Pisarz Mark Twain powiedział, że „zanim prawda włoży buty, to kłamstwo obiegnie pół świata”. To odkrycie na pewno dało dużo do myślenia niejakiemu Josephowi Goebbelsowi. Bo ten, jak już dorwał się do bestialskiego mordowania prawdy (i nie tylko), to rozwinął sztandary z hasłem: „Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą” a zaraz potem jeszcze dodał ze złowieszczym chichotem: „Im większe kłamstwo, tym ludzie łatwiej w nie uwierzą”.
III Rzesza dawno już upadła, ale kult kłamstwa rośnie w siłę i wyznawców Goebbelsa miast ubywać, to przybywa w postępie geometrycznym. Bo za kłamstwem kroczą pieniądze, a za pieniędzmi władza, a człowiek istotą słabą i ułomną jest, o czym każdego dnia powinien przypominać mu grzech pierworodny, ale powoli przestaje mu przypominać. Po co zadręczać się takimi bzdurami, jak można bezrefleksyjnie żeglować po oceanie kłamstwa z pilotem telewizora w dłoni.
Zejdźmy jednak z obłoków symboli i felietonowych aluzji na ziemię i rzućmy okiem na otaczająca nas rzeczywistość. Po kolejnym polskim Marszu Niepodległości mieszkańcy świata dowiedzieli się po raz kolejny, że w Warszawie defilowali faszyści, nacjonaliści, a w domyśle skrajnie prawicowa swołocz, której należy się obawiać, bo ta swołocz przyjdzie niedługo do naszych sytych obywateli i odbierze im nie tylko piloty telewizorów, ale także ich zje. Taki przekaz zaprezentowały m. in. amerykański CNN, brytyjska BBC i prezydent Macron, który powiedział, że nacjonalizm jest wrogiem patriotyzmu. Ludzie łatwo łyknęli tę brednię, bo już mało kto chce zaprzątać sobie głowę próbą odpowiedzi na pytanie, co stałoby się z patriotyzmem, gdyby patrioci przestali być nacjonalistami? Kłamstwo o faszystowskim Marszu Narodowym w Warszawie, z nacjonalistycznym lasem biało-czerwonych flag w tle, można jednak uznać za dość toporne. To trochę tak, jak z przekazem o „polskich obozach koncentracyjnych”, w którym istota kłamstwa polega na tym, że jak Niemcy mordowali ludzi na ziemiach polskich, to nie jest ważne, że mordowali Niemcy, tylko, że na ziemiach polskich. Joseph Goebbels wiecznie żywy!
O wiele bardziej wyrafinowane kłamstwo podrzucił TVN, emitując przed paroma miesiącami reportaż o „urodzinach Hitlera” z lasu pod Wodzisławiem Śląskim. Znalezienie albo opłacenie (albo jedno i drugie) „nabuzowanego” kretyna w 40 milionowej Polsce, który przebierze się za gestapowca i zacznie „hajlować” do płonącej swastyki na leśnej polanie, z trudnością, ale mogę sobie jeszcze wyobrazić. Kilku czubków nosi piękna polska ziemia, ale tylko kilku, a nie tabuny. Jednak dać światu do zrozumienia, że jakiś debil, udający gestapowca, to nad Wisłą norma, a w domyśle sugestia, że naród zaciera ręce od przyzwolenia dla „führera”… ooo, to jest już duży wyczyn. Ale wyczyn, który w zamyśle miał uwiarygodnić „polskie obozy koncentracyjne”. I o to chodziło przede wszystkim!
Autorzy reportażu dostali kilka dni temu nagrodę radia ZET im. Andrzeja Woyciechowskiego za „urodziny Hitlera’, co w oczywisty sposób miało legitymizować te brednie, wznosząc je na piedestał przemyślanej wcześniej gry operacyjnej.
Jaka szkoda, że TVN nie „zakontraktował” „urodzin Hitlera” na rynku w Wodzisławiu Śląskim. Tylko, że „dziennikarze” TVN-u obawiali się – ani chybi – kibiców miejscowej Odry – polskich patriotów, którzy, zastępując ospałe i skorumpowane służby III RP, wybiliby im z głowy, dosłownie i w przenośni, takie neohitlerowskie prowokacje. ■
Maciej Remiszewski



