Bardzo duże zainteresowanie wywołało środowe otwarte spotkanie z doradcą energetycznym na temat rządowego programu „Czyste powietrze”. Sala Ostrowskiego Centrum Kultury wypełniła się po brzegi. Mieszkańcy wysłuchali prezentacji i mogli zadawać pytania dotyczące ich konkretnych przypadków.

– Walka o czyste powietrze jest jednym z priorytetów władz miasta. Od 2015 roku wprowadziliśmy dofinansowanie do wymiany źródeł ciepła. Do tej pory przeznaczono na to ponad 3,2 mln zł. Co roku pula na ten cel jest wyższa. Po dzisiejszej frekwencji widać, że tego typu inicjatywy są potrzebne i zasadne – powiedział otwierając spotkanie wiceprezydent Ostrowa Mikołaj Kostka, który wyliczył także inne działania ekologiczne podejmowane przez miasto.

reklama

Wiele telefonów z Ostrowa
Przedstawiciel Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej Ireneusz Ratajczak przedstawił się jako jeden z siedemdziesięciu doradców energetycznych w kraju z licencją unijną. Już na początku przyznał, że Polska ma słabe wyniki na tle Europy, jeśli chodzi o ochronę energii. Produkujemy ją za duże pieniądze, a spora jej część ucieka. Ma to zmienić rządowy program „Czyste powietrze”, który wystartował 19 września 2018 roku. Od tego czasu miał kilka modyfikacji i cały czas jest udoskonalany. Przyjmowanie wniosków było okresowo wstrzymane ze względu na zmiany w przepisach o podatku dochodowym od osób fizycznych.

– Mieliśmy w tym okresie wiele telefonów z Ostrowa, że rząd nie chce wypłacać pieniędzy. Tymczasem nikomu niczego nie zabrano, zmieniono tylko formę pomocy. To Unia Europejska naciska, aby nie dawać dotacji najlepiej zarabiającym – wyjaśnił doradca.
Od 21 stycznia nabór wniosków wznowiono. Termin ich składania wyznaczono do końca czerwca 2027 roku (na budynki stare). Dla nowych budynków (które nie zostały przekazane lub zgłoszone do użytkowania do dnia złożenia wniosku) czas jest tylko do 31 grudnia 2019 roku.

Smog robi z nas nałogowych palaczy
Prezentację samego programu rozpoczęto od omówienia zjawiska smogu. Osoby obecne na sali dowiedziały się, że około 60 tysięcy osób rocznie umiera w Polsce z powodu zanieczyszczenia powietrza. To 12 razy więcej niż liczba ofiar wypadków samochodowych. Dla kobiety w ciąży oddychanie w smogu oznacza to samo, co nałogowe palenie papierosów.

Program „Czyste powietrze” umożliwia otrzymanie dofinansowania na wymianę źródeł ciepła starej generacji opalanych paliwem stałym na kotły spełniające kryteria ekologiczne, kotły gazowe kondensacyjne, systemy ogrzewania elektrycznego, węzły cieplne i pompy ciepła. Możliwe jest także wsparcie na prace termomodernizacyjne (docieplenie ścian, stropów, posadzek, dachów, wymiana stolarki okiennej, drzwi zewnętrznych, bramy garażowej, wymiana wentylacji grawitacyjnej). W przypadku zakupu i montażu paneli słonecznych w grę wchodzi tylko pożyczka.

Bezzwrotna dotacja i preferencyjna pożyczka
Najważniejsze informacje dotyczyły kwot, od jakich możemy uzyskać wsparcie. Minimalna kwota poniesionych kosztów to 7000 zł, maksymalna natomiast to 53.000 zł. O tym, jakie konkretnie otrzymamy dofinansowanie, decydują nasze dochody. Najniżej zarabiający (do 600 zł netto na osobę) otrzymają dotację do 90 procent, a ci, którzy zarabiają powyżej 1600 zł na osobę – do 32 procent.

– Załóżmy, że ktoś chce wymienić kocioł oraz docieplić dom i na to potrzebuje 70.000 zł. My od 53.000 zł policzymy mu bezzwrotną dotację, biorąc pod uwagę dochód na członka rodziny. Jeśli przykładowo przysługuje mu 50 procent, to otrzyma od nas 26,5 tys. zł. Resztę, czyli 43,5 tys. zł pokryje albo z własnych środków albo zaciągnie u nas pożyczkę na preferencyjnych warunkach. Oprocentowanie obecnie wynosi 2,42 procent rocznie, a spłatę można rozłożyć na 15 lat i nie ponosi się żadnych innych dodatkowych kosztów – wyjaśniał Ireneusz Ratajczak.

Co istotne, nasz dochód obliczamy na podstawie PIT-u. Jeśli ktoś jeszcze go nie otrzymał za rok 2018, a już chce złożyć wniosek, może wziąć PIT za rok 2017. A jeśli mamy oba, można je porównać i wybrać korzystniejszy.

– Zawsze jednak trzeba to dokładnie rozważyć. Dla dotacji „lepszy” jest niższy dochód, ale do pożyczki na odwrót – wyższy. Warto więc najpierw wszystko sobie przeliczyć – wyjaśniał doradca.

