William Blake - Newtonx

Ktoś (nie pamiętam już dziś kto) stwierdził kiedyś, że czytanie biografii artysty powinno być zabronione, bowiem niemal natychmiast jej lektura zatruwa proces obcowania z dziełem. Interpretacja zostaje uwięziona w sztywnych ramach życiorysu lub krąży po wytyczonej przezeń orbicie, przez co dzieło, nawet to najwybitniejsze, traci szansę życia w oderwaniu od autorskiej pępowiny.

Można by łatwo z takowym poglądem się zgodzić, zwłaszcza że do dziś pokutuje w niektórych szkołach przeświadczenie, że pamięciowe opanowanie biogramów Mickiewicza, Żeromskiego czy Baczyńskiego jest ważniejsze od budowania rzetelnego warsztatu analitycznego. Na szczęście jednak, jak większość kategorycznych stwierdzeń, tak i to nie jest do końca prawdziwe, bo biografia biografii nie bywa równa, a zdarza się i tak, że życie artysty jest ciekawsze od jego dokonań na polu sztuki. Są wreszcie i tacy, którzy dokonują aktu totalnego zespolenia czasu, losu, dzieła i osoby twórcy, a wtedy biografia stanowi jeden z kodów, jakim posługuje się artysta.

reklama

Istnieją zatem biografie niezbędne, równie ważne, co dzieła zebrane twórcy – biografie, bez których łatwo pogubić się nawet w pojedynczym utworze lub nie dostrzec istotnych elementów łączących pojedyncze dzieła. Gdyby chcieć wskazać taki właśnie przykład niezbędnej biografii, byłaby to z całą pewnością książka Petera Ackroyda poświęcona Williamowi Blake’owi. Dokonania tego niezwykłego angielskiego poety, malarza, mistyka i wizjonera do dziś zdumiewają, prowokują i urzekają, a co najważniejsze, istnieją całkowicie autonomicznie, jakby poza głównym nurtem historii literatury i sztuki. Dzieje się tak m. in. dlatego, że Blake podchodził do dzieła totalnie – osadzał je we własnym systemie filozoficznym, w harmonii z wizjami, których rzekomo doświadczał, opatrywał własnymi ilustracjami, a w przypadku utworów poetyckich podobno również komponował muzykę. Nie pozostawiał więc innym artystom żadnej możliwości ingerencji w finalny twór, a jeśli dodać do tego fakt, iż w wyniku osobliwego odczytania „Biblii” stworzył własną mitologię, że jego „Zaślubiny Nieba z Piekłem” dały możliwość nowego spojrzenia na problem dobra i zła, a poematy, księgi prorocze i obrazy prowokują do przewartościowania przyjętych ocen dorobku cywilizacyjnego ludzkości, trudno podejmować próby przypisania dorobku Blake’a do jakiegokolwiek szerszego nurtu.

I tu pojawia się problem dla biografa, który uporać się musi z zasadniczym pytaniem: czy przez osadzenie artysty i jego dorobku w konkretnym miejscu i czasie nie dozna uszczerbku ponadczasowość tej niezwykłej spuścizny? Czy tajemnica Blake’a i jego dzieł nie zostanie w ten sposób pozornie rozwiązana, czyli sprowadzona do prostych ekwiwalentów poszczególnych epizodów z życia twórcy?

Mistrzostwo Ackroyda ujawnia się właśnie w rozwiązaniu tego problemu. Ta niezwykle rzetelnie opracowana i wyjątkowo erudycyjna książka, choć metodycznie i skrupulatnie rozszyfrowuje skomplikowaną sieć inspiracji leżących u źródeł Blake’owskiej myśli i artystycznych koncepcji, choć dokładnie określa, jak głęboko i jak długo autor „Pieśni Niewinności” pozostawał pod wpływem Swedenborga, Paracelsusa czy Johnsona, choć podaje wiele szczegółów związanych z techniką pracy artysty, pozostawia tajemnicę praktycznie nietkniętą. Co więcej, paradoksalnie okazuje się, że Ackroyd nie tylko nie zamyka traktów, po których kroczą całe rzesze blake’ologów i blake’omanów, ale wręcz wskazuje niewydeptane ścieżki, odgałęzienia głównych szlaków a także labirynty, w których inni utknęli i od dawna nikt ich już nie szuka. Czytelnik tej niezwykłej biografii atakowany jest tak ogromną liczbą kulturowych aluzji i odniesień, że szybko zdaje sobie sprawę, jak wiele pracy czeka jeszcze tych wszystkich, którzy zechcą kiedykolwiek i w jakikolwiek sposób zmierzyć się z twórczością genialnego londyńczyka. Ogrom informacji nie jest tu jednak zwykłym potokiem danych, które ktoś z benedyktyńską cierpliwością zebrał i chronologicznie uporządkował. Nawet fakty, zdawałoby się, mało istotne i błahe nie pozostają w książce bez echa, wiążą się z innymi, stanowiąc kolejny punkt na szkicowanej przez Ackroyda mapie – punkt, w którym schodzą się niektóre biograficzne wątki twórczości Blake’a, a nawet poszczególne ulice osiemnastowiecznego Londynu. Owych punktów jest bez liku, z każdego wiedzie droga przynajmniej ku kilkunastu kolejnym, a co za tym idzie, książka prowadzi nas w sposób niezwykle przewrotny, niczym osławiona „Gra w klasy” Cortazara, tyle że bez wpisanej we wstęp instrukcji i odgórnego ustalenia zasad gry. Czytelnik zmuszany jest do częstych „powrotów”, prowokowany do własnego, indywidualnego łączenia prezentowanych faktów, a czasami wręcz do weryfikowania własnej percepcji, gdyż ta rozgrzewa się do czerwoności i może odmówić posłuszeństwa.

Wraz z książką Ewy Kozubskiej i Jana Tomkowskiego zatytułowaną „Mistyczny świat Williama Blake’a” (Milanówek 1993), znakomitym esejem Czesława Miłosza pt. „Co doradzał Mr. Blake” (Ogród nauk, Lublin 1986) i tegoż autora „Ziemią Ulro” (Warszawa 1982) oraz poetyckimi komentarzami Tadeusza Sławka do mikrotomiku „Tygrys i inne wiersze” (Katowice 1993) i monumentalnym dziełem tegoż autora zatytułowanym „U-bywać. Człowiek, świat, przyjaźń w twórczości Williama Blake’a” (Katowice 2001), dzieło Ackroyda winno stanowić lekturę obowiązkową dla wszystkich, którzy zechcą zabrnąć w labirynt Blake’owskich wizji, proroctw i poezji. Jeżeli bowiem istnieje biografia bliska doskonałości, to z taką mamy właśnie do czynienia. Jej autor, zgodnie z postulatem bohatera swej opowieści, łączy przeciwieństwa i logicznie zabieg ten sankcjonuje; wyjaśnia, komplikując; uszczegółowia, by prowadzić do uogólnień, a uogólnienia burzy kanonadą detali. Postać i dzieło Blake’a są po tej frapującej lekturze jeszcze bardziej tajemnicze niż wprzódy, choć nasza o nich wiedza wydaje się niepomiernie bogatsza.

* * *

Dodać jeszcze wypada, iż książka jest bardzo starannie wydana, wzbogacona licznymi ilustracjami, co w tym wypadku ma znaczenie niebagatelne. Trudno bowiem myśleć o poszczególnych sferach aktywności twórczej Blake’a w oderwaniu od pozostałych. Stopień ich zespolenia jest tak wysoki, że nieznajomość dokonań plastycznych autora ilustracji do Boskiej Komedii, praktycznie uniemożliwia, a w każdym razie dalece utrudnia obcowanie z jego dorobkiem profetyczno-poetyckim. W niniejszym wydaniu znajdziemy większość reprezentatywnych prac, począwszy od tak słynnych obrazów jak „Newton” czy „Nabuchodonozor”, poprzez ilustracje do „Biblii”, wspomnianego już arcydzieła Dantego i autorskich ksiąg proroczych, po odbitki (bo był Blake również rytownikiem i grawerem) będące ilustracjami do poszczególnych wierszy, bądź stronami tytułowymi całych tomów. Prócz tego spora liczba szkiców i portretów sprawia wrażenie, iż mamy do czynienia z dziełem kompletnym, przynajmniej na poziomie wymagań, jakie stawia się pracom biograficznym.

To niewątpliwy sukces autora, tłumacza (przekładu dokonała Ewa Kraskowska) i wydawnictwa, ale nade wszystko pewien wzorzec operowania faktami z życia artysty, świadczący o głębokim wniknięciu w istotę jego twórczej osobowości. To ukazanie scalonego wizerunku, który na co dzień poznawany jest fragmentarycznie. Wreszcie jest to również doskonała szkoła analizy zespalającego myślenia o artyście i jego dorobku – szkoła pod każdym względem niezastąpiona i konieczna. ■

Tomasz Gruchot

reklama