Co można napisać o takim ogromie różnorodnych prac, by nikogo nie pominąć, niczemu nie uchybić, nie przeoczyć, nie zaniedbać… I oto na myśl się nasuwa rzecz absolutnie totalna, w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku szeroko zanalizowana i wyniesiona na piedestał sztuki przez nieodżałowanego Tadeusza Kantora – śmietnik!
SKĄD ŚMIETNIK?
Bo podstawą śmietnika jest nadmiar i sytość. Kiedy uświadomimy sobie, że proces przemijania w Kosmosie, tej nieskończonej przestrzeni, pozostawia po sobie równie nieobliczalną ilość „wysypisk” rozmaitości – wszystko zaczyna być jasne. Zostawiamy to, czego nie jesteśmy w stanie skonsumować. Ale o zaspokojeniu głodu decyduje wiele czynników, zwłaszcza jeśli mówimy o oskomie psychicznej, metafizycznej, po prostu duchowej. Artysta, to zawodowy „nur” ( tak określa się żyjącego z dobrodziejstw odpadów), nigdy nie zrezygnuje z poszukiwań. Będzie grzebał uporczywie, zawzięcie, wiedząc, że prócz wyrzuconych wspomnień, impresji, kadrów z życia, znajdzie mnogość przedwcześnie zaniechanych idei, pochopnie odłożonych konwencji, wstydliwie odsuniętych własnych manifestów. Przychodzi czas, kiedy cały ten lamus staje się dla artysty terenem wykopalisk i nagle grzebiąc niejako we własnym jestestwie – znajduje dokładnie to, czego szukał, a co było tuż obok, bliżej już być nie mogło – w głowie, w sercu, w duszy. Nasze prywatne, drogocenne składowisko osobliwości, wszystkiego tego, co wylało się przez nadmiar. Międzynarodowy Przegląd Sztuki „Alternatywy 33”stał się więc świętem cudownej obfitości charyzmatycznego miejsca – Galerii33 i, a właściwie przede wszystkim, sztuki i jej twórców. Prace stu artystów z Polski, ale też z Australii, Belgii, Hiszpanii, Hongkongu, Kanady, Litwy, Niemiec, Ukrainy, USA, Wielkiej Brytanii i Włoch. Może zakręcić się w głowie i wirowało w sensie literalnym i w przenośni.
MIŁOŚĆ
Zasada otwartości, gdzie każdy artysta jest zaproszony do demonstracji swojej autonomiczności, bez względu na formę wyrazu artystycznego czy dorobek twórczy, mogłaby się wydawać niemożliwa do zaakceptowania. Mogłaby, ale tak się nie dzieje, wręcz przeciwnie, formuła ta dodaje wydarzeniu świeżości i autentyczności poprzez swoje nieskrępowanie stylistyczne. Dochodzi tu do ciekawego połączenia tendencji obecnych we współczesnej sztuce, która zawiera w swej genezie miłość do tworzenia – pisze we wstępie do katalogu Piotr Mastalerz – notabene zacny uczestnik wystawy, który w cytowanych słowach zawarł rzecz kluczową – miłość!
To praprzyczyna wszystkiego, a już w szczególności pracy twórczej. Bez niej w „śmietniku” nie ma co grzebać, bo jeno puszki, ogryzki i woreczki foliowe, słowem odpadki naszej marności znajdziemy! Ale gdy ONA w nas wzrasta, staje się dzieło! Czy to wymalowane, wyrzeźbione, sfotografowane, spreparowane graficznie, komputerowo – jakkolwiek. Można je wyśpiewać, wyrecytować, zatańczyć, zagrać na scenie. Każda forma jest uzasadniona, jeśli JEJ służy. W końcu życie jest najwspanialszą okazją, by dzieło sztuki z niego stworzyć, ulepić je z miłości – to wieczne dążenie człowieka świadomego tajemnicy istnienia.
UWAŻNIE
Krzysztofowi Ryfie i Natalii Wagner udała się rzecz niebywała – stworzyli unikalne dzieło sztuki z ludzi, nie ograbiając ich z osobności, nie anektując wyjątkowości. Często dzieją się wystawy zbiorowe, ale znacznie rzadziej czuje się tę wyjątkowość opieki, uważności, zrozumienia. Boczne pędy ogólnej interpretacji pod hasłem: „wszystko jest wymalowaniem emocji” – jakie to wyświechtane, marne i populistyczne – na tej wystawie krzewią się w zupełnie różny sposób. W Galerii 33 naprawdę widać jak twórcy grają role totumfackich własnego natchnienia. To ogromna zażyłość, przywiązanie i wierność temu co kto stworzył. Pod każdym dziełem stoi niewidzialna walizka, bagaż doświadczeń, przemyśleń i uczuć. Nikt jej nie trąca, wszyscy szanują. „Śmieci z odzysku” wespół z tobołkiem zależności, perwersji i świadomego uczucia przeistaczają się w misterium… niebywałe!
