Na tabliczce z nazwą ulicy jest błąd – powinno być: Książę Józef Poniatowski. Był on wprawdzie do 1813 roku w randze generała, ale 16 lipca tegoż roku, na kilka dni przed swoją bohaterską śmiercią pod Lipskiem, został mianowany przez Napoleona marszałkiem, a poza tym tytuł książęcy przewyższa rangę generalską.
Książę Józef Poniatowski – jedna z najpiękniejszych i najbarwniejszych postaci w panteonie naszych bohaterów narodowych – uratował nazwisko Poniatowskich od hańby po niechlubnej postawie stryjów: króla i prymasa. Urodził się 7 maja 1763 roku w wiedeńskim pałacu rodu Kinskich. Jego ojcem był Andrzej Poniatowski herbu Ciołek, brat Stanisława Augusta – króla Polski, a matką księżniczka Teresa Kinski, dama dworu austriackiej cesarzowej Marii Teresy. Wychowywany na Austriaka, szykowany przez rodziców do dworskiej kariery, wybrał na ojczyznę Polskę. Mimo szybko rozwijającej się kariery w armii austriackiej, w której w 1788 roku był już w randze pułkownika i wsławił się pod Sabaczem w wojnie z Turcją, porzucił to wszystko.
Rok 1789 był dla młodego księcia decydujący – na wezwanie królewskiego stryja wyjechał do Polski, zrywając nie tylko z karierą, ale i z przyjaciółmi, wśród których się wychował. Od tej pory byli to wrogowie (jak np. Filip Swarzenberg). Legenda mówi, że w Polsce oddano go pod opiekę i na naukę polskiej komendy i obyczajów staremu wojakowi z kresów – Mohortowi. Ile w tym prawdy? Faktem jest, że w randze generała rozpoczął służbę w polskim wojsku aktywną obroną Konstytucji i popieraniem całej reformy 3 Maja, jego wojsko ochraniało sejmowe obrady, a potem stanęło do walki w obronie Konstytucji. W wojnie polsko – rosyjskiej, która wybuchła w 1792 roku, odznaczył się męstwem i dowódczym talentem, zwyciężając pod Zieleńcami (bitwa miała miejsce 18 czerwca 1792 roku), polskie wojska dowodzone przez księcia Józefa i Tadeusza Kościuszkę pokonały armię rosyjską. Po tej bitwie król ustanowił order Virtuti Militari, a pierwszymi odznaczonymi byli obaj bohaterowie spod Zieleniec – książę Józef i Tadeusz Kościuszko. Książę podobnie postąpił w bitwie pod Dubienką.
Był przeciwnikiem jakiegokolwiek paktowania z Rosją, strażnikiem honoru Polski i wojska. Gdy król przystąpił do Targowicy, książę w ostrych słowach pożegnalnego listu do stryja zaprotestował, nazywając to przymierze ze zdrajcami hańbą i nikczemnością, wzywał stryja, by stanął na czele armii i dał przykład waleczności. Jak piszą historycy, książę z bronią w ręku szukał śmierci na polu bitwy, nie mogąc znieść plamy na rodowym nazwisku Poniatowskich. Odsyłając królowi wszystkie ordery „z łaski monarszej”, w tym Orła Białego, zostawił tylko zdobyty własnym męstwem na polu bitwy order Virtuti, złożył komendę i wyjechał. Kilkakrotnie, daremnie zresztą, wyzywał na pojedynek targowickiego marszałka Szczęsnego Potockiego. Do kraju wrócił po wybuchu insurekcji kościuszkowskiej jako zwykły ochotnik. Po klęsce powstania wyjechał do Wiednia, jego dobra i majątek w Polsce uległy konfiskacie. Zwrócono mu je po śmierci Katarzyny II, nie przyjął jednak propozycji cara Pawła I służby w wojsku podporządkowanym Rosji.
Po powrocie do Warszawy prowadził pozornie życie hulaki i utracjusza, otoczony „złotą młodzieżą” przebywał w swoich pałacach, warszawskim Pod Blachą i podwarszawskiej Jabłonnie. Lekkomyślne i hulaszcze życie było pozorem. Gdy do Warszawy wkroczyły w 1806 wojska Napoleona, książę w utworzonym Księstwie Warszawskim pełnił funkcję ministra wojny. Mimo intryg zawistnego o tytuły i pozycję generała Zajączka, nie chował do niego urazy. W 1809 roku został oficjalnie mianowany naczelnym wodzem polskiej armii. Warto podkreślić, że książę odmówił pobierania pensji ministerialnej, aby nią nie obciążać skarbu odradzającego się państwa, borykającego się z wieloma ekonomicznymi trudnościami. Z własnych środków czerpał również na potrzeby „swojego” wojska. Miał tę niesamowitą charyzmę, jaką rzadko miewają przywódcy i jaka jest przyczyną, że żołnierz idzie w ogień za swoim wodzem. Był księciem – demokratą, popierał kodeks napoleoński. Na propozycje zaborców (i to wszystkich trzech) kuszących go koroną i tytułem króla, twardo odpowiadał nie i był lojalnym poddanym Księstwa Warszawskiego.
