Józef Piłsudski – dyktator. źródło - NAC

Zbrojny zamach stanu, dokonany w dniach od 11 do 15 maja 1926 r. w Warszawie przez Józefa Piłsudskiego, jest bez wątpienia najczarniejszą kartą historii dwudziestolecia międzywojennego. W wywołanych przez oddziały Wojska Polskiego, dowodzone przez Piłsudskiego, bratobójczych walkach z żołnierzami Wojska Polskiego, lojalnymi wobec władz II RP, zginęło po obu stronach łącznie 379 osób (215 żołnierzy i 164 osoby cywilne), a około 1000 osób zostało rannych. Zamach wyniósł Piłsudskiego do władzy. Od 15 maja 1926 r. aż do wybuchu II wojny światowej ster rządów przejął w II RP obóz nazywany sanacją od hasła „sanacji moralnej” życia publicznego, głoszonego przez Piłsudskiego i jego zwolenników przed i po zamachu majowym.

15 maja 1926 r.

Trzeci rząd Wincentego Witosa powstał 10 maja 1926 r. i tworzyły go Chrześcijański Związek Jedności Narodowej i PSL „Piast” przy udziale Narodowej Partii Robotniczej.

Trzeci rząd Wincentego Witosa po zaprzysiężeniu. Od lewej: J. Tarnawa-Malczewski, A. Chądzyński, S. Grabski, S. Piechocki, S. Smólski, S. Osiecki, W. Witos, W. Kiernik, J. Zdziechowski, K. Dzierżykraj-Morawski, J. Radwan, J. Jankowski, M. Rybczyński. Foto – NAC

reklama

Prawicowa koalicja narodowych demokratów, ludowców, konserwatystów i chadeków zmuszona została do oddania władzy już15 maja 1926 r. w wyniku lewackiego, krwawego zamachu stanu, który przeprowadził Józef Piłsudski. Ze stanowiska abdykował także legalnie wybrany prezydent II RP Stanisław Wojciechowski. Dymisje złożone przez Witosa i Wojciechowskiego spowodowane były stanem wyższej konieczności, tj. pragnieniem uniknięcia wojny domowej i jeszcze większego rozlewu krwi. Jak słusznie zauważył historyk dr Tomasz Sommer od 15 maja 1926 r. do dzisiaj trwa blokada dostępu do władzy dla polskiej prawicy. Po 1926 r. kolejne piłsudczykowskie rządy ograniczały wolność i wprowadzały socjalizm na rozmaite sposoby i ostatecznie tzw. sanacja doprowadziła II RP do katastrofy w czasie II wojny światowej. Po wojnie lewica nadal pozostała u władzy, tym razem pod protektoratem sowieckim a po upadku Sowietów, czyli po 1991 r. Polska prawica nadal jest skutecznie blokowana w dostępie do władzy. To jest już jednak temat na inne opowiadanie.

W 100-lecie zamachu majowego

W „Uchwale Sejmu III RP w sprawie uczczenia pamięci ofiar przewrotu majowego 1926 roku” zapisano między innymi: „Wydarzenia 1926 roku rozegrały się w warunkach głębokiego kryzysu politycznego i społecznego młodego państwa polskiego (…)”. To prawda, ale nie sposób odnieść wrażenia, że powyższy zapis stanowi jakby alibi dla zdradzieckich i krwawych poczynań Józefa Piłsudskiego. Niepodległość odzyskaliśmy zaledwie 8 lat wcześniej i trudno było oczekiwać, że po 123 latach zaborczej niewoli w skrajnie wrogim otoczeniu (Niemcy, Rosja sowiecka) w osiem lat zbudujemy kraj mlekiem i miodem płynący. Argumenty Piłsudskiego wyłuszczone 11 maja 1926 r. w „Kurierze Porannym”, że staje on „do walki, jak i poprzednio, z głównym złem państwa: panowaniem rozwydrzonych partii i stronnictw nad Polską, zapominana[jących] o imponderabiliach, a pamięta[jących] tylko o groszu i korzyści” było zasłoną dymną przed podjęciem antypaństwowych i antynarodowych kroków militarnych, do czego doszło ostatecznie w Warszawie 12 maja 1926 r. Nic nie upoważniało Piłsudskiego do wywołania wojskowego zamachu stanu. Zwłaszcza, że Piłsudski mógł całkowicie legalnie spróbować zdobyć władzę w II RP. Zamach majowy zapoczątkował trzynastoletnie autorytarne, sanacyjne rządy a z pięknych haseł zapisanych na łamach „Kuriera Porannego” nie tylko nic nie zostało, ale okazało się, że Piłsudski i jego sanatorzy, powodowani nienawiścią do endecji, stworzyli z II RP kraj nepotyzmu i korupcji. Rządy piłsudczyków przeprowadziły we wszystkich dziedzinach życia publicznego gruntowne „czystki”. Aparat państwowy został zdemoralizowany. Do stanowisk aspirowali skutecznie ludzie bezideowi i skorumpowani. Sanacja uciekała się także do mordów politycznych (niewyjaśnione zgony generałów Rozwadowskiego i Zagórskiego) i gwałtów na przeciwnikach politycznych w tym na pisarzach i dziennikarzach (vide Tadeusz Dołega-Mostowicz), gwałtach wziętych żywcem z czasów pod zaborami. Symbolem tego systemu stał się obóz koncentracyjny w Berezie Kartuskiej, w którym więziono i torturowano przeciwników politycznych. Patrząc, choćby tylko przez pryzmat zamachu majowego, kult Józefa Piłsudskiego, panujący w PRL-u a szczególnie w III RP (bo wszystkie niecne sprawki Piłsudskiego zostały już dawno ujawnione) należy uznać za zupełnie niezrozumiały i szkodliwy dla Polski i Polaków.

