie w walkę o wolność Ojczyzny. Chociaż jeszcze pojawiają się głosy o tym, że pole walki nie jest miejscem dla płci nadobnej, jej rola nie ogranicza się już jednak do wyszywania sztandarów, skubania szarpi i dramatycznych pożegnań idących do boju mężczyzn.
Kobiety powstania listopadowego zawiązują komitety i stowarzyszenia mające na celu pomoc walczącym, zakładają szpitale, chwytają za broń, sypią szańce i budują okopy. Zaopatrują armię powstańczą w odzież i żywność, angażują się nawet w działalność na polu dyplomatycznym, zabierają głos na łamach wolnej, warszawskiej prasy. To zryw kobiet z Królestwa, Wielkiego Księstwa Poznańskiego, Galicji, Litwy, Wołynia i Podola – całej dawnej Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Wśród kobiet zaangażowanych w powstanie są Wielkopolanki – Emilia Szczaniecka i Klaudyna z Działyńskich Potocka. One nie walczyły z bronią w ręku, ich zadaniem było nieść pomoc rannym i chorym, co czyniły od pierwszych dni powstania. Organizują szpitale, jak ten w pałacu Krasińskich, i punkty opatrunkowe – nieraz wprost na polu bitwy. Za ich przykładem do opieki nad rannymi zgłaszają się kolejne kobiety, są wśród nich arystokratki, szlachcianki, mieszczki, służące, artystki i siostry zakonne – pracują ramię w ramię. W Dzienniku Powszechnym Krajowym z 1831 roku czytamy: W salach redutowych umieszczono 150 żołnierzy ciężko pod Grochowem ranionych. Pielęgnuje tych obrońców Ojczyzny 18 artystek dramatycznych i 12 innych obywatelek z miasta. Po osiem dyżurują całe dnie i noce nie odstępując chorych. Gorliwość tych Polek przechodzi wszelkie pojęcie, opatrują rany, gotują, piorą, zamiatają sale, pocieszają chorych, pilnują godzin podawania lekarstw.
Takich szpitali było więcej, zwłaszcza po bitwie grochowskiej. Ogółem było w Warszawie na dzień 24 lutego 1831 ponad 11 tysięcy rannych i chorych, a w marcu przybyli jeszcze żołnierze i cywile zakażeni cholerą, którą przywlekły na pola bitew rosyjskie wojska. Do odważnych samarytanek, które stanęły do walki z zarazą należały: Emilia Sczaniecka, Klaudyna Potocka i zakonnica szarytka – siostra Czelabińska.
O tym poświęceniu i odwadze kobiet – pielęgniarek pisał w swych pamiętnikach jeden z najwybitniejszych dowódców, generał Ignacy Prądzyński: Warszawa cała zamieniła się w (…) ogromny lazaret, gdzie przez cały rok istnych cudów dokonywano (…) Jakież to były wspaniałe owe lazarety, które w stolicy powstały, w których Polki rożnych stanów obowiązki szarych sióstr naprawdę pełniły, w których była obfitość leków, wszelkiej żywności i nieustannej pomocy przy rannych. Były wśród kobiet samarytanek i felczerek poza już wymienionymi – wyjątkowe, jak na tamte czasy kobiety: Józefa Kulczycka -kobieta chirurg, córka warszawskiego felczera, oficjalnie uznana chirurgiem w 10 pułku piechoty liniowej; Anna Okęszycowa – żona lekarza, sama utalentowana lekarka samouk, niezastąpiona nie tylko jako pomoc na sali operacyjnej, ale i jako chirurg oraz starsza już wiekiem Józefa Rostkowska – za czasów wojen napoleońskich markietanka. Po krwawej bitwie pod Ostrołęką, Sczaniecka, Potocka i Okęszycowa pojechały na pole bitwy, ryzykując własne życie, aby opatrywać i zabierać z pobojowiska do lazaretów tysiące rannych.
Tyżeś to, Polko, co bitewne blizny
Cierpiącym w białe zwijałaś bandaże,
A konającym w obronie Ojczyzny
Uśmiechem szczęścia
rozświetlałaś twarze,
Co umęczone krwawym
walki potem
Na polu chwały zaległy pokotem.
