Doktryna wojenna II RP po zamachu majowym – z cyklu „Droga przez niepodległość”

0

Po zamachu majowym z 1926 roku doktrynę wojenną II RP opracował marszałek Józef Piłsudski. Autor wzory zaczerpnął z doświadczeń wojny polsko-bolszewickiej, co należy uznać z podstawową wadę doktryny. U jej podstaw legło przekonanie, że przyszły konflikt będzie wojną manewrową, krótkotrwałą lub koalicyjną, w której kluczową rolę odegra wysokie morale żołnierza, szybki manewr oraz uderzenie na skrzydła i tyły wroga, co udało się zrealizować podczas tzw. bitwy warszawskiej w sierpniu 1921 r.. Piłsudski zdecydowanie nie docenił cywilizacyjnego skoku, który od lat 20. XX w. odmienił jakość i skuteczność militarną lotnictwa i wojsk pancernych.

Geopolityka dwóch wrogów

reklama

Dla nikogo nie było tajemnicą, że II RP znajduje się w kleszczach wrogich mocarstw, tj. Niemiec i ZSSR. Dlatego planowanie strategiczne skupiało się przede wszystkim na projektowaniu starcia z naszym zachodnim sąsiadem – wariant „N” (Niemcy) i ze wschodnim mocarstwem – wariant „R” (Rosja). Brano pod uwagę, że przyszła konfrontacja militarna może toczyć się zarówno na jednym froncie, ale także na dwóch frontach po równoczesnym ataku Niemiec i Rosji bolszewickiej. Warto podkreślić, że wykluczono możliwość prowadzenia wojny koalicyjnej wspólnie z jednym z naszych sąsiadów przeciwko drugiemu z nich, co dzisiaj wielu historyków i politologów uznaje za błąd, który w 1939 r. spowodował, że II RP jako pierwsza „weszła” do wojny i w efekcie została skazana na pożarcie przez sąsiadujące mocarstwa (Niemcy, Rosja). Koncepcja strategiczna, że należało zawrzeć taktyczną koalicję z III Rzeszą przeciwko Rosji bolszewickiej w 1939 r. ma współcześnie wielu zwolenników.

Wojna manewrowa

Doświadczenia z I wojny światowej spowodowały, że w doktrynie wojennej Piłsudskiego odrzucono koncepcję statycznej obrony pozycyjnej (typu francuskiej linii Maginota) głównie ze względu na rozległość granic II RP tak na zachodzie jak i na wschodzie. Liczono na elastyczność i kontrataki. Uznano, że przyszły konflikt zbrojny będzie charakteryzował się brakiem stałych linii frontu, szybkim przemieszczaniem wojsk oraz częstą zmianą inicjatywy. Cechą immanentną wojny manewrowej miały być działania na otwartej przestrzeni zamiast trzymania jednej, stałej linii obrony i szybkie uderzenia w słabe punkty przeciwnika, aby zdezorientować jego dowództwo. Założenia doktryny wojennej dotyczące wojny manewrowej pozostały w dwudziestoleciu międzywojennym niestety tylko na papierze. A zasady wojny manewrowej zrealizowali Niemcy w 1939 r. Niemiecka doktryna wojny błyskawicznej (Blietzkrieg) oparta na ścisłej współpracy lotnictwa, wojsk pancernych i ciągłym przegrupowaniu wojsk w natarciu w wielu miejscach równocześnie kompletnie zaskoczyła i ostatecznie zdewastowała polskie siły zbrojne.

Morale żołnierza

Piłsudski zdawał sobie sprawę, że gospodarka II RP jest słaba i długo jeszcze nie będzie mogła konkurować z gospodarką Niemiec. W ten sposób w wyścigu zbrojeń byliśmy w latach 20. i 30. XX. europejskimi maruderami. Braków nowoczesnego wyposażenia w artylerii, czołgach i lotnictwie nie udało się nadrobić do 1939 r. Józef Piłsudski uważał, że te dysproporcje techniczne i dotyczące wyposażenia Wojska Polskiego uda się zneutralizować dużą wartością bojową i duchem ofiarności polskiego żołnierza oraz doświadczeniem kadry dowódczej. Fakty pozostają jednak brutalne. Szarża kawalerii uzbrojonej w szable na nacierające wojska pancerne przeciwnika musi zawsze skończyć się niepowodzeniem i hart ducha kawalerzystów oraz ich liczebność nie mogły stanowić nawet minimalnej przewagi.


