Urodził się w Antoninie, gdzie ojciec był osobistym kierowcą księcia Michała Radziwiłła. O mały włos wychowywałby się w Anglii, ale ojciec nie przyjął oferty Rolls-Royce’a. Pionier ostrowskiej anestezjologii został lekarzem, bo tak sobie zażyczyła mama. Mimo zacnego wieku jest pełen energii i wciąż planuje kolejne przedsięwzięcia.
Ojciec Krystiana pracował w salonie samochodowym Kwiatkowskiego na rogu Wolności i Kolejowej. I stamtąd w 1928 roku trafił do pałacyku w Antoninie, by stać się szoferem Michała Radziwiłła. Zjeździł z nim kawał Europy.
Pracodawca został też ojcem chrzestnym młodego potomka Niełacnych, stąd Krystian dostał na drugie imię Michał.
Polska była ważniejsza
Gdy książę postanowił przesiąść się do rolls-royce’a, ojciec Krystiana musiał pojechać do Anglii na półroczny kurs. Poznał tam samochód od najmniejszej śrubki, a szkolenie skończyło się egzaminami. Po zakończeniu kursu i przed wręczeniem kluczyków do auta, Anglicy zaprosili ojca na kawę i kurtuazyjnie spytali, czy coś by poprawił w samochodzie. Ku ich zdumieniu, szofer z Polski wskazał jeden mankament.
– Po sprawdzeniu okazało się, że ojciec ma rację. Od razu zaproponowano mu pracę i ściągnięcie rodziny. Ojciec odpowiedział jednak, że Polska też potrzebuje fachowców – opowiada Krystian Niełacny.
Krótko przed wojną Niełacni sprowadzili się do Ostrowa, gdzie ojciec otworzył warsztat samochodowy. Prowadził go jeszcze długo po wojnie, co miało wpływ na życie Krystiana.
Mama chciała doktora
Lekarzem został za podpowiedzią mamy.
– Mama sobie zażyczyła, żeby jedyny syn był doktorem – wspomina ze śmiechem.
Stąd po maturze w I LO Krystian złożył papiery na akademię medyczną w Poznaniu, ale tata był kapitalistą i go nie przyjęto.
Ratunkiem przed wcieleniem do wojska okazała się dwuletnia szkoła felczerska, którą właśnie otworzono w Kaliszu.
– To był czas wojny koreańskiej i potrzebowano szybko takich niby doktorów – wspomina Krystian Niełacny.
Po ukończeniu szkoły dostał nakaz pracy w nowotomyskim, ale później udało mu się wrócić do Ostrowa, gdzie trafił do miejscowego szpitala. Był z nim związany do momentu odejścia w 1976 roku.
Po rozpoczęciu pracy w ostrowskiej lecznicy, Krystian Niełacny kontynuuje studia medyczne w Warszawie.
Pionier anestezjologii
– Jak skończyłem chirurgię, zainteresowałem się anestezjologią. Był to bardzo dobry kierunek, bo słowa anestezjologia i reanimacja były wówczas nieznane – opowiada Krystian Niełacny.
Zaczęło się od trzydniowego kursu obsługi butli z tlenem, na który nikt nie chciał jechać.
– Jak dyrektor przeczytał, że lekarz ma jechać na taki kurs, wybuchł powszechny śmiech – wspomina dr Niełacny, który zdecydował się wziąć udział w kursie. – Stwierdziłem, że musi być jakiś powód, że to jest tak pomyślane. Wróciłem mądrzejszy.
Kilka tygodni później przyszło zaproszenie na trzymiesięczny kurs podstaw anestezjologii. Znów lekarze skwitowali je śmiechem.
– Wyjechać z Ostrowa na 3 miesiące było dla większości nie do przyjęcia, bo wtedy się dobrze zarabiało – opowiada. – I tak mnie ta anestezjologia wciągnęła. Wyszedłem z chirurgii i zacząłem tworzyć anestezjologię, reanimację – dział, potem oddział. Doszło do tego, że ostrowski oddział anestezjologii był najsilniejszym w Polsce, bo mieliśmy ośmiu anestezjologów.
Ostrowska anestezjologia obejmowała wówczas swoim działaniem całą południową Wielkopolskę, bo dysponowali jedynymi specjalistami w okolicy.
W Ostrowie pojawiła się też pierwsza karetka reanimacyjna na terenie Poznańskiego.
Krystianowi Niełacnemu ostrowski szpital zawdzięcza też powstanie oddziału anestezjologicznego.
– Gdy przenosiliśmy się do nowego szpitala, zaproponowałem wykorzystanie na ten cel pustych korytarzy. Myśleli, że mam coś z głową – wspomina dr Niełacny.
Oddział powstał i funkcjonował w tym miejscu aż do otwarcia nowego, zaledwie dwa lata temu…
Przeszkoda w karierze
W ostrowskim szpitalu Krystian Niełacny nawiązał współpracę z doktorem Sławomirem Żelanowskim, który był biochemikiem i mikrobiologiem.
– Dogadaliśmy się i wspólnie robiliśmy pierwszą gazometrię czy pierwsze jonogramy. Jak zaczęliśmy to wprowadzać, rosła zazdrość – opowiada Krystian Niełacny.
– Gdy byłem ordynatorem anestezjologii, wszystkie pielęgniarki kończące szkołę aż się prosiły na ten oddział, bo wiedziały, że zostaną potraktowane jako współpartnerki, a nie poddane służki. I wtedy zaczęła się wojna. Pielęgniarki i lekarze z mojego oddziału byli pomijani w awansach – wspomina.
Dlatego Krystian Niełacny postanowił odejść z ostrowskiego szpitala, by nie być przeszkodą w awansach i karierach współpracowników.
– Powiedziałem: do widzenia, wśród ogólnego zdziwienia, bo byłem u szczytu sławy i chwały – mówi.
Obijanie na morzu
Szef ostrowskiej anestezjologii postanowił odpocząć od rodzinnych stron i zaciągnął się jako lekarz okrętowy na statek Polskich Linii Oceanicznych.
– To było właściwie obijanie się. Czasem tylko trzeba było opatrzyć skaleczenie, wyrwać ząb. Nie żałuję, bo poznałem świat od innej strony. Wielki świat, ale też nędzę – mówi.
Przez trzy lata służby trzykrotnie chodził po murze chińskim, był też w cesarskich pałacach. Na Sumatrze wybrał się na krater czynnego wulkanu.
Początkowo Niełacny planował, że zostanie na morzu na stałe, ale po trzech latach wrócił na ląd. Miał dosyć wielomiesięcznych rozłąk, a poza tym przeszedł dwa razy tajfun, a w jednym z chińskich portów przeżył trzęsienie ziemi.
Kolej na Ostrów
Choć w Ostrowie na niego czekano, doktor Niełacny nie chciał wrócić do pracy w szpitalu. Oddziałem kierował wskazany przez niego następca i nie wyobrażał sobie, że mógł odebrać mu stanowisko ordynatora.
– Tak się nie robi – podkreśla.
Dlatego objął posadę dyrektora obwodu lecznictwa kolejowego, gdzie pracował do 65. roku życia. Oprócz tego przez lata prowadził zajęcia w różnych szkołach – pielęgniarskiej oraz w studium dla nauczycieli wf. Karierę nauczyciela zakończył dopiero w 2015 roku, gdy zrezygnował z wykładów w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Kaliszu.
Turysta i regionalista
Krystian Niełacny jest też zapalonym turystą i regionalistą.
– Miałem świetnego historyka, profesora Bożka, który zaszczepił mi pasję – opowiada.
Z PTTK związał się w młodości, gdy władze postanowiły wcielić harcerzy do Związku Młodzieży Polskiej.
– Objechałem Polskę od stóp do głów – mówi.
Krystian Niełacny ma nie tylko uprawnienia przewodnika na całą Polskę, ale także tytuł Zasłużonego Przewodnika, tytuł Instruktora Krajoznawstwa, Przewodnika turystyki pieszej, kajakowej, rowerowej. W PTTK działa aktywnie do dziś, a na ten rok ma już zaplanowanych kilka wycieczek.
Dzięki Krystianowi Niełacnemu ukazało się także kilkadziesiąt książek poświęconych Ostrowowi i okolicy. Skupia się w nich przede wszystkim na upamiętnieniu osób związanych z regionem. Stąd też wziął się pomysł, by na kościele św. Antoniego stworzyć Ostrowską Ścianę Pamięci, gdzie sukcesywnie pojawiają się kolejne tablice pamiątkowe. Są już 32, a Krystian Niełacny szykuje już kolejną – poświęconą lekarzom związanym z powstaniem wielkopolskim.
– Myślę też, żeby opisać osoby z tablicy i wydać choć małą książeczkę – mówi. Byłaby to kolejna pozycja wydana z jego inicjatywy. W tym roku planuje jeszcze opublikowanie Droga do niepodległości. Kalendarium wydarzeń.
W 2015 roku Krystian Niełacny został uhonorowany tytułem Honorowego Obywatela Miasta Ostrowa Wielkopolskiego
■ Daniel Aleksandrzak



