
W centrum miasta, które za czasów prezydenta Mirosława Kruszyńskiego przespało swoją akademicką szansę, stoi budynek z urzędową, czerwoną tablicą z napisem „Uniwersytet”. Co prawda nie „Uniwersytet Ostrowski”, lecz „Uniwersytet Wrocławski”, ale to i tak jak na Ostrów sytuacja nietypowa. Postanowiliśmy sprawdzić, co się za tym kryje.
WROCŁAWSKI W OSTROWIE
Ostrów, jaki dziś znamy i Uniwersytet Wrocławski to właściwie rówieśnicy: początek XVIII wieku to ponowna lokacja miasta i jednocześnie powołanie Złotą Bullą cesarza Leopolda I Akademii Leopoldyńskiej.
– Związek Ostrowa z Wrocławiem na polu edukacyjnym zacieśnia się w 1845 roku w momencie powołania tu Królewskiego Gimnazjum Katolickiego – mówi Krzysztof Morta, pracownik naukowy UWr, filolog klasyczny, znawca języków biblijnych i dyrektor mającego siedzibę w Ostrowie uniwersyteckiego Ośrodka Badań nad Historią i Kulturą Żydów z południowej Wielkopolski. – Trzeba pamiętać, że pierwsza gimnazjalna kadra przybyła w większości ze Śląska, byli to głównie absolwenci Uniwersytetu Wrocławskiego, włącznie z pierwszym dyrektorem, doktorem Robertem Engerem na czele.
Naturalnym było więc, że absolwenci gimnazjum kontynuowali naukę właśnie we Wrocławiu.
Po latach okazało się, że stworzone ponad 150 lat temu więzy przetrwały do dziś. Dlaczego jednak Ośrodek Badań nad Historią i Kulturą Żydów z południowej Wielkopolski?
– Dla mnie nie ma w tym nic zaskakującego – mówi Krzysztof Morta. – Bardziej dziwiłby działający w Ostrowie na przykład Ośrodek Badań nad Literaturą Polską czy nad Eposem Europejskim. Ośrodki badające tak ogólne zagadnienia lepiej lokalizować w dużych centrach akademickich, gdzie zgromadzono na przykład pokaźne zbiory biblioteczne czy archiwalne, gdzie jest i kadra, i odpowiedni warsztat pracy. Ośrodek Badań nad Historią i Kulturą Żydów z południowej Wielkopolski z założenia ma zajmować się lokalną historią, lokalnymi tradycjami, specyfiką tego środowiska. Nie ma więc chyba lepszego miejsca do lokalizacji ośrodka niż na terenie, który jest obiektem jego zainteresowań.
Krzysztof Morta podkreśla, że kierowana przez niego placówka nie ogranicza się jedynie do Ostrowa: obejmuje całą południową Wielkopolskę od Kępna, przez Odolanów, Raszków, Pleszew, po Kalisz włącznie. Wybór lokalizacji ośrodka padł na Ostrów ze względu na zachowaną spuściznę pożydowską, z zachowaną i odrestaurowaną synagogą na czele.
NIE TYLKO ŻYDZI
Jak wyglądało życie w XIX-wiecznym Ostrowie, kiedy Ostrów był wieloetniczny? Właśnie to jest głównym przedmiotem zainteresowań ostrowskiego ośrodka uniwersyteckiego.
– Dla nas dzisiaj często jest to dziwne, trudne do wyobrażenia, bo nie ma tu dziś Niemców, Żydów – mówi Krzysztof Morta podkreślając, że pięć lat istnienia placówki to badania bardziej rozległe, nie tylko nad środowiskiem żydowskim, ale także nad społecznością polską czy niemiecką, a przede wszystkim nad relacjami między tymi trzema grupami, które w pewnym momencie historii Ostrowa były praktycznie jednakowo liczne. – To ważne, aby to co się zachowało, zachować dla potomności, aby kolejne pokolenia mogły sięgnąć do opracowań ukazujących naszą historię. Nauka w odróżnieniu od polityki dąży do pokazania prawdy, jakakolwiek by ona nie była. Interesują nas tylko te rzeczy, które dają się wprowadzić w ramy warsztatu badawczego. Wnioski zaś pozostawiamy czytelnikom.
WSPÓŁPRACA STARSZA NIŻ OŚRODEK
Warto przypomnieć, że Krzysztof Morta pojawił się w Ostrowie jeszcze zanim formalnie powstał ośrodek uniwersytetu. To właśnie jemu powierzono badanie fragmentów żydowskich macew, jakie wydobyto podczas likwidacji wybudowanego przez Niemców w czasie II wojny światowej murku na ,,zielonym rynku”.
– Dziesięć lat temu przyjeżdżaliśmy tu ze studentami – mówi Krzysztof Morta. – Z jednej strony była to doskonała praktyka dla studentów, z drugiej próba ocalenia fragmentów historii ostrowskiej społeczności żydowskiej.
Ostatecznie udało się ze zniszczonych fragmentów złożyć zaledwie kilka macew, ale pozostałe pozwoliły na stworzenie w Ostrowie lapidariów – miejsc, które przypominają o żydowskiej obecności w historii miasta.
