Beata Klimek prezydentem po pierwszej turze. Alojzy Motylewski poza Radą Miejską. W chwili pisania tego tekstu nie znam jeszcze wyników wyborów, ale znam tendencję rysującą się na podstawie ogłoszeń kilku komisji, która upoważnia do pierwszych podsumowań. Powiem krótko: tendencja zaskakuje.
Że Beata Klimek wygra pierwszą turę wyborów, wiedzieliśmy wszyscy. Chyba tylko najwięksi optymiści wśród miejskiej opozycji wierzyli, że może być inaczej… Nie. Jednak nie. Myślę, że nawet ci najwięksi w to nie wierzyli.
Wielu (w tym także ja) przekonanych było za to, że czeka nas druga tura. A w tej – jak pokazuje historia także ostrowskich wyborów samorządowych – wszystko jest możliwe. Nie wykluczałem więc scenariusza, w którym z wyborczej dogrywki zwycięsko wychodzi Łukasz Mikołajczyk wsparty głosami Damiana Grzeszczyka i Platformy Obywatelskiej, która szukać będzie koalicjanta w powiecie oraz Alojzego Motylewskiego, który – jak się okazało w ostatnich tygodniach – nigdy nie ufał Beacie Klimek. Nie sądziłem, że pomylę się aż tak bardzo!
Jak to możliwe? Byłem chyba zbyt blisko kampanii wyborczej. Okazało się, że mieszkańcy Ostrowa patrzą na miasto zupełnie inaczej niż politycy, samorządowcy czy nawet dziennikarze. Liczy się dla nich coś zupełnie innego. Polityczni przeciwnicy starej-nowej pani prezydent mają teraz twardy orzech do zgryzienia poszukując odpowiedzi na pytanie, co tak naprawdę stało się w minioną niedzielę i jak żyć w nowej politycznej rzeczywistości Ostrowa.
Analizując wyniki wyborów w mieście w oczy rzuca się olbrzymia różnica w liczbie głosów oddanych na poszczególnych kandydatów w ramach jednej listy. Zazwyczaj nazwisko-lokomotywa uzyskało kilkakrotnie lepszy wynik niż drugi, a już na pewno trzeci z kolei kandydat (że o dziesiątym nie wspomnę). Można więc śmiało powiedzieć, że wylosowaliśmy radnych. Tak. Nie wybraliśmy, ale wylosowaliśmy. Liderzy list wciągnęli do rady osoby, które prawdopodobnie w okręgach jednomandatowych nie miałyby szans. To oczywiście gwarantuje większą stabilizację i spokój w Radzie Miejskiej. Czy odzwierciedla jednak prawdziwe preferencje wyborców? Śmiem wątpić.
Najlepszymi tego przykładami mogą być ustępujący radni Wojciech Matuszczak i Alojzy Motylewski. Ten pierwszy, zmuszony przez nową ordynację do poszukiwania dużego komitetu, związał się z Prawem i Sprawiedliwością. Jako człowiek z zewnątrz nie mógł liczyć na bycie liderem listy. Ten drugi, wierząc w powodzenie listy społeczników, poległ z kretesem. Obaj, walcząc w okręgach jednomandatowych mieliby olbrzymie szanse, by wygrać na swoim podwórku.
Póki co szans na powrót do poprzedniej ordynacji jednak nie ma. PiS bowiem w Ostrowie i tak odniósł sukces: po czterech latach przerwy znów będzie miał w Radzie Miejskiej swoich radnych!
A ci, którzy znaleźli się za burtą? Ci mają pięć lat na zmianę sposobu myślenia o mieście. Tak, jak wieczne okrzyki: „Konstytucja, konstytucja” przejadły się Polakom, tak nieustanne ataki na Beatę Klimek, jakie przez ostatnie miesiące fundowali ostrowianom przedstawiciele większościowej opozycji z Platformy Obywatelskiej przejadły się mieszkańcom miasta. Warto się nad tym zastanowić. ■
Krzysztof Maciejewski



