Andrzej Leraczyk z Honorowym Obywatelem Ostrowa – Wincentym Julianem Broniwój-Orlińskim.

W czasach szkolnych marzył, by zostać dziennikarzem, ale po kilku latach dał sobie spokój z reporterką. Przypadkiem trafił do branży kulturalnej i utknął w niej na ponad 40 lat. Dziś trudno sobie wyobrazić ostrowską kulturę bez Andrzeja Leraczyka.

Urodził się w Puszczy Noteckiej – w miejscowości Goraj Zamek koło Czarnkowa, gdzie w tamtejszym technikum leśnym pracował jego ojciec. Wychował się w Mojej Woli, w gminie Sośnie i tam kończył szkołę podstawową.

reklama

– Wspaniała atmosfera, wspaniałe dzieciństwo. Wychowałem się w lesie i nie obrażam się, jak ktoś powie, że jestem ze wsi czy z lasu – mówi Leraczyk.

Akurat gdy skończył podstawówkę, ojciec dostał posadę dyrektora Zespołu Szkół Zawodowych przy ul. Królowej Jadwigi i Leraczykowie całą rodziną przenieśli się do Ostrowa. Tu skończył III LO, a jego wychowawcą był Laluś – Zygmunt Dobrzyński.
– Była to nowoczesna szkoła. W tamtych czasach postrzegało się I LO jako konserwatywne, a III LO było z nowymi falami i młodą kadrą – wspomina.

Po maturze poszedł do Wrocławia na filologię polską, a z dyplomem znalazł zatrudnienie w wymarzonym wcześniej zawodzie, czyli dziennikarstwie. Jednak po kilku latach pracy w Wieczorze Wrocławia postanowił wrócić w rodzinne strony.

– Miałem dosyć Wrocławia. To co zarobiłem, musiałem wydać na mieszkanie – to była egzystencja, choć oczywiście dawało mi to satysfakcję – mówi.

Kiedy przyjechał do Wielkopolski dowiedział się, że zwolniło się miejsce w Ziemi Kaliskiej.

– Przyjeżdżam do Michała Płocińskiego, a on mnie przeprasza, że jednak nie może mnie zatrudnić w tym miesiącu, ale dopiero w następnym – opowiada naczelnik Leraczyk.
Płociński pomógł znaleźć Leraczykowi tymczasowe zajęcie. Zadzwonił do Kazimierza Matusiaka – ówczesnego szefa kultury w kaliskim Urzędzie Wojewódzkim. Matusiak zaś zwrócił się do szefa Kaliskiego Domu Kultury Lechosława Ochockiego. I jeszcze tego samego dnia Leraczyk trafia na Łazienną 6.

– Miałem być miesiąc, a zostałem 2 czy 3 lata – mówi.

Naczelnik z przypadku
Leraczyk do ostrowskiego magistratu trafił przez przypadek. Wydziałem kultury kierowała Bożena Kobzda, która została kierownikiem biblioteki publicznej. Na jej miejsce przyszedł Stanisław Alcer, nauczyciel wf-u. Trafił akurat na czas otwarcia ośrodka Piaski-Szczygliczka. To było duże wdarzenie – otwarcie amfiteatru, występ Ireny Santor, orkiestry Stefana Rachonia, przyjechał też Lucjan Kydryński.

– Stasiu miał dosyć noszenia pianin, głośników. Ale oficjalnie powiedział prezydentowi Grzegorzowi Woźnemu, że rezygnuje, bo bez przerwy gubi długopisy. I po trzech miesiącach wrócił do szkoły – opowiada Leraczyk.

Wówczas przypomniano sobie, że do Kalisza do pracy dojeżdża Andrzej Leraczyk i może by się nadał na szefa ostrowskiej kultury. Z ofertą posady w magistracie do Leraczyka zadzwonił Wojciech Gilarski, dyrektor Ostrowskiego Domu Kultury. Młody Andrzej przystał na propozycję.

– Przyjmował mnie prezydent Grzegorz Woźny, który posadził mnie naprzeciwko i przez godzinę czy półtora dawał dokładne wytyczne, kogo się słuchać, kto według niego jest autorytetem – opowiada.

Pochody i rewolucje
– To były czasy obchodów 1 maja. My jako wydział kultury odpowiadaliśmy za orkiestry, których w Ostrowie było 7. Każda orkiestra musiała dostać kiełbasę, lemoniadę albo piwo. To było najważniejsze zadanie wydziału kultury. W tych czasach to była nagroda dla muzyków – opowiada.

Jak wspomina, zdarzały się też występy z okazji rocznicy rewolucji październikowej, a te przypadały w chłodniejszej porze roku.
– Kiedyś przychodzi kapelmistrz orkiestry ZNTK i tłumaczy, że nie zagrają, bo im stroiki zamarzają – opowiada szef ostrowskiej kultury.

Rozwiązaniem problemu okazał się… spirytus. I tak oficjalnie wydział kupował spirytus, choć wiadomo było, że niekoniecznie służy do konserwacji instrumentów.

Siedmiu szefów
Pierwszym szefem Leraczyka był Grzegorz Woźny, póżniej nastał Jerzy Świątek. Po odrodzeniu samorządów urzędem przez 12 lat kierował Mirosław Kruszyński, a po nim znów wrócił Jerzy Świątek. Na kolejną kadencję prezydenturę ostrowianie powierzyli Radosławowi Torzyńskiem, a cztery lata później nastał Jarosław Urbaniak. Beata Klimek jest siódmym szefem Leraczyka.

