– To było czyste szaleństwo – śmieje się trzymający w rękach gazetę z 1995 roku Krzysztof Maciejewski, jeden z dwóch założycieli „Kuriera Ostrowskiego”. – Nie wiem, jak wtedy sobie to wyobrażaliśmy. Cieszę się jednak, że tytuł przetrwał, a dzisiejszy wygląd tygodnika tylko pokazuje, jak daleką drogę przeszła gazeta.
20 lat minęło
– Minęło już ponad 20 lat, odkąd ukazał się pierwszy numer „Kuriera Ostrowskiego” – mówi współzałożyciel i były redaktor naczelny „Kuriera” Krzysztof Maciejewski. – To kawał czasu i jestem przekonany, że wielu aktorów tamtych wydarzeń zapamiętało je, co chyba nie dziwi, w odmienny sposób.
Jedno jest pewne. Za utworzeniem tygodnika stoi duet Radosław Balicki – Krzysztof Maciejewski. Panowie spotkali się rok wcześniej w obywatelskim komitecie wyborczym „Ostrowianie dla Ostrowa”, który w wyborach do rady miejskiej wprowadził radną Bożenę Woś.
– Nie pamiętam rozmowy z Radkiem, jej okoliczności, bezpośredniego impulsu – mówi Krzysztof Maciejewski. – Wiem tylko, że byłem cztery lata po studiach, szukałem swojego miejsca w Ostrowie i od zawsze chciałem robić gazetę.
Faktycznie: Krzysztof Maciejewski – absolwent Politechniki Wrocławskiej – pierwsze dziennikarskie szlify zdobywał w początkowo nielegalnej, a później oficjalnej gazecie „Na indeksie” – pisma wrocławskiego Niezależnego Zrzeszenia Studentów Politechniki, Akademii Rolniczej i AWF.
Numer pierwszy
– Dopiero teraz z perspektywy patrząc na pierwszy numer „Kuriera” widać, ile w tym było partyzantki – śmieje się Krzysztof Maciejewski. – Dziś wiem, że nie mieliśmy pojęcia, jak robi się gazetę. Ja udostępniłem komputer i drukarkę, Radek Balicki namówił do współpracy między innymi Przemka Klimka, który został pierwszym redaktorem naczelnym oraz Piotra Łopatkę, który zaprojektował pierwszą winietę, wynajęliśmy pomieszczenie na piętrze pasażu przy Sukienniczej i po prostu wydaliśmy pierwszy, szesnastostronicowy numer.
„Mieszkańcy Ostrowa mają prawo przeczytać w miejscowej gazecie o wszystkim, co ich interesuje, a nie tylko to, co chce im »pokazać« lokalna władza i związane z nią środowiska” – pisał w pierwszym numerze naczelny Przemysław Klimek. – „Tyle się przecież w naszym mieście dzieje, upadają zakłady pracy, ludzie wylatują ze swoich stanowisk, inni nieoczekiwanie awansują, władze podejmują takie, a nie inne decyzje – a opinia lokalna nie bardzo zna przyczyny i motywy tego wszystkiego”.
Tłumacząc przyczyny powołania do życia „Kuriera Ostrowskiego” – Tygodniowego Pisma Prywatnego (taki podtytuł nosił tygodnik) Przemysław Klimek pisał: „Trzy lata temu przestał ukazywać się »Orędownik Ostrowski«, pierwsze niezależne, obywatelskie pismo okresu postkomunistycznego w naszym regionie (…). W »Kurierze Ostrowskim« postaramy się nawiązać do tego, co było najlepsze i najważniejsze w »Orędowniku« – spróbujemy przywrócić miejscowej prasie obywatelską niezależność, obiektywizm i krytycyzm w spojrzeniu na ostrowską rzeczywistość.”
– Szczerze powiem, że nie pamiętam w jakich okolicznościach zdecydowaliśmy się na wybór tytułu – mówi Krzysztof Maciejewski. –Nawet nie jestem pewien, czy mieliśmy świadomość, że w latach 1932-1934 ukazywała się już gazeta pod takim tytułem. Może to i lepiej, nie przyszły nam do głowy różne dziwne slogany w stylu »tytuł od 1932 roku«, które zafałszowują tylko historyczny kontekst.
Wpadka na starcie
Pierwszy numer nie był przygotowywany w jakiś szczególny sposób: znalazły się w nim informacje codzienne z Ostrowa. Uwagę zwraca apel ostrowskiego szpitala w związku z trudną sytuacją finansową o dostarczenie w formie darów nadwyżek płodów rolnych: ziemniaków, warzyw, owoców – na żywienie pacjentów szpitala.
