Przyjęcie wspólnej waluty oznaczałoby dla Polski rezygnację z części narzędzi prowadzenia własnej polityki gospodarczej. Leszek Skiba, prezes Instytutu Sobieskiego i były wiceminister finansów, wskazuje, że szczególnie istotna byłaby utrata niezależności w zakresie polityki pieniężnej i kursowej.
Polska, wstępując do Unii Europejskiej w 2004 roku, zobowiązała się do przyjęcia wspólnej waluty. Nie określono jednak terminu, w którym miałoby to nastąpić. Zdaniem Leszka Skiby oznacza to, że Polska może przez długi czas zachować złotego, traktując własną walutę jako jeden z filarów ekonomicznej suwerenności.
Najważniejszą konsekwencją przyjęcia euro byłaby utrata możliwości prowadzenia niezależnej polityki pieniężnej. O wysokości stóp procentowych decydowałby Europejski Bank Centralny, a nie Narodowy Bank Polski. Problemem może być niedopasowanie wspólnej polityki pieniężnej do sytuacji gospodarczej Polski.
Polska jako kraj rozwijający się i nadrabiający dystans do bogatszych państw Europy charakteryzuje się zazwyczaj wyższym tempem wzrostu gospodarczego. Towarzyszyć temu może również wyższa inflacja niż średnia w strefie euro. Jeśli przy wyższej inflacji obowiązywałyby relatywnie niskie stopy procentowe EBC, realny koszt pieniądza w Polsce mógłby być zbyt niski.
W ocenie Skiby mogłoby to prowadzić do nadmiernego wzrostu konsumpcji i inwestycji oraz zbyt łatwego dostępu do kredytu. Jednym ze skutków mogłoby być również przyspieszenie wzrostu cen nieruchomości i powstawanie baniek spekulacyjnych. Podobne problemy występowały przed kryzysem finansowym z 2008 roku m.in. w Hiszpanii i Grecji.
Euro nie musi oznaczać łatwiejszego kredytu
Niższe stopy procentowe EBC niekoniecznie oznaczałyby, że kredyt w Polsce stałby się łatwiej dostępny. W sytuacji przegrzewania gospodarki instytucje nadzoru finansowego mogłyby zaostrzać wymagania wobec banków, ograniczając dostępność finansowania.
Jednocześnie polityka fiskalna musiałaby mocniej wspierać stabilizację gospodarki. Oznaczałoby to presję na szybsze ograniczanie deficytu budżetowego w okresach dobrej koniunktury.
W efekcie samo obniżenie oprocentowania kredytów nie musi być wystarczającą korzyścią, jeśli jednocześnie kredyt będzie trudniej dostępny.
Złoty jako bufor w czasie kryzysu
Kolejnym argumentem przeciwko szybkiemu przyjęciu euro jest utrata płynnego kursu walutowego. W czasie spowolnienia gospodarczego złoty może się osłabiać, poprawiając konkurencyjność polskich eksporterów.
Państwa pozbawione własnej waluty nie mają takiego mechanizmu. W przypadku problemów gospodarczych mogą być zmuszone do tzw. dewaluacji wewnętrznej, czyli ograniczania płac i wydatków publicznych. Zdaniem Skiby dostosowanie kursu walutowego może być mniej bolesnym sposobem odzyskiwania konkurencyjności niż głębokie cięcia budżetowe.
Problemy samej strefy euro
Skiba zwraca również uwagę na problemy strukturalne strefy euro. W okresach słabszej koniunktury pojawia się ryzyko problemów sektora bankowego w poszczególnych państwach oraz dyskusja o konieczności dalszego pogłębiania integracji gospodarczej i politycznej.
Według ekonomisty europejski system nadal nie wykorzystuje w pełni mechanizmów rynkowych, które ułatwiają przepływ kapitału, pracowników i przedsiębiorstw. Sprawniejsze funkcjonowanie strefy euro wymagałoby większej integracji rynków finansowych i większej mobilności siły roboczej.
To z kolei prowadzi do pytania o przyszłość Unii Europejskiej. Czy państwa członkowskie będą gotowe na dalsze przekazywanie kompetencji na poziom europejski i budowę bardziej federalnej UE? Skiba ocenia, że jest to mało prawdopodobne.
Z jego perspektywy oznacza to, że strefa euro może pozostać konstrukcją niedokończoną i podatną na problemy podczas kolejnych globalnych kryzysów.
źródło: wgospodarce.pl/Leszek Skiba jest prezesem Instytutu Sobieskiego i byłym wiceministrem finansów.



