Miłosz jak zaświat – czyli o przewrotnej poetyce odchodzenia

0

Istnieje w poezji coś, co można by bez większego ryzyka nazwać syndromem ostatniego tomiku. Ale pokutuje także stereotyp na temat tego, jak ów tomik winien wyglądać, jak ciężki balast słowa winien nieść ze sobą. Często oczekuje się od poety syntetycznego spojrzenia na własny dorobek, a w skrajnych przypadkach nawet kilku aforystycznych zdań, które później nagminnie cytuje się w opracowaniach i biografiach. Autor przemawiający głosem mędrca to wypatrywany drogowskaz, wyznaczający, przynajmniej potencjalnie, kierunek życia dla spontanicznego odbiorcy i badań dla filologa.

Przypadek Miłosza wydaje się pod tym względem szczególny i to na kilku płaszczyznach. Oto bowiem, przynajmniej na poziomie reakcji czytelniczych, już od wydanego w 1994 roku zbioru „Na brzegu rzeki” publiczność literacka liczyła „ostatnie tomiki” autora ,,Trzech zim”. Każdy z nich zaś efektownie i skutecznie przeciwstawiał się stereotypowym oczekiwaniom.

reklama

Nie oznacza to bynajmniej, że echo kresu ludzkich i poetyckich zmagań nie pobrzmiewało tam w ogóle, ale trafiało ono na tyle przeszkód, że niemal całkowicie zmieniało swe akustyczne właściwości. Uzbrojony w ciepłą autoironię Miłosz sprytnie wymykał się schematowi mędrca przemawiającego ex cathedra. Często działo się tak dzięki dystansowi, jaki wypracował przez lata wobec własnej pozycji twórczej i życiowej, a często przez dojrzałą świadomość niewiedzy wzrastającą wprost proporcjonalnie do osiągniętej erudycji.

Ostatni (jak się wówczas wydawało) zbiór poezji Miłosza, „Druga przestrzeń” trudno również określić jako epitafijny. Co więcej, zamiast garści upraszczających sentencji mamy stos wątpliwości, które zwykle pojawiają się w sytuacjach granicznych. Nie wynikają one wszakże z podświadomych lęków, a jedynie z poetyckiej i filozoficznej dociekliwości. Z jednej strony daje się zauważyć zwykłą, ludzką ciekawość innej sfery bytu, z drugiej zaś metodyczne, intelektualne otrząsanie się ze zwątpienia w jej istnienie:

Czy naprawdę zgubiliśmy wiarę w drugą przestrzeń?
I znikło, przepadło i Niebo,
i Piekło?
(Druga przestrzeń)

Świadomość przejściowego momentu egzystencji stało się u Miłosza przewodnim motywem zebranych w tomie wierszy. Fakt ten zaś warunkował nowe postrzeganie zarówno rzeczywistości, jak i wszystkich odrealnionych elementów ziemskiego bytowania, które z rzeczywistości tej udało się ludzkości przez wieki wyprowadzić. Przyjmując ten specyficzny sposób oglądu można bowiem znaleźć się

Na granicy światów
i zaświatów, w Krakowie.
(W Krakowie);

bez potrzeby nadmiernego wysilania wątłej wyobraźni, można było dzięki Miłoszowym wskazówkom

(…) na samym brzegu otchłani ustawić stół, na nim szklankę, dzban
i dwa jabłka.

Żeby uświetniły niedosiężne Teraz.
(Mistrz mego rzemiosła).

Nie dziwi też, że religia jest tu zaprawiona szczyptą herezji, ale tylko na tyle, by nie stała się łatwym rytuałem, bo przecież nic nie krzepi jej bardziej niż zwątpienie wyznawców. Zresztą – jak prawie zawsze u Miłosza – nie o jednej tylko religii mowa. Miłoszowe postulatywne wyobrażenie zaświatów stworzone zostało z wielu komponentów, często zadziwiająco sprzecznych lub zaskakująco harmonijnych. Jak w słynnej ,,Ziemi jałowej” Eliota z jednakową powagą traktuje buddyzm, chrześcijaństwo i mitologie starożytnych. Jeżeli bowiem nie ma pewności co do istnienia „drugiej przestrzeni”, należy zakołatać do wszystkich drzwi. Zresztą już przed wiekami inny z mistrzów Miłosza – William Blake – stwierdzał, że „Wszystkie religie są jedną”.

Wszelaka wiara wydaje się więc niezbędna, nawet jeśli trafia na filozoficzny opór – ten opór zaś to nowe wyzwanie, by szukać głębszego usensownienia lub przynajmniej otwarcie przyznać się do permanentnej w tym względzie niemocy:
A ja powtarzam:
„Wierzę w Boga” i wiem,
Że nie ma na to żadnych usprawiedliwień.
(Wbrew naturze).

Nie od dziś wiadomo, że mądrość nie jest poczuciem wszechwiedzy, a jedynie świadomością deficytu. To nie umiejętność godzenia sprzeczności, lecz zgoda na ich niełączliwość. To wreszcie nie absolutna pewność, ale radość z jej absolutnego braku. Taki Miłosz objawia się z wersów wydanego w 2002 roku, czyli na dwa lata przed śmiercią tomiku i taki sam spogląda między wierszami. Niczego do końca nie ogarnia, dzięki czemu sam pozostaje nieogarnialny niczym zaświat, którego kształtu i charakteru się domyśla, a niekiedy sam próbuje go wymodelować.

Jeśli więc „Druga przestrzeń” miała być epitafium, to jakże przewrotny; jeśli nie, wówczas przewrotność może okazać się jeszcze większa. Pamiętać należy jednak, iż poeta w ten sposób wcale nie kpi z odbiorcy – przeciwnie, to właśnie jemu pozostawia ten przywilej. Pokazuje przy okazji, jak przywilej ów wykorzystać, by autoironia nie stała się wyłącznie kokieteryjnym lub samoobronnym chwytem stylistycznym.

***

Wówczas w 2002 roku nie było jeszcze wiadomo, czy rzeczywiście mieliśmy do czynienia z ostatnim tomikiem Miłosza. Rodziło się wręcz pytanie o to, czy wolno odbiorcom traktować zawarte tam wersy jako głos odchodzącego w krainę wyższej wiedzy i wiecznej mądrości? Zakończenie wszakże wydawało się, jeśli nie jednoznaczne, to przynajmniej asekuracyjne:

I tak się niedorzeczny
Żywot i w sobie sprzeczny
Zamyka
(Metamorfozy).

Tego samego roku ukazał się wszakże jeszcze jeden tom, a właściwie autonomiczny poemat Miłosza, w którym poeta zmierzyć musiał się ze śmiercią żony umierającej na raka w szpitalu w San Francisco. „Orfeusz i Eurydyka” (bo tak zatytułował Miłosz napisany na tę okoliczność utwór) okazał się swoistym suplementem do „ostatniego” tomu. Poeta kolejny raz udowodnił, że nie do końca wpisuje się w model zaświatów, których sam nie stwarza. Przy całym skonwencjonalizowaniu myślenia i obrzędowości wokół śmierci, wypracowana przez lata poetycka postawa pozwoliła wyrwać ją z mechanicznych skojarzeń, na nowo nadać jej sens, wymuszając porzucenie odruchowych reakcji odbiorczych.

Miłosz odszedł nie tylko przygotowany na śmierć, ale również jako ten, który przygotował jej zindywidualizowany wizerunek i zmusił jej świadków do refleksji porzucającej upraszczające asocjacje. ■

Tomasz Gruchot

reklama