Za prezydentury Bronisława Komorowskiego na szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego powołano byłego generała LWP, wieloletniego członka PZPR i kursanta Akademii Sztabu Generalnego ZSRR, Stanisława Kozieja. Dla wielu Polaków, w tym dla piszącego te słowa, ta nominacja oznaczała siarczysty policzek wymierzony na odlew przez Rzeczpospolitą. A potem było już tylko gorzej. Tak zwana. „doktryna Komorowskiego”, firmowana przez Kozieja, lekceważyła zagrożenie ze strony Rosji, bujała w obłokach, planując budowę polskiej tarczy antyrakietowej, dezintegrowała System Kierowania i Dowodzenia Armią. Kosztem współpracy z NATO wspierała unijną Wspólną Politykę Bezpieczeństwa i Obrony pod skrzydłami Francji i Niemiec. Liczni krytycy tej „doktryny” wskazywali, że w ten sposób Polska wbija klin niezgody w układy euroatlantyckie. Agresja Rosji na Ukrainę w 2014 r. skompromitowała „reset” Komorowskiego w stosunkach z Kremlem a spotkania (także podczas obchodów 20-lecia BBN!!!), które w tamtych czasach odbył prezydent z Nikołajem Patruszewem, sekretarzem Rady Bezpieczeństwa Rosji i byłym szefem rosyjskiej FSB, można dzisiaj odczytywać jako kontakty najwyższego ryzyka z punktu widzenia polskiej racji stanu. Słynna „afera marszałkowa” dostarczyła dowodów, że „niebezpieczne związki” Komorowskiego ze środowiskiem Wojskowych Służb Informacyjnych były na tyle bliskie, że aż dziw bierze, że RP nie postawiła mu do dzisiaj kryminalnych zarzutów.

W tym stanie rzeczy nadzieje na nowe otwarcie, po wygranych wyborach przez Andrzeja Dudę w 2015 r., były ogromne. Wydawało się, że „doktryna Dudy” zostanie ogłoszona szybko i bezkompromisowo. Niestety nic takiego nie nastąpiło. Najpierw trwała kohabitacja nowego szefa BBN Solocha z pozostawionymi w spadku przez ekipę Kozieja generałami Mieczysławem Gocułem i Mirosławem Różańskim. Aneks dotyczący raportu z likwidacji WSI utajniono. Potem na łamach prasy pojawiało się coraz więcej informacji na temat konfliktu prezydenta Dudy z ministrem Macierewiczem (m. in. o Gocuła i Różańskiego). Równolegle okazało się, że Soloch tolerował w BBN-ie licznych politruków z nieboszczki PZPR, kiedyś chwalonych za służbę w stanie wojennym.

reklama

Czytam właśnie ostatni wywiad Pawła Solocha dla tygodnika „Sieci” (nr 1(319)2019 z 7-13 stycznia 2019, s. 36) i włos jeży mi się na głowie. Szef BBN przyznaje, że reforma Systemu Kierowania i Dowodzenia w Wojsku Polskim została wprowadzona dopiero po 3 latach prezydentury Andrzeja Dudy. Do dzisiaj nie ma rekomendacji do Strategii Bezpieczeństwa Narodowego (SBN), dotyczących koordynacji instytucji państwowych w czasie zagrożenia bezpieczeństwa i nowej ustawy o zarządzaniu bezpieczeństwem narodowym. A ustawa o powszechnym obowiązku obrony ma komunistyczny rodowód z 1967 r. Nowa ustawa o Obronie Cywilnej i ochronie ludności dopiero w planach, tj. we wnioskach do SBN. O cyberwojsku ledwie dyskutuje MON. Tylko te wyimki z wywiadu Solocha oznaczają, że „doktryna Dudy” znajduje się w powijakach. Groza. W tym stanie rzeczy władza i prasa trąbią o Forcie Trump, mając i Amerykanów, i Polaków chyba za idiotów.

Na koniec dziennikarze tygodnika „Sieci” „zahaczyli” szefa BBN o Smoleńsk, o którym ucichło już chyba ostatecznie. I padło pytanie: – Czyli prokuratura powinna bardziej wziąć się do roboty? Odpowiedź Solocha brzmiała: – (…) w tych sprawach panowie są lepiej zorientowani niż ja.

Mój komentarz? Oto komentarz! Znowu jesteśmy bezbronni, ślepi i głusi…

Maciej Remiszewski

reklama