Po wybuchu wojny z Austrią stanął na czele wojska, nie tylko dowodząc armią, ale walcząc jak prosty żołnierz z bronią w ręku. W bitwie pod Raszynem – 19 kwietnia 1809 roku – poprowadził wojsko do ataku na bagnety z karabinem w ręku i fajką w zębach, imponując swoją postawą nawet wrogom. Już 30 kwietnia rozpoczął marsz ku Galicji, wyzwalając ją spod austriackiego panowania.
14 maja Poniatowski wkroczył do Lublina, po kilku dniach wojska polskie wyzwoliły Sandomierz, Zamość, a 27 maja nieliczna awangarda dotarła do Lwowa – pisze Jerzy Skowronek na kartach książki „Książę Józef Poniatowski”.
Wojna z Austrią zaowocowała poszerzeniem Księstwa Warszawskiego o ponad 50 tys. km2, co było niewątpliwą zasługą kampanii dowodzonej przez księcia. Nadeszła wielka wojna z Rosją carską, na którą czekali Polacy w nadziei na pełne odzyskanie niepodległości. 23 czerwca Wielka Armia przekroczyła Niemen. W szeregach jej stanęło ponad 100 tysięcy polskich żołnierzy, było to 2% ludności Księstwa Warszawskiego! V korpusem, liczącym 37 tysięcy żołnierzy, dowodził właśnie książę Józef Poniatowski. Otrzymał rozkaz marszu na Kowno.
Wojna była początkowo zwycięska, jesienią jednak zaczęły się kolejne klęski Napoleona. 29 października książę Józef został ranny. Przygnieciony przez swego rannego konia, z którego spadł, doznał wewnętrznych obrażeń i silnego krwotoku z płuc. Zaczął się odwrót ielkiej, dotąd niepokonanej armii Napoleona. Książę drogę do kraju odbywał leżąc w powozie. Z V korpusu zostało mu ledwie 650 żołnierzy. Nastąpiła tragiczna przeprawa przez Berezynę i kolejne straty. Od niewoli, czy – co bardziej prawdopodobne – od śmierci, uratował księcia adiutant Szumlański. 12 grudnia Poniatowski, wycieńczony chorobą i głodem, wrócił do Warszawy. Niedobitki jego korpusu, w stanie 220 żołnierzy i 160 oficerów, wracały również. Żołnierze, kosztem własnego życia, ocalili wszystkie działa i sztandary. Powoli zbierali siły, klęska nie była końcem wojny. Ledwo odzyskawszy siły książę Józef przystąpił do odbudowy armii, zwołując pospolite ruszenie. Zwolennicy orientacji prorosyjskiej i ugody z carem zaczęli naciskać na księcia, aby odstąpił Napoleona. Stanowczo odmówił mówiąc, że Bóg mu powierzył honor Polaków.
Książę pozostał wierny Napoleonowi i polskiej sprawie do końca – do wielkiej bitwy narodów pod Lipskiem, w której poległ. Był ciężko ranny, ale odrzucił propozycje poddania się i szedł w kierunku rzeki.
W jesienny pogodny dzień Poniatowski przez ogrody spacerowe (…) dotarł nad Elsterę, Chwilami tracił już przytomność, (…) widząc nadbiegających żołnierzy nieprzyjaciela skoczył w mętne, wezbrane wody rzeki.
Tak zginął książę Józef Poniatowski, który honor i Ojczyznę cenił nad własne życie. Ciało księcia sprowadzono do Polski, spoczął na Wawelu, w krypcie św. Leonarda. Poetycki opis jego pogrzebu znajdziemy w ostatnim ze Śpiewów Historycznych Niemcewicza:
(…)
Już go nie widać wpośród hufców dzielnych,
Gdzież jest… czy słyszysz żal wszystkich głęboki?
Patrzaj złożone na marach śmiertelnych,
Rycerza zwłoki.
Te mary, ten wóz spoczynek po znoju,
Lud wdzięczny łzami oblewa rzewnemi,
Ciągną go wierni towarzysze boju,
Piersi własnemi.
Idzie za trumną koń jego waleczny,
Z schyloną głową, czarną niosąc zbroję,
Idź koniu smutnie, już Pan twój bezpieczny,
Zamknął dni swoje.
Szkoda, że Ostrów nie ofiarował niezłomnemu księciu okazalszej ulicy…
Życie prywatne
Książę Józef był przystojnym mężczyzną, kochały się w nim panny, mężatki, wdowy wszystkich stanów. Długie lata związany był nieformalnym związkiem z operową śpiewaczką Małgorzatą Sitańską. Ta urodziła mu w 1791 roku syna Józefa Szczęsnego Maurycego, któremu nadano nazwisko Chmielnicki. Był on powstańcem listopadowym. Z kolejną kochanką, hrabiną Zofią Czosnowską z Potockich, miał urodzonego w 1809 roku syna Józefa Ponityckiego, w przyszłości również wojskowego w armii francuskiej. Jak mówi legenda, zakochana w nim była królewna Maria Augusta Nepomucena, córka króla Saksonii a także księcia warszawskiego Fryderyka Augusta, prawnuczka króla Polski Augusta III. Podobno nawet krótko przed bitwą pod Lipskiem zaręczyli się. Po śmierci księcia Maria Augusta nosiła żałobę, której nigdy nie zdjęła i odrzucała wszystkie propozycje małżeństwa. Do końca życia obchodziła rocznicę śmierci księcia i wspierała finansowo polskich emigrantów. ■
Donata Dominik-Stawicka



