Na ostrowskim starym cmentarzu pochowany jest m.in. powstaniec styczniowy Józef Kajzer.

Powstanie ogólnonarodowe, ostatni romantyczny zryw, najkrwawsze polskie powstanie, straceńcze – tak mówi się o powstaniu styczniowym. Było to niezwykłe powstanie i jednocześnie najtrudniejsze. Kierował nim Rząd Narodowy, który mimo starć między białymi a czerwonymi – trwał i do końca nadzorował działania powstańców, utrzymywał kontakt z polską emigracją. Walka toczona przez powstańców, to nie była walka dwóch armii, jak w powstaniu listopadowym, ale partyzantka. Siła militarna powstańców to były kosy, strzelby, szable. Po przeciwnej stronie – doskonale uzbrojona armia, bodaj najsilniejsza w ówczesnej Europie. Nie śpiewano już: Żyj swobodą Polsko, żyj, ale: Ci, co idą szukać śmierci, pozdrawiają Cię, Ojczyzno! Do powstania styczniowego zaciągali się ochotnicy również z Wielkopolski i Galicji, wzięli w nim udział Węgrzy, Włosi, Francuzi. Łączną liczbę powstańców historycy określają na podstawie zachowanej dokumentacji na około 200 tysięcy; są też zgodni, że ten zryw miał najmniejsze szanse powodzenia i że trwał aż do końca, bez aktów poddania się czy zdrady. Powstańcy styczniowi to ostatnie pokolenie polskich romantyków, wychowane w kulcie powstania listopadowego, w którym bili się ich ojcowie, to pokolenie ukształtowane przez mesjanizm polski, przez maksymalizm polityczny nie pozwalający się poddać; to czytelnicy dzieł zakazanych – Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego, którzy walkę traktowali jako wypełnienie testamentu trójki wieszczów. (Twórczość Słowackiego, za jego życia niedoceniana, teraz stawiana była wyżej od Mickiewiczowskiej). Za barda powstania styczniowego uznany jest młody poeta, powstaniec Mieczysław Romanowski, poległy w bitwie pod Józefowem w kwietniu 1864 roku.

Zwycięstwo pod Salichą
Powstanie styczniowe to nie tylko, jak mówią legendy, krwawe klęski, ale i zwycięstwa – jak choćby bitwa pod Salichą, w której słynny Pułk Jazdy Wołyńskiej, dowodzony przez Edmunda Różyckiego, rozgromił wielekroć silniejsze oddziały Moskali. Literacki opis bitwy zawiera powieść, która jest również formą klechdy powstańczej:
Salicha to wioska, gdzie rozegrała się bitwa, która przeszła do historii jako jedno z największych zwycięstw w tym najtragiczniejszym z polskich powstań.
Na wzgórzu zajął miejsce Pierwszy Szwadron Pułku Wołyńskiego, za nim szwadron drugi. Trzeci, czwarty i piąty ustawiły się po obu stronach wzgórza, opierając się flanką o wąwóz. W dole, u stóp wzgórza znajdowały się dużo liczniejsze oddziały rosyjskiej piechoty i konni kozacy. Powstańcy jednak, dzięki ostrzeżeniu, mieli czas zająć dogodne do odparcia ataku pozycje.

reklama

Generał planował otoczyć czterokrotnie silniejsze oddziały wroga i podjąć walkę. Na widok ustawiających się w bojowy szyk Moskali, Różycki stanął w strzemionach. Jego oczy płonęły jak w gorączce. Dał znak szablą i krzyknął:

– Za mną! Do ataku!

Ustawione w dwuszereg wojsko powstańcze runęło na Moskali. Pędzili jak szaleni z kilometr może, pod piekielnym ogniem wroga. Było tak, jakby ożył w nich duch przodków z Somosierry. I wyrąbali sobie w tyralierze wrogów wolną drogę szablami i lancami. Tratując pierzchających piechurów, rozbili w puch czworobok, w który ustawili się Rosjanie. Ci, przerażeni straceńczym atakiem i śmiercionośną bronią, jaką były lance w rękach Polaków, umykali w popłochu.

(…) Michnow – rosyjski kapitan, dowódca drugiej kompanii, okrył się w tej bitwie hańbą, kiedy ze strachu przed powstańcami umknął pod most, aby przeczekać walkę.
Nawet posiłki w sile trzech rot, liczące sześciuset doborowych jegrów, nie zdołały pokonać szalonych i zdeterminowanych Polaków, gotowych polec lub zwyciężyć. Moskale wycofali się. Na pobojowisku zostali ranni, których należało opatrzeć i zabici, których trzeba było pochować.

