– Opuściłem Anwil Włocławek, ale nie żałuję czasu spędzonego w drużynie mistrza Polski. Teraz znów gram dla Arged BM Slam Stali, która jest zupełnie innym zespołem niż przed rokiem, ale wcale nie oznacza to, że gorszym – mówi Mateusz Kostrzewski, który wrócił do ostrowskiej drużyny.
Kiedy ostatnio rozmawialiśmy po meczu w Ostrowie Anwilu Włocławek, pewnie przez myśl Ci nie przeszło, że po miesiącu założysz ponownie koszulkę Stali?
-W żadnym wypadku. Nic takiego nie miałem na myśli, aczkolwiek życie potrafi zaskakiwać i to pozytywnie. Uważam, że ten ruch i powrót do Ostrowa, wyjdzie mi tylko na dobre.
Znasz to środowisko, wiesz, jak funkcjonuje to wszystko w Ostrowie, aczkolwiek drużyna jest zupełnie inna niż w tej, w której grałeś wcześniej?
-Dokładnie. Totalnie inna. Trener jest inny. Cały sztab trenerski się zmienił. Po kilku dniach widzę, że wszyscy bardzo dobrze pracują. Każdy podchodzi do swojej pracy profesjonalnie. Wiemy, jakie są cele klubu i zdajemy sobie sprawę, że chcemy grać o najwyższe laury. Można powiedzieć, że ta drużyna jest inna, ale wcale nie gorsza. Serca i woli walki jej nie brakuje.
Można w ogóle porównać te zespoły, ten z poprzedniego sezonu, kiedy to zdobywaliście wicemistrzostwo kraju z tym obecnym?
-Nie. Nie ma sensu tego porównywać. To był zupełnie inny zespół, grający inną taktykę i realizujący wizję innego trenera. Teraz jest kompletnie inna drużyna, ale niczego jej nie brakuje.
Szybko chyba się wkomponowałeś w ten zespół. W Krośnie 20 minut na parkiecie i niezły występ, a przecież praktycznie nie znałeś drużyny. Ile treningów odbyłeś przed debiutem?
-W zasadzie jeden normalny trening. Na pewno nie jest mi łatwo wkomponować się w zespół, bo jest to mocna drużyna. Chłopaki stoją za mną murem i przypominają mi te nowe zagrywki. Trochę to jeszcze musi potrwać, żeby idealnie wkomponować się w ten zespół. Myślę, że nie będzie to zbyt długa droga.
Ale już ten pierwszy mecz pokazał, że te atuty, które prezentowałeś wcześniej w barwach ostrowskiej drużyny, potrafisz przełożyć na wynik zespołu…
-Z mojej strony mogę obiecać, że wola walki, zbiórka, szybki atak – to są moje główne atuty, które spróbuję dać mojej drużynie. Myślę, że będzie to przynosiło same pozytywy.
Czego nauczyłeś się w Anwilu Włocławek?
-Na pewno było to nowe doświadczenie. Grałem w zespole mistrza Polski. Występowałem z nim w Champions League. Rozegrałem dużo spotkań. Sporo było przygotowań taktycznych. Na pewno ono się przyda.
Ale też pełniłeś inną rolę w zespole niż choćby tę z poprzedniego sezonu w Ostrowie…
-Dokładnie tak. To była totalnie inna rola. Nie było mi łatwo się w niej odnaleźć. Anwil miał wielu zawodników, którzy chcieli grać po 30 i więcej minut. Tych minut pozostało mało do podziału. Kiedy wchodziło się na parkiet, trzeba było dawać z siebie wszystko. Raz grałem więcej, raz mniej, ale zawsze trzeba grać na maksa.
A Champions League? To chyba już zupełnie inny koszykarski poziom, o czym świadczą kiepskie wyniki mistrza Polski na tle europejskich klubów?
-Champions League to najwyższy poziom zaraz po Eurolidze. Myślę, że zebrałem bardzo duże doświadczenie. Występowałem przeciwko koszykarzom z europejskiego TOP-u, zawodnikami z przeszłością w NBA czy w Eurolidze. Z takimi zawodnikami sama próba powalczenia na parkiecie, to bezcenne doświadczenie.
Oferta z Ostrowa spadła tak trochę z nieba?
-Czy z nieba? Po prostu, gdy się pojawiła, nie musiałem się długo zastanawiać nad szukaniem nowego klubu. W Ostrowie wiem, jak to wszystko wygląda.
Nie żal było odchodzić z Włocławka? Czy po prostu nie widziałeś się w roli zawodnika, który grzeje ławę i dostaje raptem kilka minut gry?
-Czasami tak bywa, że takie ruchy trzeba wykonać. Na pewno moja rola w Anwilu była mniejsza, a ja jestem zawodnikiem, który chce grać i odgrywać większą rolę w zespole. Myślę, że w Ostrowie będę miał większe szanse, by pokazać swoje umiejętności.
W zeszłym sezonie play-offy to był Twój czas. Teraz też druga część sezonu będzie należeć do Mateusza Kostrzewskiego?
-Mam nadzieję, że ta druga część sezonu będzie po prostu należała do naszej drużyny i wszyscy razem będziemy wykonywać dobrą robotę w play-offach. Do nich jeszcze sporo czasu. Jeszcze przed nami cała druga runda sezonu zasadniczego.
I po drodze turniej finałowy Pucharu Polski, w którym chcecie pewnie sprawić niespodziankę?
-Dokładnie. Pierwszy mecz będzie ciężki, bo mierzymy się ze Stelmetem Zielona Góra. Koledzy z Arged BM Slam Stali pokazali już w tym sezonie, że potrafią z nimi wygrać. Moja była drużyna, czyli Anwil też udowodniła, że można ograć Stelmet. Będziemy z pewnością na nich przygotowani. (m)



