Kilka tygodni temu zamieściłem na łamach naszej gazety felieton o wynikach referendum w Krakowie. Napisałem, że choć odwołanie na wskroś skompromitowanego funkcjonariusza Koalicji Obywatelskiej Aleksandra Miszalskiego miało swój pozytywny wymiar propagandowy, to ostatecznie wyniki plebiscytu należało uznać za porażkę. Bo w III RP organami „stanowiącymi i kontrolnymi w gminach” są rady miast i gmin i właśnie „rady” w Krakowie ostatecznie nie udało się wysłać na zieloną trawkę. Zabrakło 3685 głosów. Na koniec postawiłem niezbyt odważną tezę, że w drugiej turze wyborów staną w szranki: kandydat PO/KO (wówczas jeszcze nie wiadomo było kto to będzie) i Łukasz Gibała z przeszłością (fuj) w PO i Ruchu Palikota! Wybory w Krakowie odbędą się już 27 września 2026 r. Wyścig do stolca prezydenta miasta Krakowa trwa. Kto prowadzi w tym wyścigu na tydzień (ten felieton piszę 20.09.2026 r.) przed otwarciem lokali wyborczych? Jak można było się spodziewać stawce przewodzi wspomniany Łukasz Gibała, który może liczyć na 34,8 proc. poparcia. Na wspieraną przez Koalicję Obywatelską i PSL, senator Monikę Piątkowską chce zagłosować 20,9 proc. ankietowanych (kandydat Piątkowska ogłosiła w Warszawie, że będzie kandydować w Krakowie, co samo w sobie było groteskowe, ale jak widać „krakówkowi” to nie przeszkadza). Kolejne miejsca okupują: poseł Lewicy Daria Gosek-Popiołek (9,6 proc.), kandydat PiS Michał Drewnicki (9,3 proc.) oraz kandydat komunistów od Adriana Zandberga, tj. partii Razem, Aleksandra Owca (8,2 proc.). Przypomnijmy jeszcze, że neoKonfederacja Mentzena i Bosaka „zaliczyła” potężną kompromitację i nie zarejestrowała kandydata Bartosza Bocheńczaka (a może było to dogadane z Łukaszem Gibałą – bo kto ma jeszcze jakieś złudzenia, że Mentzen z Bosakiem przyszli, żeby obozowi zdrady i zaprzaństwa z KOPiS „wywrócić stolik”, ten powinien zrewidować poglądy. Pomysłodawca i główny organizator krakowskiego referendum radny Jan Hoffman może liczyć na (zaledwie) 6,3 proc. a na Michała Klimka z Konfederacji Korony Polskiej chce zagłosować 3,1 proc., czyli klęska. Ciekawe na kogo przerzucili swoje głosy sympatycy neoKonfederacji Mentzena i Bosaka, bo z powyższego wynika, że raczej nie na Hoffmana i Klimka. W tym stanie rzeczy pytanie, po co było to całe zamieszanie z odwoływaniem Miszalskiego ze stolca Prezydenta Krakowa, wydaje się zasadne. Szkoda było czasu i atłasu. Jak widać dużo trzeba zmienić, żeby wszystko zostało po staremu. Wszystko na to wskazuje, że nadzieje dotyczące likwidacji strefy czystego transportu, odchudzenie krakowskiej administracji „samorządowej”, w której zatrudniona jest armia 32 tys. urzędników czy naprawa finansów publicznych (zadłużenie Krakowa wynosi już ponad 8 mld zł) można między bajki włożyć. A propos bajek. „Dawno temu [co zanotował Wincenty Kadłubek – przyp. M.R.] w grodzie Kraka mieszkał sobie straszny smok, który pożerał nie tylko barany, ale i ludzi. Król Krak wzywał rycerzy na pomoc, ale żadnemu nie udało się pokonać smoka. I wtedy z pomocą przyszedł szewczyk Kuba, który podrzucił smokowi barana wypchanego smołą i siarką. Smok pożarł barana i poczuł jak pali go pragnienie. Zszedł nad Wisłę i zaczął pić. Pił i pił. Woda wypełniła jego brzuch tak, że stał się okrągły jak balon aż wreszcie pękł”. W ten sposób szewczyk Kuba uwolnił gród Kraka od smoka. Tak się wtedy przynajmniej wydawało. Smoka przebudziła po wiekach III RP. Tylko na szewczyka Kubę nikt nie czeka pod Wawelem.

Maciej Remiszewski

reklama
reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj