Stwórca „w zasadzie” może uczynić wszystko i temu odpowiada wszechmoc absolutna (potentia absoluta), albo czynić tylko to, co jest racjonalnie uzasadnione, a czym jest wszechmoc uporządkowana (potentia ordynata). Przy czym pierwsza władza dotyczy pełni możliwości, z których Bóg wybierał, powołując do istnienia określone byty lub powodując pewne zdarzenia, druga zaś moc, to możliwości faktycznie znajdujące realizację w stworzonym świecie.
ZASADA NIESPRZECZNOŚCI
To ona ogranicza Bożą wszechmoc. Dzięki niej nie powstało kwadratowe koło czy trójkąt o większej liczbie boków niż trzy. Owo wykluczenie wewnętrznych sprzeczności jest gwarantem ładu i harmonii w stworzonym świecie. Przez wieki jednak w prawach przyrody dostrzegano dwie tendencje. Pierwsza – to racjonalizm, który ogranicza wszechmoc apriorycznymi zasadami, bez nadzwyczajnych interwencji Boga. Druga – to woluntaryzm, który znosi niejako wszelkie ograniczenia wszechwładzy, pokładając świat w ręce Bożej wolnej woli. Co ciekawe, obydwie intuicje przyczyniły się do rozwoju nauk empirycznych. Racjonalizm – ponieważ głosił, że Bóg działa w sposób przewidywalny, matematyczny, dlatego wystarczy znaleźć odpowiednie formuły (wyrażone wzorami), by poprawnie opisać zjawiska przyrody. Woluntaryzm – gdyż mówił coś dokładnie przeciwnego, a mianowicie: Bóg stwarzając świat kierował się własną tylko wolą, nie ograniczając się żadnymi prawami, dlatego jedyną skuteczną metodą poznania jest empiryczne badanie, jak faktycznie wygląda rzeczywistość…
Kartezjusz był znakomitym orędownikiem obu sprzecznych z pozoru idei. Uważał, że nawet twierdzenia matematyczne zależą od woli Stwórcy, który w dowolny sposób może zmieniać reguły. Paradoksalność tego poglądu wynika stąd, że jego wyznawca był twórcą geometrii analitycznej uchodzącej za dyscyplinę racjonalną, określającą ontologie świata przyrody. Zatem skrajność kartezjańskiego woluntaryzmu jest czysto teoretyczna – Bóg gdyby tylko zechciał, mógłby zmienić nawet matematyczne zasady, ale z pewnych względów tego nie czyni, zapewne dlatego, że będąc gwarantem racjonalności, nie może w sposób dowolny zmieniać ustalonych przez siebie reguł.
NiEINTERWENCJONIZM
To według niego działanie Boga w świecie nigdy nie narusza porządku określonego przez prawa natury. Zatem zło dzieje się za sprawą nieinterwencjonizmu właśnie. Bóg daje wolność nie tylko człowiekowi, ale całemu stworzeniu, dlatego nigdy w sposób nadzwyczajny nie zawiesza praw przyrody interweniując tym samym w naturalny ich bieg. Akceptując autonomie stworzonego świata, nie zapobiega złu, które jest immanentne, podobnie jak nie zmusza człowieka, by ten wybierał dobro.
KENOZA
Czyli idea samoponiżenia się Boga, przez wcielenie, a następnie śmierć Chrystusa na krzyżu, ma swoje źródło już w samym stworzeniu. Aby Bóg mógł go dokonać nie będąc jednocześnie samym światem, najpierw musiał uczynić metafizyczną przestrzeń poza sobą, w której mógłby się akt stwórczy począć. Nim powstały z nicości wszelkie byty, musiała stać się owa nicość, dotąd bowiem istniał tylko Bóg wszechobecny i wszechmocny. Przestrzeń poza Nim (extra Deum) mogła więc powstać tylko w jeden sposób – On musiał się wycofać w siebie, umniejszyć swą wszechobecność, dzięki temu powstała nicość (nihil), z której, czy w której dokonało się stworzenie świata.
Istota tego aktu zatem polega nie tyle na powołaniu do istnienia, ile na przyzwoleniu na owo zaistnienie przez uczynienie mu miejsca, wycofaniu swojej obecności, ograniczeniu. Stąd można wysnuć wniosek, że świat nie może być doskonały, byłby wszak Bogiem, tymczasem jest wytworem pochodzącym z zawężenia przestrzeni Stwórcy, na rzecz autonomii bytów. Absolutna wszechwładza wykluczyłaby istnienie czegokolwiek, co mogłoby tę władzę umniejszyć, tym samym odbierając sens samostanowienia.
FIZYKOTEOLOGIA
Na przełomie XVII i XVIII wieku wielu przedstawicieli nauk przyrodniczych zaangażowało się w analizowanie przykładów mających świadczyć o bezpośrednim działaniu Boga we wszechświecie. Zwłaszcza doskonałość budowy ciał zwierząt stanowiła argument skłaniający do uznania boskości autora tych struktur, tak precyzyjnych i celowych. Szczegółowość, mnogość i właściwość tych „projektów” świadczy o ingerencji Wszechmocnego. Tak jak teleskop nie mógł powstać przez czysty przypadek, ale dzięki konstrukcji inteligentnego człowieka, tak na przykład ludzkie oko zostało zaprojektowane przez Boga w konkretnym celu widzenia.
TEIZM EWOLUCYJNY
Jak jednak w tym precyzyjnym świecie wytłumaczyć istnienie niedoskonałości, dysfunkcji czy wad organizmów. Teoria doboru naturalnego odpowiada, że są one wynikiem procesu ewolucji, która nie wyklucza intuicji genialnego projektanta. Więcej, ogranicza destrukcyjne skutki, eliminując szkodliwe mutacje, a korzystne pomnażając. W perspektywie teologicznej, 14 miliardów lat złożonego rozwoju jest nieustanną kontynuacją aktu stwórczego. Taka interpretacja nazywana jest kreacjonizmem lub teizmem ewolucyjnym. W nim zaś mieści się odpowiedź na pytanie – czy zło musi być częścią stworzonego świata. Nieustanne interwencje Boga eliminujące cierpienie sprawiłyby obalenie wszelkich nauk empirycznych. Teologia przez jawność działań Bożych, przestałaby mieć rację bytu wykluczając wiarę. Cuda eliminujące ból i śmierć, zmieniłyby świat w perspektywie eschatologicznej… „Nie pomieścilibyśmy się” w tej hedonistycznej krainie. Zresztą eksperyment „mysiej utopii”, w którym stworzono właśnie takie idealne warunki, skończył się wymarciem populacji zwierząt przesiąkniętych brakiem chęci do życia…
Tymczasem w naszej rzeczywistości opartej na przemianie materii to, co dla jednych jest końcem, dla innych oznacza początek. Zatem co złe jest dla sałaty jedzonej przez królika, z jego perspektywy jest zbawienne. I choć sam akt cierpienia nie jest niczym dobrym, to może stanowi niewielką cenę za pojawienie się – być może większego dobra niż Ziemia, czegoś co Stwórca zamierza zrealizować, wszak wiemy, że w kosmosie jesteśmy drobiną…
■
Magda Kuczma


