Z ulgą przyjąłem niedawny werdykt ostrowskiego sądu, który uniewinnił Alojzego Motylewskiego od zarzutu zniesławienia władz Centrum Rozwoju Komunalnego. Szkoda jednak, że sprawa toczyła się za zamkniętymi drzwiami i nie dowiemy się nawet, czym kierował się sąd wydając taki werdykt. Bo może wyszła by z tego jakaś nauka na przyszłość.

Można domyślać się jedynie, że sąd uznał, że radny (władze CRK poruszyła wypowiedź rajcy Motylewskiego wygłoszona podczas posiedzenia Rady Miejskiej) ma prawo do krytyki miejskich podmiotów. Przypomnijmy, że na dodatek, słowa padły w okresie przedwyborczym, a w tym czasie gromami czy cięższymi słowami lubi rzucać każdy z pretendentów do prezydenckiego fotela.

reklama

Na dodatek, utajnienie tej rozprawy jest dość zabawne, bo sprawa dotyczy przecież słów, które padły na posiedzeniu Rady Miejskiej, a tę w każdej chwili można odsłuchać w sieci. Niestety, o utajnienie rozpraw wnosiło CRK, a pozwany nie ma na to żadnego wpływu. Mam nadzieję, że stało się to tylko przez niedopatrzenie, bo inaczej można podejrzewać, że władze głównej miejskiej spółka mają coś do ukrycia, że nie wnioskowały o jawności procesu?

Jeszcze zabawniejsze w tej w sprawie jest to, że poza Alojzym Motylewskim niewątpliwym wygranym tej sprawy jest też inny kandydat na prezydenta Ostrowa – Damian Grzeszczyk, który za prowadzenie sprawy zainkasował kilka tysiaków.

Zapłacić ma oczywiście CRK. Można powiedzieć, że na biednego nie trafiło. Niestety, jak znam życie na koszty rozprawy zrzucą się wszyscy ostrowianie.

Stąd było by miło, gdyby ten werdykt ostudził zakusy składania kolejnych pozwów za krytykę władzy. A poza tym nauczył rządzących, że

■ Daniel Aleksandrzak

reklama