W zeszłym tygodniu poruszyliśmy temat nowej Konstytucji. Zainicjowana przez prezydenta Nawrockiego dyskusja, co nie powinno dziwić, wywołała duże zainteresowanie mediów. Pojawiły się sondaże, komentarze itp. Warto zatem abyśmy i my pomyśleli nad tym dłużej.

Zeszłotygodniowy tekst dotyczył relacji prezydent – rząd. Jest tutaj w naszej ustawie zasadniczej sporo niedomówień skutkujących poważnymi konfliktami na szczytach władzy Rzeczpospolitej. Ale to nie jedyna kwestia, która budzi zastanowienie. Pochylmy się nad polskim parlamentem. Mamy 460 posłów i 100 senatorów. Ilu z nich jest w stanie wymienić przypadkowo zapytany Polak, nawet taki, który bardziej interesuje się polityką? Pięciu, dziesięciu, może w porywach do parunastu. A reszta? Trudno powiedzieć kim są i czym się zajmują. A skoro tak, to jak rzetelnie potem ocenić ich pracę. W polskim parlamencie zasiada więcej osób niż w Kongresie Stanów Zjednoczonych. A przypomnijmy, że USA są państwem federalnym i mają 300 milionów obywateli.

reklama

My mamy dwie izby parlamentu: Sejm i Senat. Pytanie, po co? W Senacie jest z reguły ta sama większość, co w Sejmie, tylko bardziej. Wyjątkiem od tej reguły była kadencja 2019 – 2023. Co do zasady jednak Senat jest kalką niższej izby parlamentu tylko liczniejszą większość ma w nim aktualna ekipa rządząca. Pytanie kolejne: jaki to ma sens? Ilu senatorów znają Polacy, ilu śledzi obrady tego gremium i wie, czym obecnie się ono zajmuje? Bez bardziej pogłębionych analiz wiadomo, że mało kogo obrady Senatu obchodzą. Łączny koszt funkcjonowania obu izb polskiego parlamentu to około miliarda złotych rocznie!

No dobrze, ale co w takim razie zrobić? Warto np. przemyśleć, czy Polska faktycznie potrzebuje tylu przedstawicieli w parlamencie. I nie jest to tym razem zagadnienie z odpowiedzią z góry przygotowaną, może się bowiem okazać, że faktycznie tylu ich powinno być. Niemniej, może się też okazać, że można ograniczyć liczebność parlamentu. Niekoniecznie też trzeba likwidować Senat. Należy jednak przemyśleć, czy to jak on obecnie wygląda i jaką pełni rolę odpowiada społecznym potrzebom i oczekiwaniom. Może powinien zostać przemodelowany, może powinien mieć inną kadencję niż Sejm, a skład uwzględniający strukturę społeczną lub podział administracyjny Polski? To mogłoby zwiększyć zainteresowanie jego pracami oraz poprawić jakoś polskiego parlamentaryzmu w ogóle.

Jeśli w Polsce faktycznie mamy tzw. moment konstytucyjne, to także władza ustawodawcza może stać się przedmiotem zastanowienia. Pytania stawiać trzeba jednak mądrze i bez zacietrzewienia. Dyskusja o ustroju państwa to temat bardzo poważny i niełatwy, skutki ewentualnych błędów odczuwać bowiem możemy przez lata, może nawet dekady. Lepiej wszystko dobrze poukładać, porównać zarówno w naszymi wewnętrznymi doświadczeniami, jak i popatrzeć jak pewne sprawy rozwiązali inni.

Konstytucja pewni w pewien sposób funkcję mapy drogowej, dobrze więc, aby prowadziła bo możliwie prostych drogach i pomagała omijać przeszkody. Do tego potrzebne jest jednak odpowiednie podejście do prac nad jej zmianą.

Pytań i wątpliwości jest dużo, stąd być może jeszcze wrócimy do tego tematu.

Andrzej Kowalik

reklama