– Zawsze najlepiej się wspomina pierwszego i ostatniego. Grzegorz Woźny był z pewnością najbarwniejszą postacią. To człowiek, który od początku do końca żył miastem – od świtu do późnej nocy. Jego było wszędzie pełno. Do każdego pokoju wchodził ze dwa razy w tygodniu. Nie był pamiętliwy – mówi Leraczyk.

Jak podkreśla, nigdy nie powiedział złego słowa o szefach i nigdy nie powie. Jednak wiadomo, że nie najlepiej wypadł dla naczelnika początek współpracy z prezydentem Mirosławem Kruszyńskim

– Pan prezydent Kruszyński miał inne spojrzenie na kulturę. Ale myślę, że się przekonał. Gdy odchodził po 12 latach powiedział wprost: na początku się pomyliłem – mówi Andrzej Leraczyk.

Mirosław Kruszyński przez 3 lata przyglądał się naczelnikowi kultury. W końcu stwierdził, że Leraczyk rządzi się pieniędzmi po swojemu. Dzięki temu Ostrów był chyba pierwszym miastem w Polsce, gdzie stworzono regulamin finansowania organizacji, wtedy jeszcze nie mówiło się pozarządowych.

– Kruszyński kazał opracować regulamin i okazało się, że komisja wybrała te same imprezy, które wcześniej wspierał wydział kultury – mówi szef kultury.

Długi romans z Chopinem
Ostrów od lat jest Chopinowski. Już po wojnie powstało Towarzystwo Chopinowskie.
– Powołał je Franciszek Kowalski, mój nauczyciel niemieckiego – mówi szef kultury.
Niemal równocześnie nauczyciel historii z ekonomika Kazimierz Pussak rozpoczyna wspólnie z Henryką Górną i Dionizym Nagórskim zaczyna w 1962 roku ostrowskie Koncerty z lilijką. Działało też Ostrowskie Towarzystwo Kulturalne, którego prezesem był Ryszard Małecki, ówczesny wiceprezydent.

– Kazio zaczął przychodzić do wydziału kultury i mu pomagałem. Potem tak wyszło, że wydział to organizował, ale pod szyldem OTK. Jak przyszedłem, plakaty robili ręcznie i zacząłem przekonywać Kazia do wydawania programów.

Kazimierz Pussak zajmował się sprawami artystycznymi, Leraczyk robotą.

– Tak działaliśmy do 1981 roku, kiedy stwierdziliśmy, że trzeba robić coś więcej – opowiada Leraczyk.

Na początku były Dni Chopinowskie, których dyrektorem został Andrzej Leraczyk, a Kazimierz Pussak zajmował się sprawami artystycznymi. Wspólnie działali przez 10 lat aż do śmierci Pussaka w 1992 roku.

W międzyczasie zaczęły powstawać inne przedsięwzięcia – Konfrontacje Chopinowskie, Ciemna Jutrznia, Turnieje pianistów.

Romans Leraczyka z Chopinem ciągnie się do dziś, bo jest prezesem ostrowskiego koła Towarzystwa im. Fryderyka Chopina i zarazem członkiem zarządu w Warszawie Towarzystwa Chopinowskiego.

– Na zebraniach siedzę obok np. Piotra Palecznego, a w zarządzie jest tylko dwóch nie muzyków – podkreśla.

Naczelnik i samorządowiec
Do startu w wyborach samorządowych Leraczyka namówił Paweł Rajski, z którym znali się z Komitetów Obywatelskich. Wspólnie tworzyli też stowarzyszenie Ostrowianie Dzieciom Specjalnej Troski, które organizowało początkowo festyny Ostrowianie dzieciom.
– Zrobiliśmy też dziesięć balów przyjaciół dzieci, które były organizowane z inicjatywy Pawła, a ponadto ponad 20 Gwiazdek na Rynku, które były moim pomysłem – opowiada.
Pierwszy raz do Rady Powiatu wszedł w trakcie II kadencji, gdy Beata Podsadna zrzekła się mandatu, bo objęła funkcję wiceprezydenta Ostrowa. Potem przez dwie kadencje Leraczyk był przewodniczącym rady. Niedawno zaczął kolejną kadencję, ale już jako szeregowy radny.

Wnuki, podróże i książki
Andrzej Leraczyk brał udział także w wielu innych inicjatywach.

– Byłem aktywny w Polskim Związku Filatelistycznym, Ostrowskim Towarzystwie Genealogicznym, ale trzeba było zrezygnować – tłumaczy.

Od dawna dzieci mają do niego pretensje, że nie zajmuje sie wnukami.

– Mam nadzieję, że od lutego będę się zajmować – mówi.

Na emeryturze chce też pojeździć po Polsce.

– Jest tyle miejsc do zobaczenia, np. Kruszka – sioło za Miliczem. Jest tam gospodarstwo
agroturystyczne, w którym pięknie się odpoczywa – płynie Barycz, a wokół lasy.

Zamierza też włączyć się znów w działalność OTG, nadal będzie kierować Towarzystwem Chopinowskim.

– Moim marzeniem jest pójść na koncert RickaWakemana. Chciałbym być także bardziej rodzinnym i zjechać Polskę. Czeka mnie też dużo czytania bo odkładam książki. Teraz czytam tylko o górach i alpinistach.

Daniel Aleksandrzak

reklama