Własna historia. Własna kultura. Własne terytorium. Własny język. Własna armia. Własne prawo. Własne sądy. Własny król, parlament, rząd. Własna waluta. To takie naturalne. Przez stulecia, gdy komuś odbierano jeden z tych atrybutów, mówiło się o ograniczeniu wolności, okupacji, poddaństwie.
Co takiego stało się w ostatnich latach, że znaczna część członków społeczeństw – głównie europejskich – decyduje się dobrowolnie rezygnować z czegoś, o co przed laty bili się ich dziadowie? W imię czego oddają swoje losy w ręce obcych ludzi, którzy wychowywani byli często w innym kręgu kulturowym, w świecie innych wartości, w oparciu o inne tradycje? Co stało się z ich podstawowym instynktem samozachowawczym?
Jeszcze gdzieniegdzie w Polsce na sklepowych ladach stoją kasy fiskalne z niebieskimi naklejkami „gotowa na euro”. Bo i niewiele zabrakło, by Polacy utracili swoją walutę: według planów Ministerstwa Finansów, Polska miała być gotowa do wejścia do strefy euro w 2009 roku. Gdy było wiadomo, że nic z tego nie będzie, w 2008 roku Donald Tusk zapewniał, że rząd szuka środków na obniżenie deficytu budżetowego tak, by Polska była gotowa do wejścia do strefy euro w 2011. I znów nic z tego nie wyszło: tym razem pewnie w znacznej mierze dzięki nastrojom Polaków, którzy – w przeciwieństwie do euroentuzjastycznych elit – wcale ze złotym rozstawać się nie chcą.
„To właśnie złoty pomógł polskiej gospodarce przejść suchą nogą przez zawieruchę światowego kryzysu finansowego. Kiedy kraje eurostrefy przeżywały głęboką recesję, Polska, głównie dzięki złotemu, uniknęła gospodarczego załamania”.
Powyższe dwa zdania to cytat z listu otwartego, jaki do premiera RP Mateusza Morawieckiego skierowali liderzy trzech organizacji skupiających polskich przedsiębiorców: Rady Gospodarczej Strefy Wolnego Słowa, Izby Polskich Przedsiębiorców i Polskiego Towarzystwa Gospodarczego. Jak zauważają dalej, państwa naszego regionu, które przystąpiły do obszaru wspólnej waluty, wcale nie rozwijają się szybciej, niż Polska. Mało tego. Wiele statystyk, zdaniem przedsiębiorców, potwierdza raczej przeciwną tezę.
„To Polska jest obecnie w ścisłej czołówce kontynentu jeśli chodzi o wiodące wskaźniki gospodarcze. Siła naszego kraju tkwi m.in. w tym, że możemy prowadzić samodzielną politykę pieniężną, dostosowaną do naszych potrzeb i perspektyw”.
No właśnie! Samodzielna polityka pieniężna! Komu przeszkadza, że Polska ma w rękach narzędzie, które umożliwia nam elastyczne reagowanie na problemy strefy wspólnej waluty? Kto chce, oprócz problemów z imigrantami, obciążyć nas współodpowiedzialnością za problemy gospodarcze strefy euro?
Niewielu z nas jest ekonomistami. Nie każdy potrafi poprawnie odczytywać tabelki, wskaźniki, wykresy. Musimy opierać się więc o wiedzę fachowców, o autorytety. W tej sprawie dużo bardziej wiarygodni są dla mnie praktykujący przedsiębiorcy, na co dzień ryzykujący swoim majątkiem, niż politycy, którzy przez lata swój majątek budują w oparciu o wynagrodzenia pobierane z budżetu państwa. Jeśli więc przedsiębiorcy mówią, że polski biznes chce złotego, to ja im wierzę. ■
Krzysztof Maciejewski

