Pogrzeb prezydenta Gdańska stał się okazją do manifestacji separatyzmu wobec Najjaśniejszej Rzeczpospolitej. Przed Bazyliką Mariacką tłumy, ale trudno było dostrzec biało-czerwone proporce. Dominowały flagi z herbem miasta. Niektórzy żałobnicy pod obiektywy kamer chełpliwie wypychali transparenty z napisem „Free City of Gdansk”, co oczywiście stanowi tłumaczenie złowieszczego „Freie Stadt Danzig”.
Podczas mszy żałobnej w Bazylice Mariackiej Prezydent RP, został zesłany do piątego rzędu. Wszak w pierwszych ławach zasiedli tajni współpracownicy SB „Alek” i „Bolek”. W pierwszej ławie towarzyszył im polityk, który już dawno zaprzedał swoją duszę IV Rzeszy i w ogóle tego nie ukrywa. Polityk, którego działacze Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża od dawna oskarżają o współpracę ze Stasi. Przed Prezydentem RP posadzono także byłego prezydenta Niemiec Joachima Gaucka (duża wiedza o Stasi!), a także burmistrzów Bremy (Carstena Sielinga), Hamburga (Katharinę Fegebank) i Lipska (Burkharda Junga). Trudno o czytelniejszy afront wobec Majestatu Rzeczpospolitej.
Tendencje separatystyczne podsycane są w Gdańsku od dawna. Trudno przecenić w tym dziele rolę samorządowca zamordowanego 13 stycznia 2019 r. Szerokim echem odbiła się w Polsce (nieudana na szczęście) próba nie zaproszenia przez Pawła Adamowicza Wojska Polskiego na uroczystości, upamiętniające wybuch II wojny światowej na Westerplatte w 2018 r. Wspomnijmy także mniej znane fakty, np. nadanie tutaj w 2016 r. jednemu ze skrzyżowań nazwy „Rondo Graniczne Wolne Miasto Gdańsk – Rzeczpospolita Polska (1920 – 1939)” albo eksponowanie na budynku nieopodal Dworca Głównego napisu „Postamt”, chyba w kontrze do pamięci o tragedii obrońców Poczty Polskiej w Gdańsku. Innym przejawem szczególnej polityki historycznej był inspirowany przedwojennym stylem, biało-niebieski tramwaj, jeżdżący po mieście dla upamiętnienia Gűntera Grassa. Nie chcę wykreślać z historii literatury twórcy „Blaszanego bębenka”, ale ostentacyjnego fetowania żołnierza Waffen-SS, organizacji, uznanej przez Trybunał w Norymberdze za zbrodniczą, nie mogę zaakceptować.
Popatrzmy na gdański separatyzm także z nieco innej strony. W 2004 r. miasto sprzedało 74,99 proc. udziałów w Gdańskim Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej komunalnej spółce Stadtwerke Leipzig z Lipska za 183,85 mln zł. Od 2010 do 2017 r. spółka przyniosła Niemcom 365 mln złotych czystego zysku! Lipsk z tych złotówek finansuje baseny, bilety komunikacji miejskiej, ogród zoologiczny, Handball-Club Leipzig i Red Bull Arenę. Adamowicz był przewodniczącym rady nadzorczej GPEC-u od 2007 roku. A więc był pracownikiem miasta Lipsk! Z tego tytułu zarobił ponad 900 tys. złotych. Czy można się dziwić, że na pogrzebie gdańskiego(?) włodarza w zwartym szeregu stali i burmistrz Lipska, i Hamburga, i Bremy? Freie Stadt Danzig! Reaktivierung? Chryste Panie, dlaczego Gdynia albo Sopot nie kupiły tego GPEC-u? Przecież kasa zostałaby nad Bałtykiem! To było pytanie retoryczne. Znam odpowiedź, ale jej nie ujawnię, bo zostanę oskarżony o szerzenie mowy nienawiści!
W 1935 r. przeprowadzono w Wolnym Mieście Gdańsku wybory. Na NSDAP zagłosowało 139 423 mieszkańców miasta, tj. 59,31 proc. uprawnionych do głosowania. Gdańszczanie, którzy dzisiaj machają mi przed oczami szmatą z napisem „Free City of Gdansk” i od świtu do zmroku dotują budżet obywatelski Lipska, zawarli pakt z obłędem! A Rzeczpospolita patrzy i nie grzmi!
■ Maciej Remiszewski