Różycki z adiutantami robił przegląd szwadronów, notując nazwiska poległych. Gdy tak dokonywali smutnego rejestru, dostrzegli kapelana Szczeniowskiego, który klęczał nad leżącym na ziemi żołnierzem. Wódz podszedł bliżej i rozpoznał w nim chłopca, dzięki któremu w gruncie rzeczy wygrał tę nierówną walkę. Gdyby nie jego ostrzeżenie… Do uszu dowódcy doleciał szept księdza: »I ja odpuszczam tobie grzechy w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego«.

Różycki pochylił się i zapytał:
– Co z nim? Wyżyje?
Koszula na piersi chłopca była mokra od krwi. Kapelan potrząsnął głową i rzekł szeptem:
– Koniec bliski… Dzielny chłopak!
Nagle konający podniósł powieki, popatrzył na Różyckiego i Franciszka. Chciał coś powiedzieć, ale nie starczyło mu sił. Wokół zgromadzili się żołnierze. Nie co dzień na polu bitwy widzieli konające dzieci. Różycki spojrzał na nich i wydał rozkaz:
– Baczność!
Delikatnie dotknął szablą ramienia chłopca, mówiąc:
– Mianuję cię porucznikiem Drugiego Pułku Jazdy Wołyńskiej.
Mały żołnierz uśmiechnął się i z wysiłkiem, rwącym się głosem wyszeptał:
– Pomściłem…
W godzinę później pułk szykował się do drogi, zostawiając za sobą groby poległych. Żegnali ich, salutując szablami. Zatrzymali się chwilę przy mogiłce chłopca.
– A imię jego znacie może? – zainteresował się Różycki.
– Nie… – szepnął ze smutkiem Franciszek, który teraz dopiero zdał sobie sprawę z tego, że nikt z dorosłych nie spytał tego dziecka o imię i nazwisko. Nie liczyli się, że tak odważnie walczyć pójdzie. Nie spodziewali się tej śmierci, choć przecież w bitwie jak w bitwie, śmierć nie wybiera. A może liczyli, że jemu Pan Bóg kuli nie zaniesie? I serce ścisnęło mu się boleśnie, toż mógł tu leżeć jego Józio…
– I ja nie wiem… Czasu nie było pytać – dodał kapelan, spuszczając wzrok.
– W konie! Do Galicji! – wydał nowy rozkaz generał.

Orzeszkowa oraz Prus
Motyw powstania styczniowego i jego legenda zachowają się w literaturze i sztuce. Wśród późniejszych pozytywistycznych trendów, wbrew tendencjom epoki na odcinanie się od zbrojnych wystąpień, nieustannie do tematyki powstańczej powracano, ze względu na cenzurę posługując się ezopowym językiem. Wystarczy przypomnieć twórczość Elizy Orzeszkowej czy Bolesława Prusa. Oboje byli w powstanie zaangażowani, pani Eliza ukrywała dyktatora powstania – Romualda Traugutta, przewoziła broń i środki opatrunkowe, wspomagała powstanie, za co po klęsce zapłacił jej mąż zsyłką na Sybir i konfiskatą dóbr.

Młody Aleksander Głowacki (Bolesław Prus) jako 16-latek zaciągnął się do oddziału powstańczego, w bitwie pod wsią Białka został ranny, po upadku powstania i tego młodocianego powstańca dosięgły carskie represje; kilka miesięcy przebywał w więzieniu i wyrokiem sądu został pozbawiony szlachectwa. Powstanie styczniowe było dla obojga bolesną traumą, a zarazem wspomnieniem chwalebnej, zaangażowanej w czyn młodości.
Echa ich przeżyć musiały odbić się w ich twórczości. Orzeszkowa wykreowała piękną i heroiczną legendę powstania i kult Romualda Traugutta. W Nad Niemnem, pisząc o powstaniu styczniowym, posłużyła się symbolami, niedomówieniami, aluzjami, które dla polskiego odbiorcy były i są jednak czytelne. Powstanie wraca w pełnych niedomówień wspomnieniach Anzelma, Marty i Benedykta, pamięć o nim trwa w wiecznej żałobie Andrzejowej Korczyńskiej. Symbolem powstania jest leśna mogiła otoczona powszechnym kultem. Spoczywają w niej prochy powstańców – wśród nich Andrzeja Korczyńskiego i Jerzego Bohatyrowicza. W ten sposób Orzeszkowa zwraca uwagę na demokratyczny aspekt powstania, na wspólnotę celu, równość, a nawet przyjaźń, jaka zawiązywała się między przedstawicielami szlachty i chłopstwa.

