Papież Leon XIV przyjął 27 kwietnia na audiencji panią Sarah Mullally, podającą się za tzw. arcybiskupa Canterbury. Kościół katolicki nie uznaje święceń dokonanych we wspólnocie nazywającej samą siebie Kościołem Anglii, stąd honory oddane pani Mullally przez Leona XIV wzbudziły powszechne zgorszenie wśród katolików. Bluźnierczy gest „błogosławieństwa” wykonany podczas audiencji przez panią Mullaly w pobliżu grobu Świętego Piotra w Bazylice Świętego Piotra, przelały czarę goryczy. Audiencja udzielona pani Sarah Mullally nigdy nie powinna mieć miejsca nie tylko z powodów doktrynalnych [Kościół Anglii to Kościół państwowy, który nie jest Kościołem sensu stricto (głową tego „Kościoła” jest król Anglii]. Pani Sarah Mullally od lat expressis verbis wspiera „prawo” do aborcji i środowiska LGBT a w czasach swojego poprzednika „arcybiskupa Canterbury” Justina Welby’ego tuszowała milczeniem aferę pedofilską w tzw. Kościele anglikańskim. Tylko te fakty powinny stanowić wystarczający argument do wykluczenia każdej osoby z dostąpienia zaszczytu spotkania z następcą Świętego Piotra! Warto na marginesie przypomnieć, że fatalny obyczaj legitymizowania „Kościoła” anglikańskiego zapoczątkował papież Paweł VI a kontynuowali: Benedykt XVI i Jan Paweł II, którzy wielokrotnie spotykali się z „arcybiskupami” Canterbury. Lekceważenia bluźnierczych faktów i tolerancja dla zbrodniczych ekscesów mafii lawendowej, która rozwinęła skrzydła w Kościele katolickim po soborze watykańskim II, końca nie widać. Trudno wskazać dzisiaj hierarchów, decydujących o obliczu Kościoła katolickiego, którzy wypalaliby gorącym żelazem seksualne wynaturzenia wśród kleru. Czy amerykański duchowny rzymskokatolicki kardynał Robert Francis Prevost (dzisiaj papież Leon XIV) odegrał jakąkolwiek rolę w sprawie ujawnienia haniebnej działalności kardynała Theodore’a McCarricka, którego nazwisko stało się synonimem pedofilii w Kościele nie tylko w USA? Odpowiedzią jest nam milczenie. Trudno także uwierzyć, że kardynał Robert Francis Prevost nic nie wiedział o „mafii pedofilskiej” kardynała Bernarda Law’a z Archidiecezji bostońskiej! Może dlatego Leon XIV z taką ostentacją podejmuje panią Sarah Mullally albo posyła na najwyższe stolce kościelne w Polsce kardynałów Rysia i Krajewskiego, którzy – co zauważył kapłan Diecezji Drohiczyńskiej ks. Beniamin Sęktas – sieją zgorszenie wśród wiernych poparciem dla środowisk LGBT i judaizacją Kościoła katolickiego w naszej Ojczyźnie. Tu nie ma przypadków, są tylko znaki, mawiał świętej pamięci ksiądz Bronisław Bozowski z kościoła Panien Wizytek przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Bo kto chciałby uznać opisane fakty z posługi duszpasterskiej Leona XIV i jego posoborowych poprzedników za błędy – myli się. Wystarczy pobieżnie zlustrować w jaki sposób z Kościoła rzymskokatolickiego wypychane jest – groźbą ekskomuniki – Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X kontestujące neomodernistyczne i neoprotestanckie „reformy” soboru watykańskiego II, słusznie twierdząc, że prowadzą one do laicyzacji i zniszczenia Kościoła katolickiego. W Polsce Kuria Drohiczyńska zakazała ks. Sęktasowi wystąpień publicznych. Za chwilę podobny zakaz wyda Watykan biskupowi Athanasiusowi Schneiderowi z Kazachstanu, który oskarżył Watykan o reinterpretację katolickiej doktryny dotyczącej homoseksualizmu oraz o otwieranie drzwi dla „całkowitego relatywizmu moralnego”. Żarna „Synodu o Synodalności” mielą powoli, ale na proch i pył…
Maciej Remiszewski


