– Nie umiem pracować minimalistycznie. Chcę wygrywać w każdym meczu – mówi nam Wojciech Kamiński, z którym rozmawialiśmy jeszcze przed meczem w Krośnie i przed tym, jak do Ostrowa powrócił Mateusz Kostrzewski. BM Slam Stal wciąż szuka wzmocnień, by w najważniejszej części sezonu napsuć krwi wielkiej czwórce Energa Basket Ligi.
Mecz z Legią Warszawa był jednym z lepszych, jeśli nie najlepszym meczem w wykonaniu pana drużyny. Oznacza to, że forma idzie w górę, szczególnie jeśli chodzi o skuteczność?
– Cieszymy się z każdego zwycięstwa. Na pewno zagraliśmy przeciwko Legii dobry mecz, fragmentami nawet bardzo dobry w obronie. Trzecia kwarta w ataku była rewelacyjna. Ta drużyna się zgrywa. Niestety, cały czas są jakieś problemy. Ciągle ktoś wypada z uwagi na kontuzję. Choćby w miniony wtorek, nie mieliśmy dziesięciu ludzi do treningu. Mamy jakieś małe problemy, które burzą mikrocykl meczowy czy też większy makrocykl w przygotowaniu do Turnieju Finałowego Pucharu Polski. Natomiast myślę, że powoli idziemy do przodu.
Ale cały czas szukacie wzmocnień. Podstawowe to pewnie wypełnienie luki po Łukaszu Majewskim, który zakończył sportową karierę?
– Tak. Szukamy, rozmawiamy i sondujemy rynek. Było kilka ciekawych nazwisk na celowniku. To zawodnicy, którzy mogliby nam pomóc znacząco. Nie doszło jednak do sfinalizowania kontraktów.
Dlaczego?
– Z różnych powodów. Czasami chodzi o zbyt wygórowane żądania finansowe zawodnika, których nie jesteśmy w stanie spełnić, a czasami inne względy decydują, że dany koszykarz wybiera inną opcję. Nie spieszymy się przy wyborze. Nie chcemy podejmować pochopnych decyzji. Zależy nam na wzmocnieniu zespołu, by zyskał na jakości.
Nie licząc uzupełnienia kadry po Łukaszu Majewskim, szuka pan przede wszystkim rozgrywającego, czy też może rozgląda za uniwersalnym graczem?
– Rozglądamy się za koszykarzami na różne pozycje. Jak wspomniałem, chcemy wzmocnić zespół w miarę jak najlepszym ogniwem.
Mike Scott ten ponad miesięczny kryzys ma już za sobą? Ostatni mecz może świadczyć o przełamaniu Amerykanina?
– Na pewno zagrał lepszy mecz niż kilka ostatnich. Dopiero jednak kolejne mecze ligowe oraz Turniej Finałowy Pucharu Polski, gdzie w ćwierćfinale zmierzymy się ze Stelmetem, da nam tak naprawdę odpowiedź, gdzie jesteśmy i jak wygląda nasza gra.
Sytuacja w tabeli jest dobra, żeby nie powiedzieć bardzo dobra, biorąc pod uwagę przedsezonowe założenia. Mimo to zderzył się pan już z presją oczekiwań w Ostrowie. Myślał pan przed sezonem, że nie będzie aż takiego ciśnienia?
– Sami sobie ten los zgotowaliśmy. Nie umiem pracować minimalistycznie. Każdy mecz chcę wygrywać. Rzeczywiście pierwsza runda nie powiem, że była jakaś super, ale na pewno można ją zaliczyć jako dobrą w naszym wykonaniu. Ona rozbudziła może te oczekiwania. Równie dobrze mogliśmy ją skończyć z bilansem 11-4 i nie byłaby to niespodzianka. Przy naszym terminarzu i naszej grze było to do zrobienia. Widać było jednak, szczególnie w meczach z czołówką, że brakuje nam czasami jakości czy decyzyjności. W ekipie rywali z czołowej czwórki są koszykarze bardziej doświadczeni, z dużą jakością, czy podejmujący lepsze decyzje. Wniosek jest prosty: żeby z tą wielką czwórką walczyć jak równy z równym, musimy jeszcze trochę popracować, a także wzmocnić kadrowo nasz zespół.
Przed Turniejem Finałowym Suzuki Pucharu Polski czeka jeszcze was mecz ligowy z MKS-em Dąbrowa Górnicza. Rozumiem, że chęć rewanżu za porażkę z pierwszej rundy jest w pana drużynie ogromna?
– Na pewno pamiętamy o tej porażce. To był dziwny mecz. Dołączył do nas wtedy Ivan Maras. Mieliśmy też problemy ze zdrowiem Michała Chylińskiego, który nie trenował bodaj przez 10 dni. Wrócił przed samym meczem. Na pewno nie było to nasze najlepsze spotkanie. Bez dwóch zdań, chcemy w rewanżu pokazać się z jak najlepszej strony. Zresztą w każdym meczu walczymy o zwycięstwo. Powoli w głowie mamy też Turniej Finałowy Pucharu Polski.
Pierwszy cel, czyli awans do tego turnieju zrealizowaliście. Co będzie waszym celem już w Warszawie?
– Jedziemy na pierwszy mecz ze Stelmetem. Jeśli go wygramy, będziemy walczyć dalej. Jeśli przegramy, wrócimy do Ostrowa i będziemy mieli dwa i pół tygodnia, żeby trochę odpocząć i przygotować się do najważniejszej części sezonu, czyli meczów marcowych i kwietniowych, a także fazy play-off, bo taki jest nasz cel. (m)