– Jestem przekonany, że brak tak wielu fragmentów macew to dla nas sygnał, że ciągle jesteśmy przed kolejnymi odkryciami.
UKŁADANIE Z KAWAŁKÓW
Dzisiejszą pracę Ośrodka Badań nad Historią i Kulturą Żydów z południowej Wielkopolski Krzysztof Morta porównuje do składania macew z rozbitych kawałków.
– To zbieranie często okruchów informacji, składanie ich z sobą, żeby zbudować spójną całość – mówi dyrektor ośrodka. – Czasami dokumentów dotyczących tego regionu szukać trzeba nawet poza Polską.
Wiele rzeczy udaje się ustalić na podstawie kojarzenia faktów. Jak choćby historię rabina, który pełnił swoją funkcję w Ostrowie, a którego prace zachowały się dzięki publikacjom wydanym w Krotoszynie.
Wiele innych wymaga jednak dalszych badań.
– Przez lata mówiono, że z ostatniej grupy 66 Żydów mieszkających w Ostrowie w chwili wybuchu II wojny światowej, których Niemcy na wiosnę 1940 roku wywieźli do getta w Łodzi, a później zamordowali w obozie w Chełmnie, nie przeżył nikt – mówi sekretarz ośrodka Jarosław Biernaczyk. – Swego czasu od pana Witolda Zakrzewskiego z Poznania dostałem wspomnienia wojenne spisane przez pochodzącą z Ostrowa jego żonę. Tam natknąłem się na informację, że przed wojną chodziła ona do jednej klasy z jedną z Żydówek Betti Bober. We wspomnieniach opisane jest spotkanie obu dziewczynek wiosną 1940 roku w Ostrowie, kiedy Betii Bober informuje koleżankę o planowanej wywózce do Łodzi. Zaskakujący natomiast jest inny opis: opis spotkania, do którego dojść miało pięć lat później, latem 1945 roku na jednej z ulic Kalisza, w czasie którego Betti oznajmia, że po ucieczce z obozu jest jedyną, która przeżyła i że planuje wyjechać do Palestyny.
Jarosław Biernaczyk próbował zweryfikować tę informację w Instytucie Yad Vashem w Izraelu. Okazało się, że według dokumentów Yad Vashem, Betti Bober jest ofiarą Holokaustu. Czy Betti Bober – ostrowiance żydowskiego pochodzenia – udało się przeżyć II wojnę światową? Czy kiedykolwiek uda się jednoznacznie wyjaśnić tę zagadkę?
KONTAKTY BEZPOŚREDNIE
Krzysztof Morta i Jarosław Biernaczyk podkreślają wagę kontaktów osobistych. Wśród osób, które odwiedzają Ostrów jest m.in. praprawnuczka budowniczego synagogi Bettina Landé-Tergeist oraz mieszkająca obecnie w Nowym Jorku Ruth Dresner, wnuczka ostrowskiego rabina prof. Arona Freimanna oraz jej córka Miriam Klausner. Nie są to wyłącznie wizyty kurtuazyjne. Bettina Landé przywiozła do Ostrowa skany dokumentów budowy ostrowskiej synagogi.
DOWODY MATERIALNE
Efektów działań ostrowskiej placówki najlepiej szukać w bibliotekach, choć Krzysztof Morta zaznacza, że na tym polu ośrodek ściśle współpracuje ze Stowarzyszeniem Przyjaciół Ostrowskiej Synagogi, którego członkowie doprowadzili do wydania trzech tomów „Studia Iudaica Ostroviensia” (red. Jarosław Biernaczyk) czy „Słownika biograficznego Żydów ostrowskich” autorstwa J. Biernaczyka.
– W najbliższym czasie ukaże się z kolei druga już publikacja będąca efektem działalności ośrodka pod tytułem „Sąsiedzi żydowscy” – zdradza Krzysztof Morta.
NIE TYLKO NAUKA
Ośrodek Badań nad Historią i Kulturą Żydów z południowej Wielkopolski, chociaż oczywiście koncentruje się na działalności naukowej, nie ogranicza się wyłącznie do niej. Współpracuje z Ostrowskim Centrum Kultury choćby przy okazji festiwali kultury żydowskiej Mazel Tov.
– Staramy się wzbogacać tego typu wydarzenia organizując warsztaty języka hebrajskiego i inskrypcji nagrobnych – mówi Krzysztof Morta. – Organizujemy także w Ostrowie ogólnopolskie konferencje naukowe, na przykład »Lokalna społeczność żydowska«, które jak dotąd zgromadziły ponad 200 uczonych z wiodących uniwersytetów.
PLANY
Głównym przedmiotem zainteresowań ośrodka pozostaje nauka. Spodziewać się więc możemy z pewnością kolejnych pozycji książkowych. Pracownikom placówki marzy się też ogólnodostępna, stała ekspozycja dokumentująca historię społeczności żydowskiej. ■
Krzysztof Maciejewski