Zainteresowanie przerosło kontrolerów
Od daty podpisania umowy są 24 miesiące na inwestycję, inaczej pieniądze trzeba zwrócić. Ale jeśli jest dużo do zrobienia, nie musimy wszystkiego realizować od razu. Można podzielić całość na etapy i składać osobne wnioski, przy czym dopiero kończąc jeden etap możemy rozpoczynać drugi.

Niektórych ucieszy fakt, że można sfinansować koszty poniesione nawet do 12 miesięcy wstecz. Tu jednak wniosek trzeba złożyć do końca czerwca br.
W porównaniu z pierwotną wersją programu „Czyste powietrze” zmieniły się zasady dotyczące kontroli. Początkowo zakładano dwie obowiązkowe kontrole w każdym budynku. Musiano się z tego zapisu wycofać, bo okazało się to nierealne.

– Od 19 września do 31 grudnia do WFOŚiGW wpłynęło 2200 wniosków. Kontrolami zajmuje się u nas siedem osób, więc zajęłoby to ponad 3,5 roku, podczas gdy rząd wyznaczył nam na to 90 dni. Teraz kontrole będą tylko losowe i obejmą 15 procent wniosków. Zawsze będą one uzgadniane z beneficjentem, żeby nas wpuścił. Jeśli odmówi, jego wniosek od razu będzie odrzucany. Okres trwałości projektu, to minimum 3 lata, więc w tym czasie znów odbywać się będą wyrywkowe kontrole – wyjaśniał Ireneusz Ratajczak.
Nieruchomościami, w których dokonano inwestycji, beneficjenci mogą handlować, ale w księdze wieczystej trzeba umieścić wpis o obciążeniu dofinansowaniem oraz zobowiązanie nowego właściciela do wypełnienia jego warunków.

Trzeba wyłożyć, bydostać zwrot
Jak złożyć wniosek do programu „Czyste powietrze”? Trzeba wejść na stronę internetową WFOŚiGW i otworzyć na serwerze swoje konto. Dopiero wtedy zobaczymy wzór wniosku, który trzeba elektronicznie wypełnić. Po wpisaniu dochodu automatycznie dowiemy się ile dostaniemy dotacji, a ile pożyczki. System poda nam również czy spełniamy normy przy termomodernizacji. Jeśli nie mamy podpisu elektronicznego, musimy wniosek wydrukować, podpisać i wysłać.

– Mamy 90 dni roboczych na rozpatrzenie wniosku i udzielenie odpowiedzi na piśmie. Jeśli są jakieś błędy, powiemy jak je poprawić, ale na to jest tylko 15 dni. Jeśli w tym czasie poprawiony wniosek trafi do nas, będzie nadal procedowany, jakby był złożony prawidłowo. W razie przekroczenia tych 15 dni wniosek odrzucamy, jednak następnego dnia można złożyć nowy i procedura zaczyna się od początku – wyjaśniał doradca.
Po zatwierdzeniu wniosku beneficjent otrzymuje promesę wraz z terminem podpisania umowy w siedzibie WFOŚiGW. Nie jest on sztywny, ale jeśli nam nie pasuje, musimy wyznaczyć inny.

W praktyce trzeba najpierw zapłacić wykonawcy, żeby dostać zwrot. Nie ma na razie pomysłu jak pomóc tym, którzy nie mają tylu pieniędzy, aby je wyłożyć.

Za kilka lat gaz może być tańszy od węgla
Na środowym spotkaniu sporo pytań dotyczyło gazu, który jako ekologiczne źródło ogrzewania jest póki co drogi i nie każdego na to stać.

– Piętnaście lat temu zamontowałem piec gazowy, bo mówiło się, że to tańsze i wygodne. Już dawno oddałem go na złom. Musiałem wrócić do węgla, bo nie byłem w stanie płacić ogromnych rachunków – powiedział jeden z mieszkańców.

Prelegent przyznał, że sam ogrzewa swój dom gazem od 20 lat i również płaci kilka razy więcej niż kiedyś. Radził jednak spojrzeć na problem szerzej, bo pieca nie kupuje się na dwa lata, lecz jest to inwestycja długoterminowa.

– Gaz jest drogi, bo Polska ma niekorzystną umowę z Rosją na jego dostawę. Obowiązuje ona jeszcze kilka lat. Rząd robi wszystko, aby się z niej wycofać, ale nawet jeśli to się nie uda, zapewne nie podpisze kolejnej. Mamy już umowy na skroplony gaz z USA, który kosztuje o wiele mniej. Zaawansowana jest budowa gazociągu, którym będziemy importować tani gaz z Norwegii. Tymczasem Unia Europejska coraz bardziej naciska na Polskę, aby skończyła dotowanie węgla. Prędzej czy później będziemy musieli się do tego zastosować, chyba że wyjdziemy z Unii. Statystyczny Polak dokłada do wydobycia węgla 1050 złotych rocznie. Politycy mówią, że węgla starczy nam na 200 lat, ale najnowsze badania mówią o zaledwie 40 latach. Na dodatek spora jego część wydobywana jest z poziomu poniżej 1200 m, gdzie jest to nieopłacalne. Reasumując: za 5-10 lat relacje cenowe między węglem a gazem mogą być zupełnie inne niż teraz. A w ślad za tym również i nasze rachunki – przekonywał Ireneusz Ratajczak.

■ Marek Weiss

reklama