(autor nieznany)
Zatrzymajmy się chwilę przy tych postaciach. O Klaudynie z Działyńskich Potockiej (1801-1836) współcześni, znający ją osobiście z czasów powstania i emigracji napisali:
Wincenty Pol (poeta i powstaniec): Legendarna ta postać tak się wyróżnia od ogółu ludzi i tak się ponad zwyczajny ich poziom podniosła, że w legendzie też chyba lub w poezji mogłaby ujść za prawdziwą, jako ideał;
Adam Mickiewicz: Ta kobieta godzi z rodzajem ludzkim i może natchnąć znowu wiarą w cnotę i dobroć na ziemi. Zdaje się mieć życia tylko na parę godzin, a przecież znajduje zawsze siły na służenie innym.
Jej służba Ojczyźnie nie zakończyła się wraz z upadkiem powstania, na emigracji założyła fundację Czci i chleba, której celem była pomoc emigrantom i weteranom powstania. Na ten cel przeznaczyła własną biżuterię. Klaudyna, sama delikatna i słabego zdrowia, opiekowała się ciężko chorym na gruźlicę poetą i powstańcem Stefanem Garczyńskim, który dedykował jej napisany krótko przed śmiercią tomik swoich ostatnich wierszy. Na jej cześć, jeszcze w XIX wieku we Lwowie, dziewczęta założyły Stowarzyszenie jej imienia, którego celem było niesienie pomocy potrzebującym, a także działalność oświatowa i patriotyczna.
Emilia Sczaniecka (1804-1896) była przyjaciółką i rówieśniczką Klaudyny, łączyły je te same ideały i praca w lazaretach dla powstańców. Po wybuchu powstania listopadowego w 1830 roku, stanęła na czele Kobiecego Komitetu Pomocy Powstańcom. Na wyposażenie szpitali i pomoc powstańcom, Emilia przekazała z własnych majątków ponad 16 tysięcy talarów. Służyła w powstaniu aż do jego ostatnich dni, a po jego upadku nadal pielęgnowała powstańcze ideały. Gdy zmarła, w Dodatku Literackim „Kuriera Lwowskiego” napisano: Wielkopolska straciła tymi dniami jedną z najszlachetniejszych niewiast, której nazwisko było synonimem wszelkich cnót, a nade wszystko poświęcenia dla skołatanego nieszczęściami kraju. Śp. Emilia Sczaniecka należała do tych niewiast polskich, których typ, wyhodowany w atmosferze bohaterskich wysiłków narodu, ażeby odzyskać utraconą niepodległość, dzisiaj niemal zupełnie znikł z powierzchni naszego życia. (…)
Wśród kobiet biorących udział w powstaniu możemy jeszcze wymienić Barbarę Czarnowską (1810-1891) młodziutką uczestniczkę bitwy pod Sierpcem, kobietę ułana, porównywaną przez towarzyszy broni z waleczną Nike. Czarnowska ma w biografii wielkopolski epizod – po upadku powstania do 1934 roku przebywała w Wielkim Księstwie Poznańskim, gościnę znalazła u państwa Bojarskich. Ta młoda uczestniczka powstania walczyła w stopniu podchorążego. Za męstwo w bitwie pod Sierpcem odznaczona została srebrnym krzyżem Virtuti Militari zostając tym samym trzecią z kolei kobietą odznaczoną tym bojowym odznaczeniem (wcześniej otrzymały je Joanna Żubr – w 1809 w czasie wojen napoleońskich i wspomniana już Józefa Rostkowska – również za bohaterską postawę w powstaniu listopadowym). W poczet kobiet walczących z bronią w ręku zaliczyć jeszcze trzeba Litwinki: znaną z legend i wierszy Emilię Plater, Marię Raszanowicz, Różę Katarzynę Prószyńską, Antoninę Tomaszewską oraz szesnastoletnią Wilhelminę Kasprowiczównę. Ta ostatnia pochodziła z miejscowości Oszmiany spacyfikowanej przez wojska cara. Wstąpiła do wojska, aby pomścić wymordowaną przez Moskali rodzinę. Bohaterska dziewczyna poległa w bitwie pod Wilnem od ciosu moskiewskich lanc. W swych pamiętnikach wspomina ją dowódca generał Dembiński. To te kobiety powstania listopadowego, które znamy z imienia i nazwiska, których losy znamy z różnych zachowanych źródeł. A przecież wiele było jeszcze tych, których nazwisk historia nie odnotowała.
Donata Dominik-Stawicka






