Zaskakujące informacje ujawnił przewodniczący Rady Nadzorczej żużlowej TŻ Ostrovii Tomasz Przybył. – Dzięki Waldemarowi Górskiemu i Mariuszowi Staszewskiemu w 2020 roku ten klub nie został zamknięty. Podczas spotkania akcjonariuszy i Rady Nadzorczej, z uwagi na potężne zadłużenie spółki, sięgające wówczas prawie 1 miliona złotych, chcieliśmy go zlikwidować – przyznał w rozmowie z oficjalną stroną klubu.

Opublikowany wywiad jest reakcją na zarzuty, które od dłuższego czasu pojawiają się w internecie i dotyczą trenera Mariusza Staszewskiego, a także prezesa Waldemara Górskiego. Ostatnio sporo mówiło się zwłaszcza o sytuacji finansowej klubu. Kibice snuli w komentarzach różne teorie. Niektórzy przekonywali, że niedawne słabsze wyniki zespołu to efekt zaległości wobec zawodników. Już wcześniej Mariusz Staszewski w rozmowie z Kurierem Ostrowskim zapewniał, że Arged Malesa reguluje swoje zobowiązania na bieżąco. Teraz potwierdził to Tomasz Przybył.

reklama

-Na tę chwilę sytuacja finansowa TŻ Ostrovia S.A. wygląda bardzo stabilnie. Nie mamy żadnych zadłużeń, żadnych przeterminowanych płatności, żadnych wierzycieli. Klub po prostu prosperuje jak normalna firma, która jest wypłacalna i patrzy w przyszłość, żeby rozwijać się i działać – przyznał.

Okazuje się jednak, że jeszcze niedawno nie było tak kolorowo i klubowi groziła… likwidacja. – Być może powinniśmy o tym powiedzieć już wcześniej, ale teraz po tych bezpodstawnych atakach w internecie na wspomniane osoby, pewne sprawy muszą ujrzeć światło dzienne. Z całą stanowczością mogę powiedzieć, że dzięki tym dwóm ludziom, czyli Waldemarowi Górskiemu i Mariuszowi Staszewskiemu w 2020 roku ten klub nie został zamknięty. Podczas spotkania akcjonariuszy i Rady Nadzorczej, z uwagi na potężne zadłużenie spółki, sięgające wówczas prawie 1 miliona złotych, chcieliśmy go zlikwidować. Wtedy jednak dzięki ogromnej determinacji Waldemara Górskiego, Mariusza Staszewskiego i pomocy głównych sponsorów, podjęliśmy decyzję, że będziemy wyprowadzać klub z trudnej sytuacji finansowej, w jakiej się on znalazł – podkreślił.

Zadłużenie, o którym mówi Przybył, dotyczyło zatem czasu, kiedy funkcję z rezygnacji prezesa spółki złożył Radosław Strzelczyk. – Były prezes Radosław Strzelczyk podczas jednego ze spotkań akcjonariuszy i członków Rady Nadzorczej na pytanie, dlaczego mamy tak duże zadłużenie, powiedział po prostu, że nie wie. Skoro prezes nie potrafił odpowiedzieć na tak fundamentalne pytanie, to być może nie nadawał się do pełnienia tej funkcji. Współpracowałem z Radosławem Strzelczykiem przez rok i była to dobra współpraca. Uważałem tę osobę za bardzo medialną, która ten klub ciągnęła do przodu. Tyle tylko, że kiedy poznałem rzeczywiste wyniki finansowe spółki i stan zadłużenia, diametralnie zmieniłem zdanie. Podstawą istnienia każdego przedsiębiorstwa, także klubu, jest stabilna sytuacja finansowa. W 2020 roku ten klub nie był nawet nad przepaścią. On spadał w dół – przyznał Przybył.

Największym z wierzycieli miała być wtedy Gmina Miasto Ostrów Wielkopolski. – Dotyczyło to umowy najmu stadionu. Wielki ukłon w stronę pani Prezydent, Beaty Klimek wraz z zastępcami, że zgodzili się na rozłożenie tego zadłużenia na raty i my cały czas regulujemy te zaległości. W tamtym czasie zadłużenie mieliśmy także wobec zawodników i jeszcze innych kontrahentów. Tak jak wspomniałem wcześniej, byliśmy nie nad przepaścią, a spadaliśmy już w dół – podsumował przewodniczący rady nadzorczej.

Cała rozmowa znajduje się TUTAJ.

reklama