W opowiadaniu Gloria victis, napisanym i wydanym po rewolucji 1905 – w okresie zelżenia cenzury – Orzeszkowa już odważniej mówi o powstaniu. Opowiada o bohaterskiej walce Polaków z Rosjanami, o okrucieństwie wroga, który morduje nawet rannych z polowego szpitala oraz podkreśla ofiarność i poświęcenie powstańców, a przede wszystkim wspomina ich wodza – Traugutta: Wodzem ich był człowiek świętego imienia, które brzmiało: Romuald Traugutt. Pytasz, dlaczego świętym jest to imię? Albowiem według przykazania Pana opuścił on żonę i dzieci, dostatki i spokój, wszystko, co pieści, wszystko, co raduje i jest życia ponętą, czarem, skarbem, szczęściem, a wziąwszy na ramiona krzyż narodu swego, poszedł za idącym ziemią tą słupem ognistym i w nim zgorzał.

Bolesław Prus, w inny, nie tak patetyczny sposób przedstawia motyw powstania w powieści Lalka. Jest ono jednym z etapów biografii Stanisława Wokulskiego, który za namową Ignacego Rzeckiego uczestniczył w walkach powstańczych, a za karę został zesłany na Syberię. Walcząc w powstaniu, potwierdził swą wartość jako Polak i człowiek, chociaż sam autor Lalki, po swoim młodzieńczym, walecznym epizodzie, jako dojrzały człowiek i pozytywista (może bardziej będzie stosowne słowo – realista) twierdził, że zbrojna walka o niepodległość nie ma sensu.

Obrazki Konopnickiej
Dla Marii Konopnickiej powstanie jest równie ważne jak dla Orzeszkowej. Poświęciła mu nowele i „obrazki” literackie, warto wspomnieć zapomniane już dzisiaj utwory Hrabiątko i Jak Suzin zginął. W obu podkreślona została straceńczość i odwaga powstańców. W pierwszym pojawia się postać wodza pułku wołyńskiego Edmunda Różyckiego i nazwanego Hrabiątkiem małego powstańca, potomka wielkiego rodu, dziecka prawie, który ginie na polu walki bohaterską śmiercią. W drugiej noweli bohaterem jest dowódca oddziału powstańczego w Augustowskiem – Suzin, który chociaż wie, że sprawa jest przegrana, walczy do końca:

Sprawa, widzisz bracie, musi być w takich warunkach przegrana, Ale musi być bohatersko przegrana, żeby się do tej przegranej paliły serca ludzkie, jak do największego zwycięstwa.
Właśnie ta straceńczość będzie najbardziej charakterystycznym składnikiem powstańczej legendy. Taką straceńczą formacją powstania byli słynni żuawi śmierci, dowodzeni przez Francuza – Franciszka Maksymiliana de Rochebrune’a. Żuawi śmierci, zwani tak od składanej przysięgi, że nigdy się nie cofną, ani nie poddadzą, byli doborowym oddziałem powstania. Była to jedna z nielicznych, regularnych, umundurowanych formacji powstańczych. Żuawom poświęcił swój Marsz Żuawów poeta i powstaniec Włodzimierz Wolski.

Rodzinne przekazy Żeromskiego
Pisarzem podtrzymującym i kreującym legendę powstania jest Stefan Żeromski. Powstanie styczniowe, w które zaangażowani byli krewni pisarza (ojciec Żeromskiego pomagał oddziałom powstańczym, dostarczając żywność i ukrywając rannych, a cioteczny brat pisarza Gustaw Saski zginął w bitwie pod Czarncą), dla niego, urodzonego w roku klęski, było już tylko rodzinnym przekazem. Wracał do tematyki powstańczej w Wiernej rzece, w Echach leśnych, Rozdziobią nas kruki, wrony. Motyw powstańczej mogiły pojawił się w Syzyfowych pracach. Jest to powstanie ukazane z perspektywy klechdy rodzinnej, w której rzeczywistość miesza się z narodową legendą. Stylistyka patosu u Żeromskiego wynikała przede wszystkim z faktu, że przetwarzana przez niego klechda o powstaniu była klechdą żałobną. Śmierć powstańcza, pobojowisko, mogiła, to słowa klucze literackiego mitu powstania styczniowego – piszą w książce Romantyzm i historia Maria Janion i Maria Żmigrodzka.

Taka jest także poezja powstania styczniowego – wiersze Romanowskiego, Faleńskiego, Wolskiego o straceńczym, zarażonym śmiercią klimacie.

