Liczący sobie blisko 200 lat urokliwy dworek został zapomniany przez ludzi. Niszczeje na naszych oczach w coraz szybszym tempie. Jeśli w porę nie zostaną podjęte szybkie działania, już wkrótce nie będzie po nim śladu. Problem w tym, że chętnych do ratowania nie widać.
Na problem zwrócił uwagę jeden z naszych Czytelników, który codziennie przejeżdża tamtędy w drodze do pracy. Dzięki temu widzi, jak postępuje zniszczenie tego ciekawego budynku.
– Dostrzec można coraz większą ilość dziur w dachu ze względu na postępujące ubytki w dachówkach. Jeśli tak dalej będzie i nikt nie załata tych dziur dojdzie do przegnicia belek i zawalenia się wywiązki. A potem już pewnie nikt nie podejmie się ratowania tego budynku, w moim przekonaniu zasługującego na miano zabytku – mówi Piotr Bartz.
Bez ochrony i bez zainteresowania
– Nie jest to nasza nieruchomość. Kiedyś była ona we władaniu PGR i Agencji Rynku Rolnego. Obecnie prawdopodobnie jest tam prywatny właściciel, ale myślę, że wie w jakim jest stanie dworek – mówi Elżbieta Pawlicka z Urzędu Gminy i Miasta w Odolanowie, zajmująca się geodezją, gospodarką gruntami i mieniem komunalnym.
Próbowaliśmy zasięgnąć informacji na temat sytuacji prawnej dworku w oddziale terenowym Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa w Poznaniu, ale nikt nie był tam w stanie podać żadnych szczegółów, jeśli nie zwrócimy się na piśmie i nie podamy szczegółowego numeru ewidencyjnego działki…
Przypomnijmy, że Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa to „spadkobierca” dawnych Agencji Własności Rolnych Skarbu Państwa i Agencji Nieruchomości Rolnych. Najpewniej wraz z kolejnymi restrukturyzacjami teczka z napisem „Tarchały Wielkie” trafiała coraz głębiej w przepastnych szafach z dokumentami. Za to w kaliskim oddziale Wojewódzkego Urzędu Ochrony Zabytków już po trzech godzinach dowiedzieliśmy się, że dworek nie jest wpisany do rejestru.
– Oczywiście wiemy, że taki obiekt istnieje, ale jest on wyłączony z kręgu naszego zainteresowania. Nie jest objęty ochroną, z jakiej korzystają obiekty figurujące w rejestrze zabytków. Nie mamy prawa do podejmowania żadnych działań. Gdyby właściciel zwrócił się o wpis do rejestru i uzyskał go, wiązałyby się z tym większe możliwości pozyskania pieniędzy, ale i większe obowiązki – podkreśla Katarzyna Mocek z kaliskiego oddziału WUOZ.
Z pewnością wniosek o wpis do rejestru miałby duże szanse powodzenia. Dwór w Tarchałach pochodzi z 1825 roku. Usytuowany jest w zachodniej części wsi. Stanowi bardzo cenny pod względem architektonicznym obiekt o cechach klasycznych, zbudowany na planie prostokąta. Od strony północnej znajduje się ganek frontowy wsparty na dwóch kwadratowych, murowanych filarach, nakryty dwuspadowym daszkiem z okapami. Niegdyś budynek był sercem dużego zespołu dworskiego. Potem służył do celów mieszkalnych pracownikom PGR. Kiedy go opuścili znalazł się w rękach Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa i zaczął systematycznie popadać w ruinę. Wątpliwe czy doczeka swojego 200-lecia, które przypada za sześć lat.
Dobrej woli nie widać
Przypadek tarchalskego dworku nie jest odosobniony. Wysraczy wspomnieć o pałacu w Mojej Woli, któremu nie pomaga nawet status zabytku. O tej sprawie pisaliśmy już wielokrotnie. Przypomnijmy tylko krótko, że pochodzący z połowy XIX wieku, unikalny na skalę europejską obiekt, do 1975 roku stanowił siedzibę Technikum Leśnego. Po jego zamknięciu stał się własnością gminy Sośnie, a w roku 2001 trafił w prywatne ręce. Obecnie jego właścicielami są dwie spółki, z których jedna jest w stanie upadłości. Nie interesują się one losem pałacu i nie reagują na wysyłane upomnienia.
Kilka miesięcy temu z formalnym wnioskiem o wywłaszczenie zwrócił się do starosty Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków. Starosta ostrowski Paweł Rajski podjął jednak decyzję o odstąpieniu od wywłaszczenia właściciela, argumentując to możliwoścą wykonania zastępczych prac konserwatorskich, które usunęłyby zagrożenie dla pałacu. Taki wariant odrzuca jednak WUOZ. Jego zdaniem przeprowadzanie właścicielowi remontu jest bezcelowe, bo za rok czy za dwa lata sytuacja wróci do stanu obecnego, skoro obiekt jest nieogrzewany, niezabezpieczony i nieogrodzony.
W ubiegłym roku do organów ścigania zgłoszono zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez właściciela w związku z zaniedbaniami. Policja sprawę zbadała i przekazała do sądu, a ten umorzył postępowanie…
– Nie mamy wiele obiektów zabytkowych w Ostrowie i okolicy, a pozwalamy na niszczenie tych niewielu. Budynek zarządu dawnej Fabryki Wagon po podpaleniu ma częściowo uszkodzony dach i też popada w ruinę. Niedługo będzie miał 100 lat i jest ściśle związany z rozwojem Ostrowa. To przecież Fabryka Wagon umożliwiła intensywny rozwój miasta w latach swojej świetności. Częściowo spalony dworek w Rososzycy można byłoby moim zdaniem jeszcze ratować i odbudować. Mam jeszcze zdjęcia zrobione przed wyburzeniem budynku dawnego ostrowskiego lazaretu. Próbowałem wtedy interweniować, ale bez skutku. Po wyburzeniu był tam długo pusty plac z chwastami, a dziś jest tam supermarket – wylicza kolejne przykłady braku troski o cenne obiekty Piotr Bartz.(leg)



