Proponuję chwilę refleksji, do której skłania obchodzony 1 marca Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Dobrze, że taki dzień został ustanowiony. Dobrze, że już możemy o Nich pamiętać. Dobrze, że przywraca się Im godność, że z państwowych środków finansuje się akcje poszukiwania ich miejsc pochówku, że przeprowadza się ekshumacje takie, jak na Kwaterze „Łączka” na warszawskich Powązkach. Dzięki temu wiele szczątków zbeszczeszczonych, pohańbionych, przeznaczonych przez zbrodniczy reżim komunistyczny na wieczne zapomnienie, doczekało się imiennych, honorowych pogrzebów. Chociaż wciąż jeszcze nie wszyscy.

Przekażcie moim, że będę trzymał w ustach medalik, żeby jeśli kiedyś odnajdą moje ciało, można je było zidentyfikować – tak mniej więcej brzmiały (zacytowane przeze mnie z pamięci) słowa podpułkownika Łukasza Cieplińskiego, wypowiedziane do współwięźniów tuż przed egzekucją. Niewyobrażalne, jakiego trzeba było hartu ducha, wielkości charakteru, by iść na stracenie ze świadomością pohańbienia nawet po śmierci, ale z niezłomną wiarą, że ktoś kiedyś te szczątki odnajdzie, godność i pamięć przywróci, pochowa po katolicku. I ja właśnie o tej sile ducha chciałem…

reklama

Bo dużo się mówi o Żołnierzach Wyklętych, coraz więcej się wie o całości zjawiska i o poszczególnych postaciach. Powstają zwłaszcza, co cieszy, wśród ludzi młodych, coraz liczniejsze grupy rekonstrukcyjne, odtwarzane są wydarzenia z działalności poszczególnych oddziałów, coraz powszechniej znane są daty, liczby, uzbrojenie, bohaterskie czyny, akcje…Nie da się tylko zrekonstruować tego, co niemierzalne, a co budzić w nas powinno trudny do wyrażenia podziw, szacunek i cześć. (A może także, Kochana Młodzieży, chęć naśladowania?) Chodzi o siłę ducha niezłomną, czyli „nie do złamania” przez największe nawet siły zła. Siłę ducha wyrastającą z największych, najbardziej podstawowych wartości stanowiących o człowieczeństwie – z wiary i miłości ojczyzny. To dwa filary, które zawsze były racją stanu naszego państwa i narodu, i które także dziś, w tym coraz bardziej zlaicyzowanym świecie nadal są podstawą niezależnego bytu i rozwoju Polski.

Postać Łukasza Cieplińskiego też da się opowiedzieć faktami. Żołnierz 62. Pułku Piechoty, podczas wojny obronnej 39 roku uczestnik bitew nad Bzurą i w Puszczy Kampinoskiej, a za wyjątkową waleczność w bitwie pod Witkowcami odznaczony osobiście Orderem Virtuti Militari V klasy przez gen. Tadeusza Kutrzebę (generał podczas bitwy odpiął dla niego order od swojego munduru).Po kapitulacji, przez całą wojnę działał konspiracyjnie w Rzeszowskiem, jako szef Inspektoratu Rejonowego ZWZ. Jego oddziały zorganizowane w 39. Pułk Piechoty Strzelców Lwowskich AK 2 sierpnia 1944 brały udział w wyzwalaniu Rzeszowa. W połowie sierpnia, wobec nakazu radzieckiego komendanta wojskowego o złożeniu broni przez AK, zdecydował o zejściu w konspirację. W styczniu 1947 utworzył IV Zarząd Główny WiN. Przeniósł siedzibę Zrzeszenia z Krakowa do Zabrza, gdzie 28 listopada 1947 został aresztowany przez funkcjonariuszy UB. Przetrzymywany w warszawskim więzieniu mokotowskim, przez trzy lata poddawany brutalnemu śledztwu pod bezpośrednim nadzorem NKWD.

Tyle bohaterska sylwetka Łukasza Cieplińskiego w datach i faktach. Ale to, co najcenniejsze w tej postaci, prawdziwą, najwyższą wartość tego człowieka odnajdziemy w jego grypsach więziennych do żony i syna. Wczytajmy się uważnie w ich treść, żeby zrozumieć źródło siły duchowej tego człowieka, tego pokolenia Żołnierzy Wyklętych.

Oto jeden z ostatnich grypsów przed śmiercią pisany do syna:

Odbiorą mi tylko życie. A to nie najważniejsze. Cieszę się, że będę zamordowany jako katolik za wiarę świętą, jako Polak za Polskę niepodległą i szczęśliwą, jako człowiek za prawdę i sprawiedliwość. Wierzę dziś bardziej niż kiedykolwiek, że idea Chrystusowa zwycięży i Polska niepodległość odzyska, a pohańbiona godność ludzka zostanie przywrócona. To moja wiara i moje wielkie szczęście. Gdybyś odnalazł moją mogiłę, to na niej możesz te słowa napisać. Żegnaj mój ukochany. Całuję i do serca tulę. Błogosławię i Królowej Polski oddaję. Ojciec.

Łukasz Ciepliński i jego współpracownicy zostali straceni w piwnicach mokotowskiego więzienia strzałem w tył głowy 1 marca 1951 roku. To dlatego śp. prezydent prof. Lech Kaczyński tę właśnie datę wybrał na ustanowiony przez Sejm RP Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Wyklętych – przez komunistyczny, zbrodniczy reżim. NIEZŁOMNYCH – swoją postawą wobec Boga i Ojczyzny. Cześć Ich Pamięci.

Adam R.

reklama