Józef Piłsudski. Zdjęcie zostało wykonane w 2 poł. 1926 r. Źródło: NAC

29 maja 1926 r.

Józef Piłsudski stanął 29 maja 1926 r. w Sejmie II RP przed członkami stronnictw politycznych – stawili się prawie wszyscy. Spotkanie z Piłsudskim zbojkotowali tylko przedstawiciele endecji, tj. przywódcy Zjednoczenia Ludowo-Narodowego. Piłsudski wygłosił pierwsze przemówienie już jako dyktator po zakończonym kilkanaście dni wcześniej krwawym zamachu stanu. Nie zamierzał z niczego się tłumaczyć. Bratobójczą krew rozgrzeszył w oka mgnieniu słowami: „(…) Nie będę wdawał się w dyskusję nad wypadkami majowymi. Zdecydowałem się na nie sam, w zgodzie z własnym sumieniem i nie widzę potrzeby się z tego tłumaczyć”. A zaraz potem przystąpił do ataku. Najpierw dostało się społeczeństwu polskiemu, że „w państwie nie nastąpiło odrodzenie duszy narodu” po odzyskaniu niepodległości. Marszałek perorował: „Naród się nie odrodził. Szuje i łajdaki rozpanoszyły się”. „Rozwielmożniło się w Polsce znikczemnienie ludzi”. Opis tego dramatu narodowego natychmiast jednak wprowadził na właściwe tory oświadczeniem, że to on, Piłsudski, sam bez niczyjej pomocy „mógł doprowadzić wojnę [polsko-bolszewicką – przyp. M.R.] do zwycięskiego końca”. W podobna emfazę wpadł po kilkudziesięciu latach Lech „Bolek” Wałęsa, który jak wiadomo także sam obalił komunizm. I historia powtórzyła się jako farsa. Program polityczny Józefa Piłsudskiego przedstawiony w wystąpieniu przed przedstawicielami stronnictw politycznych Sejmu II RP 29 maja 1926 r. nie był skomplikowany: „Wydałem wojnę szujom, łajdakom, mordercom i złodziejom i w walce tej nie ulegnę. (…) Moim programem jest zmniejszenie łajdactwa i utorowanie drogi uczciwości”. Marszałek dał także wyraźnie do zrozumienia kogo uważa za szuje i łajdaków”, gdy ostrzegł, że „sejm i senat są instytucjami najbardziej znienawidzonymi w społeczeństwie” i że nie będzie „bronił sejmu i senatu, gdy dojdzie do władzy ulica. Bo nie może w Polsce rządzić człowiek [w domyśle prezydent, którego Zgromadzenie Narodowe miało za chwilę wybrać – przyp. M.R.] pod terrorem szuj i temu się przeciwstawiam”.

31 maja 1926 r.

Wygłaszając mowę w Sejmie 29 maja 1926 r. Józef Piłsudski brał poważnie pod uwagę, że Zgromadzenie Narodowe wybierze go na stolec Prezydenta II RP – cytuję: „Z kandydaturą moją róbcie, co wam się podoba. Nie wstydzę się niczego, skoro się nie wstydzę przed własnym sumieniem. Jest mi obojętnym – wiele głosów otrzymam. Dwa, sto czy dwieście. Nie robię jednak żadnego nacisku co do wybrania mojej osoby. Wybierajcie tego, kogo będziecie chcieli, szukajcie jednak kandydatów apartyjnych i godnych wysokiego stanowiska. Gdybyście tak nie postąpili – widzę wszystko w czarnych dla was kolorach, a dla siebie w barwach przykrych, bo nie chciałbym rządzić batem. Rządzenie batem obrzydziłem sobie w państwach zaborczych”. Jak do tego doszło, że zwyzywani od szuj i łajdaków członkowie Zgromadzenia Narodowego 31 maja 1926 r. wybrali Józefa Piłsudskiego prezydentem II RP pozostanie tajemnicą [kontrkandydatem był Adolf Bniński (1884-1942), popierany przez endecję]. Prawdopodobnie uznali, że wybór Bnińskiego skończy się kolejnym zamachem stanu, bo Piłsudski i tak użyłby bata. Tak czy siak, Piłsudski miał prawo (o zgrozo!) uznać ten wybór za legitymizację zamachu majowego i to mu wystarczało, bo… odmówił przyjęcia urzędu. Dyktatorowi nie była potrzebna posada Prezydenta RP!

Maciej Rysiewicz

reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj