To był dla mnie naprawdę niesamowity dzień , niesamowite przeżycie! To była słuszna decyzja, żeby Święto Odzyskania przez Polskę Niepodległości przeżyć w Warszawie.
Przeczytałem w tej rubryce MMS czyjąś relację z pobytu w Warszawie o tym , jak z całą rodziną wybrali się do stolicy, żeby w dniu Wszystkich Świętych zapalić znicze na grobach i pomnikach ważnych dla Polski i Polaków. Ten ktoś użył takiego argumentu, że stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości można obchodzić w swoim życiu tylko raz i że, w takim razie, trzeba to zrobić w sposób możliwie wyjątkowy. Pomyślałem, że to racja, że, zwłaszcza sam dzień tej setnej rocznicy, 11 listopada, warto przeżyć tak wyjątkowo i niecodziennie, żeby zapamiętać na całe życie. Dlatego podjęliśmy z przyjaciółmi spontaniczną decyzję, żeby pojechać do Warszawy, żeby znaleźć się w środku centralnych obchodów i uroczystości, żeby swoim uczestnictwem się do nich „dołożyć”.
To, co zobaczyliśmy i przeżyliśmy, przerosło wszelkie nasze oczekiwania. Już w sobotę po południu, kiedy tylko dotarliśmy do stolicy, warszawski kolega, u którego się zatrzymaliśmy, zabrał nas do sklepu z flagami. My, co prawda, przywieźliśmy ze sobą swoje flagi, ale warto było z nim pojechać, chociażby po to , żeby zobaczyć scenę, która już była zapowiedzią atmosfery czekających nas obchodów. Przed sklepem stała długa, długa, długa kolejka! Taka, jak za PRL-u, kiedy „rzucili” papier toaletowy. Nie tylko ja, zresztą, z racji wieku, miałem takie skojarzenia. W kolejce, w której, mimo zimna, panował doskonały nastrój, padały żarty w rodzaju: „zróbmy listę kolejkową”, „przydałaby się kobieta z dzieckiem na ręku”, „czy aby dla wszystkich wystarczy?’… Powszechne rozbawienie wywołał właściciel sklepu, który niechcący wpisał się w tę narrację, wychodząc w którymś momencie ze sklepu i wołając w kierunku kolejkowiczów: „sprzedajemy tylko do 17.00!”. Po pierwszej salwie śmiechu, ludzie zaczęli naprawdę spoglądać na zegarki i liczyć osoby przed sobą. A potem ci z początku kolejki zbierali zamówienia od tych z końca i kupowali „hurtem”, co znacznie przyspieszyło cały zakupowy proces.
Po dwóch godzinach stania w kolejce, wracaliśmy z zakupionymi flagami, niesamowicie podbudowani faktem, że tyle ludzi kupuje w tym jednym sklepie tyle flag. Mogliśmy się więc spodziewać, że jutro będzie na uroczystościach bardzo dużo ludzi.
Ale się bardzo myliliśmy! Ludzi nie było bardzo dużo. Ludzi były nieprawdopodobne tłumy! Wszędzie, w metrze, w autobusach, na ulicach – ludzie z flagami, proporcami, szalikami, nawet w białoczerwonych czapkach. I wszędzie taki podniosły nastrój. Po 11.00 wszyscy zmierzali już tylko w kierunku placu Piłsudskiego, który wypełnił się ludźmi całkowicie. Konny konwój eskortujący limuzynę Pana Prezydenta widzieliśmy z dość bliska. Uroczystą odprawę warty oglądaliśmy na wielkim telebimie. Armatnia salwa honorowa wstrząsnęła potężnie powietrzem i nami. Nie da się opowiedzieć podniosłego nastroju i wzruszenia, kiedy wszyscy, ile siły w płucach, śpiewaliśmy o 12.00 polski hymn narodowy, patrząc na podnoszoną uroczyście na główny maszt, biało-czerwoną flagę. Potem apel poległych. Poległych za Polskę, za naszą niepodległość. Wsłuchiwałem się uważnie, żeby zapamiętać choć część wymienianych nazwisk. Znać je i cokolwiek o nich wiedzieć to nasz obowiązek wobec nich i wobec Polski. Postanowiłem , że, po powrocie do domu, zacznę solidnie uzupełniać moją wiedzę o polskich bohaterach. Żeby wykrzykiwane podczas Marszu Niepodległości hasło :”Cześć i chwała bohaterom” nie było dla mnie tylko hasłem bez konkretnej treści. Marsz przerósł nasze najśmielsze wyobrażenia. Miał się rozpocząć o 15.00 na placu Dmowskiego. Ponad godzinę wcześniej udało nam się dotrzeć jakimiś tylnymi zaułkami w okolice Novotelu. I tak bardzo blisko, bo wiem z relacji znajomych, że tłumy wypełniały całą Marszałkowską, kilka kilometrów Alej Jerozolimskich i odległej ulicy Grochowskiej, nie licząc bocznych ulic i placów. Jak to dobrze, że było nas tam tylu Polaków, chcących wspólnie świętować największe od stu lat obchody odzyskania niepodległości. Z rozmów ludzi stojących w tłumie czekającym na możliwość włączenia się w główny nurt pochodu, zorientowaliśmy się, że jest mnóstwo przybyszów z różnych stron całej Polski. O skali tego marszu niech świadczy fakt, że spod Novotelu mogliśmy ruszyć dopiero po 50 minutach od momentu rozpoczęcia przemarszu przez pierwsze szeregi. Dowiedziałem się potem, że grupy z dalszych ulic mogły ruszyć czasem dopiero po trzech godzinach. Sam przemarsz był wspaniałym przeżyciem, prawdziwym świętowaniem. Czuło się jakąś jedność, wspólnotę; nastrój podniosły, ale radosny, wesoły. Ludzie starsi, młodsi, rodziny z dziećmi. Białe i czerwone race puszczane od czasu do czasu przez młodych ludzi, były w sumie dodatkowym elementem który , oprócz biało-czerwonych flag, uświetniał na swój sposób tę ogólnonarodową manifestację. I wszyscy tak to właśnie traktowali. Wszyscy też wykrzykiwali wspólnie wszystkie ( z małymi wyjątkami) proponowane hasła. Bo nikt nie miał nic przeciw treściom: „Cześć i chwała bohaterom” albo „Nie czerwona, nie tęczowa, tylko Polska narodowa”. Bo „narodowa” nie znaczy „nazistowska” czy „faszystowska”, jak to głoszą w Europie i na świecie wrogie nam media, osoby i organizacje. Narodowa – to nasza, polska, wierna wartościom pokoleń, które walczyły o jej niepodległość; Polska, którą chcemy urządzać po swojemu, niezależnie od obcych nacisków, w której chcemy żyć po polsku, godnie , z podniesionym czołem; narodowa – to taka, z której, jako Polacy, chcemy być dumni.
Może za dużo patosu, jak na rubrykę MMS ostrowskiego tygodnika, ale taki był nastrój Marszu Niepodległości, takie budził myśli i uczucia. Nie wstydzę się ich. Podczas tego marszu nikt się ich nie wstydził. Jestem Ostrowianinem i jako Ostrowianin jestem też Polakiem (!). Warto było pojechać do Warszawy, żeby poczuć się członkiem wielkiej polskiej wspólnoty narodowej, żeby nabrać niepodważalnego poczucia, że się do niej należy.
Jan R.
PS. Wieczorny pokaz sztucznych ogni nad Wisłą, oglądany przez niezliczone tłumy zebrane na bulwarach i mostach, naprawdę zapierał dech w piersiach!