W numerze znalazła się sonda na temat utrzymujących się ciągle na stanowiskach urzędników minionego systemu, materiał o krytycznej sytuacji lokatorów mieszkań spółdzielczych, wywiad z Janem Kobuszewskim, zaproszenia kulturalne, informacje z organizacji pozarządowych, wiadomości sportowe, przegląd gazetek szkolnych…
– Pierwsze numery drukowała ostrowska drukarnia Color Print – wspomina Krzysztof Maciejewski. – Dostarczaliśmy do niej lustrzane wydruki stron na przezroczystych kalkach.
Gazata była czarno-biała: jedynie na okładce pojawiał się drugi kolor – magenta.
– Pomysł był taki, by na ostatniej stronie, która miała być prosta, łatwa i przyjemna do czytania, pojawiała się identyczna winieta, jak na okładce, ale w lustrzanym odbiciu – mówi Krzysztof Maciejewski. – Każdy kolor drukowaliśmy dla drukarni na osobnej kalce. Drukarz musiał uznać, że coś nam się pomyliło i bez uzgodnienia z redakcją »odwrócił« winietę. W ten sposób czytelnicy dostali do ręki gazetę z dwoma winietami, zastanawiając się z pewnością, o co chodzi, a nasz pomysł na dowcipną stronę gazety po prostu przepadł.
Miłe złego początki
Gazeta poszła w miasto. I to dosłownie. Okazało się bowiem, że temat kolportażu gdzieś zawieruszył się w trakcie organizacji prac redakcji. Z gazetą na ulice Ostrowa wyszli gazeciarze.
– Nie było tragedii ze sprzedażą – wspomina Krzysztof Maciejewski. – Ludzi zainteresowała nowinka, więc stosunkowo chętnie po nią sięgali. Nie było jednak euforii i przy kosztach druku, które okazały się znacznie wyższe niż planowaliśmy, pojawił się problem z dopięciem budżetu.
Z projektu postanowił wycofać się Radosław Balicki, którego miejsce w spółce zajął ostrowski przedsiębiorca Paweł Gołdyn. Pierwszą decyzją była zmiana drukarni. Chwilę to jednak zajęło, więc dopiero numer 4 z 30 czerwca 1995 roku wydrukowała kaliska drukarnia ZUP Dangraf.
– Uczyliśmy się sztuki składu gazety wraz z „Kurierem” – mówi Krzysztof Maciejewski. – Ten numer wizualnie wyglądał nieporównywalnie lepiej niż pierwszy.
Niestety, gazeta wymagała dofinansowania. Zapadła decyzja o zawieszeniu wydawania „Kuriera”.
– Co tu dużo mówić, nie pojawiły się oczekiwane reklamy, a sprzedaż nie pokrywała kosztów – mówi Krzysztof Maciejewski. –Moja pierwsza przygoda z »Kurierem Ostrowskim« dobiegła końca.
Kurier nie upadł
Na szczęście dla tytułu, nie poddał się Paweł Gołdyn. Po 10 miesiącach przerwy, 21 kwietnia 1996 roku ukazał się kolejny numer „Kuriera Ostrowskiego”, na pierwszej stronie którego nowy redaktor naczelny Janusz Panek w materiale „Kurier nie upadł!” pisał: „»Kurier upadł« odnotowała swego czasu piórem redaktora naczelnego »Gazeta Ostrowska«. »Kurier« jednak nie upadł – bo nie upadła jego idea – pismo było i będzie niezależne”.
Za druk nowego „Kuriera” odpowiadała profesjonalna wrocławska drukarnia prasowa, a gazetę znaleźć można było w kioskach.
– Z tamtych czasów pozostała dla mnie jedna zagadka – mówi Krzysztof Maciejewski. – Pierwszy po przerwie »Kurier« opatrzono numerem 1(6) Rok II. A to sugerowałoby, że przed przerwą ukazało się pięć numerów. Tego piątego numeru nie mamy jednak w archiwach. Gdyby ktoś z czytelników odnalazł taki numer i zechciał udostępnić go choćby do skopiowania, byłbym wdzięczny.
W ten sposób rozpoczął się drugi etap historii „Kuriera”, który w szczytowym okresie ukazywał się nawet trzy razy w tygodniu! Historii, która z pewnością zasługuje na opracowanie, a której świadkami najnowszej odsłony są państwo.
■ Oskar Drygas



