Pomysł ściągnięcia do Ostrowa na trenera Mariusza Staszewskiego Radosławowi Strzelczykowi (z lewej) podsunął wiceprezes klubu Waldemar Górski

– Cieszymy się, że mamy w klubie takiego trenera jak Mariusz Staszewski, który dba nie tylko o atmosferę w zespole i prowadzi z powodzeniem szkółkę żużlową – mówi prezes TŻ Ostrovia Radosław Strzelczyk. – Różnice zdań się pojawiają, ale jeszcze nigdy się nie kłóciliśmy. Zawsze znajdujemy kompromis.

To pan wymyślił Mariusza Staszewskiego jako trenera w Ostrowie?

reklama

– Nie. Pomysł podsunął mi wiceprezes Waldemar Górski, który dał mi numer telefonu do Mariusza Staszewskiego. Zadzwoniłem, porozmawialiśmy i dogadaliśmy się od razu.

Momentalnie złapaliście wspólny język?

– W zasadzie tak. Mariusz Staszewski postawił nam jeden warunek.

Jaki?

– Prowadzenie szkółki żużlowej. To był podstawowy warunek przyjścia do Ostrowa. Praca z młodzieżą była priorytetem, a po powrocie ligi do Ostrowa prowadzenie również pierwszej drużyny.

Podziela pan opinię, że Mariusz ma rękę do młodzieży?

– Oczywiście. Nie mam doświadczenia we współpracy z innymi trenerami, ale na podstawie obserwacji Mariusza Staszewskiego mogę zapewnić, że ma świetne podejście do młodzieży. Mógłby spokojnie pracować w szkole jako nauczyciel wychowania fizycznego, a nawet nie tylko.

Czego na przykład?

– Powiem tylko, że Mariusz Staszewski nie skupia się wyłącznie na nauce adeptów jazdy na żużlu. On ich uczy życia i pracy. Jego „gałganki”, bo tak pieszczotliwie nazywa swoich wychowanków, uczą się pracy przy sprzęcie, jeździ z nimi na wszystkie treningi. Dba o nich jak ojciec. Pokazuje, że żużel to nie tylko treningi na torze, ale również ciężka praca w okresie przygotowawczym oraz godziny spędzone w warsztacie.

Prawdą jest, że Mariusz Staszewski potrafi jak mało kto budować atmosferę w zespole ligowym?

– Mariusz dba o atmosferę w całym klubie. Jest pozytywnym łącznikiem pomiędzy zespołem a zarządem klubu. Potrafi się odnaleźć zarówno w trudnych, jak i pozytywnych sytuacjach. Nie zawsze jest przecież różowo. Nawet kiedy pojawia się problem, potrafi szybko go rozwiązać.

Macie różnice zdań?

– Zdarzają się, aczkolwiek nie przypominam sobie, by przez te lata doszło między nami do jakiejś ostrzejszej wymiany zdań czy kłótni. Potrafimy dyskutować merytorycznie i znaleźć kompromis. Postawa Mariusza Staszewskiego jest tutaj kluczowa.

A do taktyki w trakcie meczów można się przyczepić?

– Obserwowaliśmy wielokrotnie zachowanie trenera w trakcie meczu. Zdarzają się sytuacje, że z trybun wydaje się kibicom, że mógł podjąć inną decyzję. Inaczej obsadzić wyścigi nominowane. Zrobić inną zmianę, zareagować wcześniej lub później. Byliśmy z wiceprezesem Górskim świadkami, jak to wszystko wygląda od kuchni w parku maszyn. Zdarzają się sytuacje, że to sam zawodnik mówi, że nie czuje się na siłach jechać w danym wyścigu, że może nie udźwignąć presji. Z drugiej strony są momenty, że ktoś pali się wręcz do jazdy. Czasami trener musi spojrzeć zawodnikowi głęboko w oczy i podjąć niełatwą decyzję. Zawodnicy jednak podkreślają, że Mariusz Staszewski dobrze ich rozumie, bo sam jeszcze niedawno był po drugiej stronie barykady i wie, co czuje w danej sytuacji żużlowiec.

Jakie cechy powinien posiadać dobry trener?

– W żużlu jest zupełnie inaczej niż w sportach indywidualnych czy typowo zespołowych jak piłka nożna, koszykówka czy piłka ręczna. Żużel z jednej strony jest sportem drużynowym, a z drugiej indywidualne umiejętności zawodników często decydują o wyniku zespołu. Poza tym, tyle różnych czynników ma wpływ na sukcesy w żużlu, że trener musi to wszystko starać się ogarnąć. Atmosfera w zespole, forma zawodników, spasowanie do toru, reakcja na zmieniające się warunki torowe. Trener ma o czym myśleć. Mariusz Staszewski przekazuje wiedzę, którą sam posiada. Zawodnicy mu ufają, bo czują, że wie, co mówi. Są menedżerowie, którzy nigdy nie jeździli na żużlu. Mariusz ma ogromne doświadczenie wyniesione z lat jazdy na różnych torach i przekazuje je swoim podopiecznym. (m)

reklama