Generał dywizji Juliusz Rómmel (z przodu) w czasie manewrów wiosennych w rejonie Przemyśl–Lwów; marzec 1934 r. (fot. Witold Pikiel, ze zbiorów NAC)

Historyk Jan Pilżys w artykule „Wojna i doktryna wojenna w myśli wojskowej lat 1921-1939” zwraca celnie uwagę: „(…) polskie władze polityczno-wojskowe [II RP – przyp. M.R.] zignorowały czynnik materiałowy i techniczny prowadzenia wojny. Natomiast nadmiernie preferowały czynnik moralny żołnierza polskiego, który miał zrekompensować przewagę przeciwnika w technicznych środkach walki (…). Stąd wniosek, że liczna armia miała stworzyć pozory siły. To także dotyczyło tworzenia planów mobilizacyjnych. (…) w roku 1935 plan mobilizacyjny oznaczony kryptonimem „S” nie był uaktualniany przez wiele lat i nie przedstawiał już realnej wartości, istniał jedynie na papierze. Kadry dowódcze nie były przygotowane z punktu widzenia potrzeb mobilizacyjnych. Struktura pokojowa sił zbrojnych była anachroniczna, że przestawienie jej na stopę wojenną było niewykonalne”. Trudno nie zwrócić uwagi, że za taki stan rzeczy odpowiedzialność „przed Bogiem i Historią” ponosi Józef Piłsudski.

Korekta doktryny

Dopiero po śmierci Józefa Piłsudskiego w 1935 r. pod rządamimarszałka Edwarda Rydza-Śmigłego (tytuł i stopień Marszałka Polski Rydz-Śmigły otrzymał 10 listopada 1936 roku z rąk prezydenta Ignacego Mościckiego) zaczęto realnie przygotowywać się do dłuższego oporu na przygotowanych rubieżach i tworzyć silne odwody (Armia „Modlin” i „Pomorze”: zabezpieczanie północnego odcinka oraz korytarza pomorskiego, Armia „Łódź” i „Kraków”: osłona centralna oraz rejonu Górnego Śląska, Armia „Prusy”: główny odwód Naczelnego Wodza).


Edward Śmigły-Rydz. Źródło: Wikipedia Commons

Pod okiem Rydza-Śmigłego nowego Generalny Inspektor Sił Zbrojnych i szef Sztabu Głównego Wojska Polskiego gen. Wacława Stachiewicza podjęto konkretne działania i plany dotyczące obrony granic państwa przed Niemcami. Rydz-Śmigły i Stachiewicz dostrzegli, że polska armia znajduje się w zapaści technologicznej i że trzeba odstawić do lamusa historii mrzonki o kawalerii jako głównej sile militarnej i operacyjnej polskiego wojska. Działania te okazały się jednak dramatycznie spóźnione a na dodatek błędne, bo zakładały sojusz militarny z Wielką Brytanią i Francją, które jak wiadomo, po wkroczeniu wojsk niemieckich na terytorium II RP ograniczyły się tylko do wypowiedzenia wojny III Rzeszy. W ten sposób plan operacyjny „Zachód”, zatwierdzony w marcu 1939 r. przez marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego zakładający obronę całej długości granic II RP przez pierwsze dwa tygodnie, w oczekiwaniu na obiecaną ofensywę francusko-brytyjską na Zachodzie, spalił na panewce.

Rosja bolszewicka na drugim planie

O ile zagrożenia ze strony III Rzeszy słusznie nie lekceważono w 2 poł. lat 30. XX w. to rachuby dotyczące ewentualnej agresji ze strony naszego wschodniego sąsiada zdecydowanie rozminęły się w planowaniu strategicznym z rzeczywistością. Koncepcji Międzymorza forsowana przez Józefa Piłsudskiego, czyli osłabienia Rosji poprzez odcięcie jej od Ukrainy, Białorusi i krajów bałtyckich jako państw buforowych nie udało się zrealizować. Podpisany w 1932 r. pakt o nieagresji z Rosją (na 25 lat) dodatkowo uśpił uwagę polskich czynników politycznych i wojskowych i spowodował, że zagrożenie ze strony sowietów zepchnięto na drugi plan. W ten sposób plan operacyjny „Wschód” okazał się dramatycznie niedopracowany. Trudno zresztą powiedzieć dokładnie jakie były jego konkretne założenia, bo w przeciwieństwie do planu operacyjnego „Zachód” nie zachowały się do naszych czasów dokumenty sztabowe na ten temat. Wiadomo natomiast z przekazów pośrednich, że Armia „Podole” miała bronić pasa o szerokości 180 km od granicy z Rumunią do Dederkał. Armia „Wołyń” miała bronić ok. 150 km odcinek od Dederkał do Horynia, a Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie” do wysokości Klecka. 120 km odcinka do Puszczy Nalibockiej broniła Armia „Baranowicze” a Armii „Wilno” wyznaczono 200 km pas do obrony sięgający granicy z Łotwą. Wymienione formacje było zdecydowanie gorzej wyekwipowane niż Armie uwzględnione w planie „Zachód”. Plany operacyjne „Wschód” zakładały przede wszystkim działania defensywne i udział wojsk sojuszniczych (Francja, Wlk. Brytania) co jak wiadomo nigdy nie zostało zrealizowane a po 17 września 1939 r., po agresji ZSSR na Polskę, Wojsko Polskie na wschodnich rubieżach II RP otrzymało rozkaz nie podejmowania walki z Armią Czerwoną. Naczelny Wódz, marszałek Edward Rydz-Śmigły, wydał dyrektywę nakazującą unikanie starć i wycofywanie się na Węgry lub do Rumunii, a walkę z Sowietami dopuszczano tylko w obronie własnej (w razie ich natarcia lub próby rozbrojenia).

Maciej Rysiewicz

reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj