Horror na własne życzenie

0

Spójnia Stargard to niewygodny rywal, ale niewielu spodziewało się, że aż tak bardzo postawi się w Ostrowie wicemistrzowi kraju. BM Slam Stal grała statycznie i bez pomysłu. O mały włos nie przepłaciła tego niespodziewaną porażką. Dopiero po dogrywce i rzucie niemalże równo z syreną Przemysława Żołnierewicza wygrała 86:84.

Na niedzielny mecz długo czekał ostrowianin, Marcin Dymała, który jednak nie pojawił się na parkiecie w barwach Spójni Stargard. – Marcin źle się poczuł w drodze do Ostrowa. Złapał go chyba jakiś wirus. Nie chcieliśmy ryzykować – wyjaśniał trener Krzysztof Koziorowicz. – Miałem wysoką gorączkę. W sobotę czułem się fatalnie. W niedzielę było już trochę lepiej, ale trener podjął dobrą decyzję, że nie zagrałem. Szkoda, ale co zrobić. Bardzo chciałem pokazać się przed ostrowską publicznością – mówił Marcin Dymała, który po meczu poszedł podziękować fan klubowi Stalówki. Mecz nie był najlepszym widowiskiem. Toczył się w jednostajnym tempie. BM Slam Stal nie potrafiła złapać właściwego rytmu. Początkowo gospodarze oddawali jakby mniej rzutów z dystansu niż zazwyczaj. Pierwszą połowę skończyli jednak ze słabiutką skutecznością 2 na 12 prób w rzutach za 3 punkty, w całym meczu zaliczyli tylko 4 trafienia na 23 rzuty. 17 procent skuteczności z dystansu we własnej hali nie jest dobrym świadectwem dla bądź co bądź wciąż czołowej ekipy Energa Basket Ligi. Nemanja Jaramaz spudłował wszystkie 6 rzutów, a Mike Scott 4 razy próbował trafić z dystansu i ani razu nie trafił. Aż się prosiło, by gospodarze wykorzystywali przewagę podkoszową w postaci rosłych Shawna Kinga i Ivana Marasa. Spójnia w drugiej połowie złapała wiatr w żagle. Anthony Hickey robił co chciał z obroną gospodarzy, a trafiać zaczął także Rod Camphor. Beniaminek w pewnym momencie objął prowadzenie 65:58. Dopiero wtedy zaczęły żyć trybuny i ławka rezerwowych ostrowskiej ekipy. Wcześniej chyba wszyscy myśleli, że ten mecz sam się wygra. – Nie sądzę, by mój zespół zlekceważył przeciwnika. Jeżeli były jakieś błędy, biorę to na siebie. Odpowiadam za przygotowanie zespołu. Nie zawsze gra się pięknie. Ważne jednak by takie mecze też przepchnąć. Udało się to – bronił drużynę trener Kamiński. W końcówce czwartej kwarty do remisu doprowadził Camphor, a rzutem z dystansu – nie pierwszy raz w tym sezonie – losy meczu próbował rozstrzygnął Jaramaz. Serb znów nie trafił, choć aż się prosiłoby, by próbował wejść pod kosz i wymusić faul, a co za tym idzie rzuty wolne. Akcja była jednak rozgrywana spontanicznie. Trener Kamiński na 11 sekund przed końcem nie wziął czasu, co wydawało się oczywistą oczywistością. -Zastanawiałem się nad wzięciem czasu. Jeżeli przegrywamy, to biorę czas i ustawiam na kogo gramy. Nie przegrywaliśmy, tylko był remis. Oni nie byli przygotowani na wyrzucenie piłki zza linii końcowej. Gdybym wziął czas na połowie ataku, gralibyśmy czterech na pięciu. Oczywiście, przy wzięciu czasu moglibyśmy dostać piłkę do osoby, do której tego chcemy i ustawić konkretną akcję. To jest zawsze decyzja trenera. Czasami biorę w takich sytuacja czas, a czasami nie – tłumaczył swoją decyzję trener Kamiński – Gdybyśmy to przegrali, moglibyście się czepiać tej decyzji. Na szczęście wygraliśmy – dodał trener BM Slam Stali. W końcówce dogrywki dwa rzuty wolne spudłował Rod Camphor, który wcześniej zdobył 6 z 8 punktów dla Spójni. Przy remisie 84:84 ostatnia piłka należała do ostrowian. Odważnym wejściem i rzutem z półdystansu z bardzo trudnej pozycji popisał się Przemysław Żołnierewicz, który trafił i zapewnił BM Slam Stali dziesiąte zwycięstwo w sezonie. – Zdaję sobie sprawę, że nie oglądało się tego meczu dobrze. To była taka koszykówka dla koneserów. My też wiedzieliśmy, że to jest takie walenie głową w mur z obu stron. W końcówce emocji było dużo, więc kibice mogą być zadowoleni, że tętno im trochę podskoczyło. My się cieszymy, że wygraliśmy, choć o takim meczu trzeba jak najszybciej zapomnieć – podsumował Michał Chyliński. W sobotę, 12 stycznia o 12:40 ostatni mecz pierwszej rundy rozgrywek. Wicemistrz podejmie u siebie mistrza kraju, Anwil Włocławek.
(m)

reklama

BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski – Spójnia Stargard 86:84 (21:18, 17:15, 18:27, 20:16, d. 10:8)

BM Slam Stal: Przemysław Żołnierewicz 19, Nemanja Jaramaz 12, Mike Scott 12, Ivan Maras 11, Michał Chyliński 10, Shawn King 10, Witalij Kowalenko 7, Daniel Szymkiewicz 3, Michał Nowakowski 2.

Spójnia: Anthony Hickey 26, Rod Camphor 13, Maciej Raczyński 8, Shane Richards 8, Piotr Pamuła 6, Marcel Wilczek 6, Wojciech Fraś 5, Norbertas Giga 5, Hubert Pabian 5, Dawid Bręk 2.

reklama