Piłka nożna to biznes, znakomity biznes. Ten sport w wielu krajach ma charakter narodowy. Przyciąga tysiące ludzi na stadiony i miliony przed telewizory. Generuje potężne zyski. I tu pojawiają się problemy.

Wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Doświadczamy tego przy okazji trwających mistrzostw świata w Kanadzie, Meksyku i Stanach Zjednoczonych Ameryki. Turniej pierwszy raz odbywa się z udziałem 48 reprezentacji podzielonych na 12 grup. To budzi poważne wątpliwości. Czy w takiej sytuacji uda się utrzymać zainteresowanie tak rozbudowanymi rozgrywkami? Czy nie dojdzie do wyraźnego obniżenia poziomu i hokejowych wyników w starciach potęg z debiutantami? Czy kibice nie pogubią się w skomplikowanych turniejowych drabinkach? Podobnych pytań jest znacznie więcej.

reklama

Wydarzenia rangi mistrzowskiej powinny być przede wszystkim świętem sportowym, zapewnienie wysokiego poziomu właśnie pod tym względem służy rozwojowi piłki nożnej i zapewnia zainteresowanie kibiców. Prymat komercji prędzej czy później spowoduje, że ludzie przestaną się piłką tak bardzo interesować. Nie oznacza to, że to zainteresowanie zniknie w ogóle. Chodzi bardziej o to, że niezwykle popularne dotąd imprezy, takie jak Mundial, nie będą już tak ekscytować. Finalnie stracą na tym wszyscy, łącznie z organizatorami. Mniejsze zainteresowanie, to przecież mniejsze pieniądze.

Futbol zaczyna padać ofiarą swojego własnego sukcesu. Zaczynamy dochodzić do granicy, po przekroczeniu której należy spodziewać się regresu. Przypnijmy, że jeszcze w 1994 roku na piłkarskich mistrzostwach świata grały 24 reprezentacje. W ciągi niewiele ponad 3 dekach liczba ta wzrosła zatem dwukrotnie. Ale problem nie dotyczy tylko formatów reprezentacyjnych. Także rozgrywki klubowe dotykają tendencje inflacyjne. Coraz więcej meczów, coraz bardziej skomplikowane zasady i nowe formuły, w których można się pogubić. W tym wszystkim przemęczeni piłkarze i kibice, dla których to wszystko może być coraz mniej zrozumiałe.

Osobiście uważam, że zwiększenie liczby uczestników mistrzostw świata z 32 do 48 to błąd. Na dłuższą metę obniży to nie tylko rangę turnieju, ale także zmniejszy zainteresowanie, którym dotąd się cieszył. Co gorsza, jeśli ten kierunek zostanie utrzymany, to może za parę lub paręnaście lat w Mundialu zagrają np. 64 zespoły. Zdecydowanie lepiej zrobić krok w tym i wrócić do formatu z 32 uczestnikami imprezy.

Coraz trudniej będzie także znaleźć gospodarzy dla imprezy o takiej skali. Duże koszty niekoniecznie się zwrócą, a skala wyzwania logistycznego jest gigantyczna. Jeśli okaże się, że turniej nie cieszy się zakładaną popularnością, po prostu nie będzie komu go organizować.

Najbliższe lata będę kluczowe, a pierwsze podsumowania możliwe już po obecnych mistrzostwach. Udane rozgrywki i zadowoleni gospodarze zapewne zacementują obecny format, albo nawet skłonią do jego poszerzenia. Pytanie, co w sytuacji, kiedy impreza okaże się niewypałem, a koszty jej przygotowania przerosną oczekiwane zyski. Już niebawem poznamy pierwsze wyniki, nie tylko sportowe, ale także finansowe. Mogą być bardzo ciekawe.

Andrzej Kowalik

reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj