Czteroosobowa samorządowa delegacja z Ostrowa, z prezydent Beatą Klimek na czele, gościła przez tydzień w Chinach. Wycieczka kosztowała ostrowskich podatników 33 tysiące złotych. – Albo komuś zabrakło wyobraźni na temat uwarunkowań ekonomicznych i gospodarki, albo kogoś porwała wyobraźnia na myśl o wycieczce do tego pięknego kraju – uważa Jakub Paduch, radny Koalicji Obywatelskiej w Radzie Miejskiej Ostrowa.
Jak informuje magistrat, wizyta trwała od 2 do 9 marca. W składzie delegacji znalazła się prezydent Beata Klimek, prezes CRK – Bartosz Ziółkowski, naczelnik Wydziału Rozwoju Miasta – Ewa Torzyńska i „mózg” całego przedsięwzięcia – Jakub Tomalkiewicz, pełnomocnik ds. Rewitalizacji Miasta. Celem wizyty było podpisanie Memorandum o współpracy pomiędzy Ostrowem Wielkopolskim, a dzielnicą Qingbaijang.
– Po raz pierwszy w historii miasta podpisana została umowa, dotycząca współpracy o tak szerokim spektrum gospodarczym. Jest to największy do tej pory nasz partner zagraniczny. Miasto liczy powyżej 300 tys. mieszkańców, cały dystrykt 6 milionów – zapewnia Artur Kołaciński z biura prasowego ostrowskiego Urzędu Miejskiego.
Jak informuje, w planach jest między innymi zorganizowanie w Ostrowie wraz z Polska Agencją Inwestycji i Handlu konferencji dla lokalnych przedsiębiorców, by przybliżyć możliwości wejścia na rynek chiński.
Opozycja inaczej patrzy na chińską eskapadę pani prezydent.
– Bardzo chciałbym, by z tej wizyty wyniknęło coś dobrego dla ostrowian, ale pewnie skończy się jak z innymi wyjazdami, np. do Barcelony – mówi radny KO Jakub Paduch.
Zwraca uwagę, że według ostatnich doniesień dziennika „Rzeczpospolita”, Chińczycy wycofują się z inwestycji w tym regionie i Polska jest na szarym końcu tej kolejki.
– Albo komuś zabrakło wyobraźni na temat uwarunkowań ekonomicznych i gospodarki, albo kogoś porwała wyobraźnia na myśl o wycieczce do tego pięknego kraju – mówi radny. – Szkoda, że odbywa się to za pieniądze podatników.
Zapowiada, że na najbliższej sesji radni z pewnością będą się dopytywać o efekty wizyty i jej koszty. ■
Daniel Aleksandrzak