Powstanie w malarstwie
W polskiej, inspirowanej historią ikonografii, powstanie styczniowe zajmuje sporo miejsca. Wystarczy przypomnieć cykle Artura Grottgera: Polonia, Lituania, Wojna. Przypomnijmy dwa dzieła: Pożegnanie powstańca i Powitanie powstańca. Na pierwszym młoda kobieta żegna wyruszającego do powstania ukochanego mężczyznę. Ubrana w żałobę przypina mu do czapki rozetkę w narodowych barwach; jej wdowi strój świadczy, że gotowa jest poświęcić ukochanego dla ojczyzny. To tradycyjny strój Polek patriotek – tradycja narodowej żałoby sięgająca jeszcze czasów klęski powstania listopadowego. Na obrazie Powitanie powstańca ta sama kobieta w białej szacie przyjmuje powracającego po klęsce chłodno, odwraca twarz – on żyje, ale został pokonany, zawiódł. Pożegnanie – radośniejsze od powitań – oto paradoks polskiego losu…”

Malarstwo podejmujące powstańczą tematykę, to także obrazy Gierymskiego i Benedyktowicza. Warto zatrzymać się na chwilę nad tym ostatnim, gdyż i jego życie stało się legendą o niezłomnym człowieku. Był leśnikiem, powstańcem styczniowym i malarzem, kawalerem Wojennego Orderu Virtuti Militari. Z powstania wrócił okaleczony – stracił prawą dłoń i lewą rękę, a mimo to został artystą malarzem, ukończył studia. Na płótnach Nad mogiłą powstańca i Podjazd ukazał to, co było treścią jego młodości. Pisał również wiersze, głównie poświęcone powstaniu – wydał tomiki na jego 50. i 60. rocznicę. Dane mu było doczekać tego, o co walczył – wolnej i niepodległej Polski.

Styczniowi Kolumbowie
Motyw powstania styczniowego powrócił w XX wieku w poezji Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, w wierszach Historia i Mazowsze. Jego rówieśnicy z pokolenia Kolumbów utożsamiali się z powstańcami z 1863 roku, uważali się za ich spadkobierców. Tak samo jak oni ginęli w nierównej walce.

Współcześnie, do tematyki powstania w swych pieśniach nawiązywał bard – Jacek Kaczmarski; stawało się ono dla niego pretekstem do ponadczasowych i uniwersalnych przemyśleń o historii i duszy narodu polskiego.

Weterani powstania, którzy doczekali niepodległości, byli szanowani i otoczeni szczególną opieką w II RP. Świadczy o tym nadanie im pamiątkowych odznaczeń, prawa noszenia określonego uchwałą, specjalnego munduru, awansowanie wszystkich szeregowych do stopnia podporucznika i przyznanie stałej pensji (ustawa z 18 grudnia 1919 roku). Samotni, schorowani weterani mogli zamieszkać w specjalnie dla nich utworzonych schroniskach, byli odwiedzani przez przedstawicieli władz, generałów, osoby z komitetów opieki nad weteranami, młodzież. Żadna państwowa uroczystość nie mogła odbyć się bez ich udziału, stali zawsze na eksponowanych, honorowych miejscach, wśród najwyższych władz. Szczególnym szacunkiem i kultem otaczali weteranów powstania styczniowego marszałek Józef Piłsudski i generał Józef Haller; podkreślali to wiele razy w swoich pismach i przemówieniach. Ostrowska pisarka – Jadwiga Żylińska, w swej autobiograficznej powieści Dom, którego nie ma wspomina:

(…) podczas uroczystości państwowych weterani stawali na podium ubrani w granatowe długie czamary zapinane na dwa rzędy srebrnych guzików i w wysokich granatowych rogatywkach na głowach i razem z miejscowymi notablami odbierali defiladę. Powstańcy-weterani wydawali mi się instytucją trwałą, na stałe wrośniętą w pejzaż rodzinnego miasta i uroczystości państwowe.

Legendy nie powinny umierać, nie powinna umierać pamięć o bohaterach…
Także dzisiejsi notable winni wyznaczyć Im eksponowane, honorowe miejsce podczas rocznicowych uroczystości, winni pochylić głowy nad mogiłami powstańców. A młodzież szkolna, uświadomiona przez swych nauczycieli, idąc za ich przykładem winna bohaterom powstania oddać hołd. W rocznicę powstania listopadowego jednemu z nauczycieli, który miał przyjść z młodzieżą na groby powstańców listopadowych ponoć było za zimno na taką „wycieczkę”. W tamtą styczniową noc 1863 roku też było zimno, bardzo mroźnie i śnieżnie, a oni poszli bić się, młodzież – w tym uczniowie z Ostrowskiego Gimnazjum. Gloria victis i wstyd tym, co nie szanują historii własnego narodu i małej ojczyzny.

■ Donata Dominik-Stawicka

reklama