TIK – TAK
Wiadomo skądinąd, że bycie własnym obserwatorem jest jedyną formą uczciwości. Nie oceniamy, ale patrzymy… W sztuce to wyjątkowo cenna zdobycz. Myślenie teraźniejszością, bez oglądania się wstecznie znaczy jednak zapomnienia, wszak wiadomo, że artyści twierdzący, że wszystko stworzyli sami, to oszuści lub idioci. Picasso mówił wprost, że nie jest w stanie namalować obrazu przed zobaczeniem lepszego. Wszyscy mamy jakichś mistrzów i inspiracje, jeśli tak nie jest czym prędzej powinniśmy to nadrobić, bo tylko uczenie się od lepszych daje owoc prawdziwy. Chodzi jednak o coś zasadniczo różnego od zrozumienia, że nie ma przeszłości, ani przyszłości, jest tylko tu i teraz. W końcu norwidowskie: Przeszłość – to dziś cokolwiek dalej daje nam kotwicę kulturową, ale myśl, że jutra być może nie będzie – to osobna świadomość, znosząca napięcia związane z przeszłością. Tworzenie zgodnie z codziennym drżeniem serca, w jego rytmie – tik – tak, to egzemplifikacja istoty życia, anagram absurdu tegoż. W czasach kiedy nie ma potrzeby tworzenia antysztuki, bo nic i nikt nas nie uciska w sensie totalitarnym, kiedy jedynym uciemiężeniem są nasze własne myśli i poczynania, w tych momentach tworzona jest sztuka czysta, niczym nieskrępowana, pełna nadziei i miłości właśnie. W odbiorze zaś tego co oglądamy gubią nas skrajne bieguny postrzegania. Z jednej strony bezmyślna i bezrefleksyjna akceptacja rzeczy nawet miernych – co oczywistym jest pokłosiem braków edukacyjnych, z drugiej – odczytywanie czegoś nowego jako z definicji słabszego od historycznego przedstawienia. I tak, nie jedną pracę obecną, z podpisem znanego impresjonisty, albo jeszcze lepiej – wcześniejszego twórcy, kupilibyśmy z zachwytem niewspółmiernym do tego, który towarzyszyłby nam w świadomości rzeczywistej genezy dzieła. I odwrotnie – wartość obrazu spada wraz z udowadnianą jego współczesnością. Dzieje się tak dlatego, że w istocie nigdy nie nauczyliśmy się naprawdę oceniać sztuki per se. Tym bardziej cenna jest konfrontacja z tyloma dzisiejszymi twórcami, bez konformizmu, który czas stara nam się narzucić, odsuwając wszystko, co staje się intruzem naszego ekosystemu, pozostawiając niejako próżnię wokół siebie, pozwalającą dojść do głosu wzruszeniu i otwartości.
AKT WOLI
Nie sposób przeanalizować tylu prac bez tworzenia prawdziwie długiej rozprawy, ale można zasygnalizować wszechobecną arbitralność i konieczność. Dzieło sztuki bowiem cechuje nieokiełznana wolność, która za sprawą aktu woli nie może nie wyrazić się inaczej jak przez zobrazowanie. Czasami więc mniej znaczy więcej, innym razem rozpasanie karmi nasz apetyt i prosi o jeszcze, innymi słowy analiza przepycha się z syntezą, dialoguje. Stąd różne są formy wypowiedzi, tak rozmaite jak nadawcy i jak rozbieżni są adresaci. Niekiedy pragmatyzm malarskiego rzemiosła bierze górę nad wyidealizowanym światem bezkompromisowej inwencji, innym razem na odwrót. Realizm, abstrakcja, minimalizm, ekspresjonizm, oniryczne fantazje i czego byś człeku nie szukał – znajdziesz tu! Tym sposobem przez swe bogactwo przedstawień cała wystawa jest emblematyczną, ontologiczną tkanką sztuki jak najbardziej żywej, organicznie stopionej z ideą śmiałych poszukiwań.
CZUŁOŚĆ
Patrzymy, oglądamy, czytając a vista, śmiało, z zapamiętaniem fragmentów najczulej do nas przemawiających. A tkliwość właśnie najsilniej komunikuje się z nami, a to głównie za sprawą swoistej wiwisekcji artystów. Szacunek, którym obdarzamy ten twórczy ekshibicjonizm wiąże nas z autorami w sposób niepowtarzalnie intymny. Patrzymy na dzieło i przez chwilę mamy z nim własną relację, historię, o której wiemy tylko my – malarz przez swoją pracę i my przez ogląd i wejście w te delikatne arkana. To rodzaj duchowej, niemal erotycznej więzi, bo dzieło w nas wzrasta, bo rodzi refleksje, których nie byłoby bez aktu stwarzania. Zatem cud narodzin, który w nas się dokonuje jest konsekwencją mentalnych zaślubin, jak misterium przemienienia podczas Eucharystii. Jeśli nie podchodzimy z tą należytą atencją do sztuki, patrzymy na nią jak byśmy obserwowali mikroorganizm przez zaparowane szło mikroskopu. Nic nie zobaczymy, poza wielokształtną, barwną masą, nic nie zrozumiemy ponad „kolorowe obrazki”.
WSZYSTKO JEST WZGLĘDNE
Artyści – apologeci anachronizmu mówiącego, że sztuka jest uświęcaniem, że nowe nie znaczy lepsze, tylko po prostu nowe, lepszym zaś stać się może tylko za sprawą pietyzmu. Jednocześnie twórcy, którzy wykopalisk nie kultywują, a jedynie czerpią z nich tyle, ile do współczesności jest im potrzebne. Nie ma sensu dywagować ile czego w tej sztuce znajdziemy. To jak dyskusja między księgowym a Einsteinem: Rachunek się nie zgadza! – protestuje księgowy. Rzecz jest względna, wystarczy zmienić układ odniesienia – odpowiada Einstein. Wszystko jest względne, nie znaczy, że nie można się tym wymieniać, przeciwnie – należy. Wystawa w Galerii 33 jest doskonałą okazją do wysłuchania w wolnym – a zatem pożądanym przez wytrawnego słuchacza – tempie muzyki płynącej z dzieł świetnych artystów, pieśni niekoherentnej – bo różnej, ale spójnej w swoim tętnie – raz – dwa, raz – dwa – jak bicie serca…
■ Magda Kuczma



