Piłsudski a Ostrów – czyli szorstka miłość naszego grodu do Marszałka (cz. III)

0

Dla zachowania elementarnej równowagi trzeba dodać, że nie wszyscy przedwojenni absolwenci ostrowskiej Alma Mater byli tak zaciętymi krytykami Piłsudskiego, jak prof. Edward Serwański i ks. Józef Warszawski. Do jego admiratorów należał wybitny teatrolog Józef Szczublewski (1919-2013). Nawet w pracach o teatrze starał się przemycić Marszałka, dochodziło nawet do specyficznych targów z cenzurą czasów PRL-u.

Charakterystycznym przykładem kumulującym wszystkie endeckie uprzedzenia są poglądy słynnego archeologa Józefa Kostrzewskiego (1885-1969), który pisał m.in.:

reklama

Odpychała mnie jego orientacja austrofilska na początku I wojny światowej, która znalazła swój wyraz w utworzeniu legionów po stronie austriackiej (…) Drażnił mnie też stosunek jego do ziem Polski Zachodniej, który wyraził się w znanym powiedzeniu po wojnie: »Braci Wielkopolan z góry wykreśliłem ze swych rachub«. Bolało mnie też, że zostawszy w 1918 r. naczelnikiem państwa jako pierwszych przedstawicieli obcych mocarstw zawezwał do Warszawy reprezentanta pobitych Niemiec, lekceważąc zwycięską Anglię i Francję. (…) Oburzała mnie też jego wyprawa kijowska w celu stworzenia samodzielnej Ukrainy z Petlurą na czele, która skończyła się żałosnym odwrotem aż do bram Warszawy.

Konieczna byłaby oddzielna rozprawka prostująca stereotypy i uproszczenia wygłoszone przez szacownego skądinąd profesora, odkrywcy Biskupina.

Postawić na Austrię można było i należało, bo w tym zaborze, a nie w pozostałych, Polacy cieszyli się autonomią. Piłsudski wcale nie lekceważył mocarstw alianckich, tylko – z czego mało kto zdaje sobie sprawę – Niemcy jako pierwsze uznały w 1918 roku rząd niepodległej Rzeczypospolitej. Państwa alianckie uczyniły to dopiero w styczniu 1919, po powołaniu rządu Paderewskiego. Wyprawa kijowska nie skończyła się żałosnym odwrotem, tylko zwycięstwem pod Warszawą i nad Niemnem. Owoce tych zwycięstw zaprzepaściła zdominowana przez Endecję delegacja polska podczas rokowań w Rydze. Co do zamachu majowego warto przypomnieć, że w międzywojniu w każdym z państw Europy środkowej doszło do udanego lub nieudanego zamachu stanu. Nawet w Czechosłowacji uchodzącej za prymusa demokracji w naszym regionie.

Kostrzewski kształtował swoje poglądy pod zaborem pruskim, za udział w zjeździe tajnych organizacji filomackich był aresztowany, ale prof. Edward Serwański (1912-2000) edukację gimnazjalną i akademicką odbywał już w czasach II RP. Jego ulubionym nauczycielem w ostrowskim gimnazjum był dyrektor szkoły, piłsudczyk Adam Czechowski. Serwański wspominał go serdecznie:

Szanowaliśmy go wszyscy jako świetnego matematyka. Umiał wykładać, angażował się w każdą lekcję, chciał wszystkich nauczyć swojego przedmiotu, nie rozumiał uczniów, którzy nie potrafili go opanować. Kochał matematykę, podziwiał jej precyzję.
Jakkolwiek w pracę społeczną z młodzieżą angażował swe poglądy polityczne, potrafił z nią bezkonfliktowo współpracować. (…)Zapamiętaliśmy go jako jedynego reprezentanta naszego grona profesorskiego, który oddawał się działalności politycznej. Wielbił Piłsudskiego i chciał nas urobić w duchu swoich poglądów.

Nie urobił. W wydanej pośmiertnie książce wspomnieniowej możemy przeczytać zaskakujące sformułowanie:

Potem, już po drugiej wojnie światowej, z tym co post factum nazywam Jaruzelszczyzną. Polska »Od Piłsudczyzny do Jaruzelszczyzny«. Były oczywiście wielkie różnice, ale łączył te dwie polskie państwowości cezaropapizm. Ten pierwszy – osobisty, czyli wschodni – Piłsudskiego i ten drugi – nieosobisty – Jaruzelskiego, stalinowski, komunistyczny. Jestem świadom, że są to ostre stwierdzenia.
(Edward Serwański, „W kręgu myśli zachodniej. Wspomnienia i zapiski Wielkopolanina”, Poznań 2003)

Rzeczywiście mocne, z pewnością za mocne, do tego stopnia, że Władysław Bartoszewski, autor wstępu do Wspomnień i zapisków Edwarda Serwańskiego musiał je skomentować.
Zgodzić się jednak ze Zmarłym nie mogę (a szkoda wielka, że nie możemy podyskutować o tej sprawie z właściwą nam obu otwartością i zaufaniem) na marginalne, ale jednak czytelne zestawienie na równej płaszczyźnie dwóch nazwisk: Piłsudskiego i Jaruzelskiego. Tu nie ma zgody i być nie może, ani ze strony piszącego te słowa, ani bardzo wielu innych Polaków. Józef Piłsudski stał już przed sądem historii i należy w powszechnej opinii do kategorii Polaków szczególnie zasłużonych dla sprawy niepodległości. Sąd historii o Wojciechu Jaruzelskim nie został jeszcze wydany, a nawet sądy rzeczypospolitej Polskiej nie zdołały dotąd wydać w jego sprawie żadnego wyroku. Z tym jednym zastrzeżeniem, dotyczącym zaledwie kilku linijek w tekście Serwańskiego, podzielam tok myślenia i z pełnym respektem odnoszę się do tomu wspomnień.

Ksiądz Józef Warszawski (1903-1997), absolwent ostrowskiego Gimnazjum i Honorowy Obywatel Ostrowa Wielkopolskiego, w obszernym studium „Piłsudski a religia” (Londyn 1978, nakładem Wydawnictw Towarzystwa im Romana Dmowskiego) zastanawia się nad wyznaniowością (czytaj również szczerością religijną) w życiu Marszałka Piłsudskiego. W tym frapującym studium, głównie z uwagi na teologiczną metodologię, ale i spiskowy sposób myślenia, rozważany jest los duszy Marszałka. Autor studium dochodzi do konkluzji, że osąd stanu zbawczego duszy Piłsudskiego jest raczej negatywny. Zdaniem Warszawskiego nie było wyraźnych aktów skruchy i świadomego przyjęcia sakramentów na łożu śmierci komendanta. Konwersja religijna związana z drugim małżeństwem, brak skruchy i polityczne nieprawości Marszałka stawiają los jego duszy w miejscu dalekim od zbawienia. Ksiądz Warszawski w swoich rozważaniach wspiera się również z widzeniami świętej Faustyny, która zapisała w swoim dzienniczku widok duszy potępionej w dniu śmierci Marszałka. Poza wątpliwościami dotyczącymi żarliwości religijnej, ks. Warszawski przypisuje sumieniu Piłsudskiego wszystkie nieprawości stosowane wobec jego przeciwników politycznych w okresie pomajowym. W odbrązawianie Piłsudskiego ks. Warszawski włożył wiele wysiłku, z których wspieranie odbudowy masonerii w II RP, pozbawienie naszego godła krzyża i wpisanie w orle skrzydła gwiazd masońskich nie należą wcale do najcięższych zarzutów.

Dla zachowania elementarnej równowagi trzeba dodać, że nie wszyscy przedwojenni absolwenci ostrowskiej Alma Mater byli tak zaciętymi krytykami Piłsudskiego, jak prof. Edward Serwański i ks. Józef Warszawski. Do jego admiratorów należał wybitny teatrolog Józef Szczublewski (1919-2013). Nawet w pracach o teatrze starał się przemycić Marszałka, dochodziło nawet do specyficznych targów z cenzurą czasów PRL-u:
Po targach w bastionie warszawskiej cenzury na Mysiej autor (Szczublewski pisze o sobie w trzeciej osobie) uzyskał zgodę na wejście wojsk Piłsudskiego do Kijowa, za cenę wykreślenia zupełnego – zwycięstwa pod Radzyminem oraz innych zwycięskich bitew aż do wycofania Tuchaczewskiego. Ostatecznie nazwisko Piłsudskiego w »Pierwszej Reducie Osterwy« w całym tekście wspomniane zostało 9 razy.

Piłsudski był chyba ulubioną postacią autora książki o Ostrowie, jak się okazuje w kontekście teatralnego wszechświata według Szczublewskiego, można było Marszałka solidnie umocować. W książce w „Gmachu teatru Wielkiego w Warszawie 1918-1939”, Józef Piłsudski pojawia się 28 razy, o wiele częściej niż Mieczysława Ćwiklińska i Aleksander Fredro – oboje po 20 razy.

Uwielbienie dla Marszałka w Ostrowie pokolenia Szczublewskiego nie było jednak nadzwyczajnie częste, a relikty niechęci pokutowały po wojnie. Nie dziwi niechęć podsycana w czasach komunistycznych, bo jakże to wychwalać osobę, która ośmieliła się pokonać Armię Czerwoną.

Naiwnie sądziłem, że po 1989 roku wiele zmieni się w kwestii resentymentów antypiłsudczykowskich. Tymczasem już w III RP dopadły mnie kilka razy osobiście.
Podam tylko dwa znamienne przykłady. W czasie I kadencji odrodzonego samorządu przeprowadzaliśmy dekomunizację nazw ulic. Wystąpiłem wtedy z inicjatywą przemianowania ulicy Nowotki na Piłsudskiego. Ponieważ Marceli nie miał szans na ostanie się, wydawało się, że wynik głosowania będzie jednomyślny. A jednak wcale nie obyło się bez sprzeciwu. Żeby było zabawnie, jednym z oponentów ulicy Piłsudskiego w Ostrowie była osoba, która później została prominentnym działaczem Unii Wolności, a trudno tę partię podejrzewać o sympatie endeckie. Wynik głosowania uchwały z dnia 10 grudnia 1991 roku w sprawie przemianowania ul. Marcelego Nowotki na Marszałka Józefa Piłsudskiego był następujący: 26 za, 2 przeciw, 6 wstrzymujących.

Innym razem, kiedy gościem muzeum był prof. Włodzimierz Suleja, autor biografii Piłsudskiego, doszło do próby zakłócenia spotkania przez młodzieńca o poglądach endeckich.

Na szczęście chyba wreszcie w Ostrowie poprawia się aura dla kultywowania pamięci Marszałka Józefa Piłsudskiego. Doczekaliśmy się w tym roku pomnika Komendanta, wprawdzie na prywatnej posesji, ale dobre i to. Kilka dni temu w I Liceum Ogólnokształcącym im. ks. J. Kompałły i W. Lipskiego odbyła się uroczystość zamontowania tablicy upamiętniającej fakt, że w latach 1936-1939 patronem tej szkoły był najważniejszy wskrzesiciel naszej wolności w 1918 roku. Kto wie? Może doczekamy w mieście szkoły imienia Marszałka Józefa Piłsudskiego, może też upamiętnimy pobyt w Ostrowie jednego z batalionów jego Legionów?

Piłsudski wiedział, że w Wielkopolsce odnoszą się do niego z rezerwą. Mówił: Wy mnie tam nie lubicie w Poznaniu. (…) mówicie, że jestem germanofilem, (…). Ale też potrafił nam oddać sprawiedliwość jak mało kto stwierdzając: Poznańczycy to twardy naród (…) widziałem ich w polu. A jak maszerowali do boju! Inni nie dawali rady, a ci maszerowali do boju! Inni nie dawali im rady, a ci maszerują, maszerują i maruderów nie mają, przyjdzie wieczór, a ci by jeszcze szli dalej.

Wiedział też o kulcie pracy w Poznańskiem i po zwycięskich bojach w odzyskiwaniu niepodległości zachęcał do brania przykładu właśnie z naszej dzielnicy. ■

Witold Banach

reklama