Mariusz Kwiecień (pierwszy z lewej) podkreśla ogromną rolę swoich współpracowników z zarządu TP Ostrovia 1909

– Ostrovia ma szczęście do ludzi. To oni tworzą ten klub – mówi prezes Towarzystwa Piłkarskiego Ostrovia 1909 Mariusz Kwiecień. Nie kryje, że rok 2018 był ciężki dla klubu, choć poprzednia dekada obfitowała w piękne chwile, jak awans do II ligi czy gra na szczeblu centralnym w Pucharze Polski.

Jaki był poprzedni rok dla Ostrovii 1909? Z podsumowania wynika, że sukcesy pojawiły się tam, gdzie były najmniej niespodziewane?

reklama

– Ciężki był to rok z różnych względów. Sportowo największy sukces odniosły piłkarki, które awansowały do II ligi i są w czołówce tabeli. Gdyby udało się im wejść jeszcze wyżej, byłby to ogromny sukces. Jeśli chodzi o piłkę seniorską, jesteśmy zawiedzeni wynikami. Patrzymy jednak na nie przez pryzmat kontuzji, jakie dotknęły nasz zespół. Tak naprawdę w pełnym składzie rozegraliśmy jeden mecz na koniec rundy. Cel dla tego zespołu jest jeden. Mają się utrzymać w IV lidze, a dzięki temu wygrać także klasyfikację Projunior system, prowadzoną przez PZPN dla drużyn młodzieżowych.

A’propos młodzieżowych drużyn. Jakie cele zarząd stawia przed nimi?

– Chcemy je tak trenować, by jak najwięcej chłopaków wprowadzać do pierwszego zespołu. Nie chodzi o wyniki. Nie jesteśmy zainteresowani niewiadomo jakimi rezultatami drużyn młodzieżowych, bo to nie zawsze idzie w parze z tym, jakimi piłkarzami zostaną w przyszłości. Cieszymy się, że cztery zespoły są w Lidze Wielkopolskiej, bo tego dawno w Ostrovii 1909 nie było mimo ogromnych kosztów, które są ponoszone na ten cel.

Wspomniał pan na początku, że rok 2018 był ciężki. Dlaczego?

– Pod względem finansowym to był bardzo trudny rok. Myślę, że to był jeden z najcięższych okresów, jakie pamiętam w Ostrovii od czasu, gdy jestem w klubie. W kwestiach organizacyjnych idzie ku dobremu, bo wreszcie wykupione są tereny za Parowozownią i będziemy starali się wspólnie z miastem oraz wszystkimi, którzy kibicują temu przedsięwzięciu to wspierać, by młodzież miała wreszcie godne warunki do uprawiania piłki nożnej.

Podkreślał pan na podsumowaniu roku, że w Ostrovii panuje iście rodzinna atmosfera…

– Bo tak faktycznie jest. Mamy szczęście do ludzi, bo to ludzie generują i tworzą ten klub. Dzięki tym ludziom, rodzicom, trenerom, moim kolegom z zarządu klub funkcjonuje. Prezes jest tylko od tego, by to wszystko scalić. Spełnia się to, o czym mówiłem kiedyś – największym szczęściem Ostrovii jest to, że ma takich ludzi. Mam nadzieję, że to będzie trwało jak najdłużej, a ten rok – pod wieloma względami – będzie lepszy od poprzedniego.

Największą satysfakcję daje wam chyba fakt, że rocznik 2000, od którego zaczęło się szkolenie według nowych standardów w Ostrovii, już dorósł i wchodzi do pierwszego zespołu?

– Kiedy spotykamy się z przedstawicielami innych klubów, autentycznie nam zazdroszczą tej młodzieży. Nie zapominajmy jednak, że ten etap nie trwał rok czy dwa, ale siedem czy osiem, od kiedy my cały czas te grupy młodzieżowe prowadzimy. To ma też pomóc klubowi na przyszłość. Nawet gdyby sytuacja finansowa klubu była naprawdę zła, to my klubu nie rozwiążemy, bo mamy kim grać i to jest najważniejsze.

A można na piłkarzach zarabiać, transferując ich do klubów z wyższych lig?

– Można, aczkolwiek rynek jest na tyle specyficzny, że trzeba mieć dużą siłę przebicia. Kluby z Ostrowa nigdy jej nie miały. Związane jest to m.in. z tym, że w tym regionie nigdy nie było klubu w ekstraklasie. To generuje naprawdę duże możliwości. Cieszymy się jednak, że nasze dzieci mogą jeździć do różnych szkółek: Rakowa Częstochowa, GKS-u Bełchatów czy Miedzi Legnica. Te kluby chcą tych zawodników, co świadczy o tym, że nawet w takich warunkach, w jakich my trenujemy, da się wyszkolić fajnego chłopaka. Czy będzie z niego zawodowy piłkarz? Trudno powiedzieć, ale staramy się szkolić i wychowywać tak tych chłopaków, by oprócz tego, żeby byli dobrymi piłkarzami, wyrośli na porządnych ludzi. To będzie rzutowało na przyszłość, nawet jeśli nie będą grali w piłkę.

Wspomniał pan podczas podsumowania, że Ostrovia jest wyjątkowa, bo szkoli najmłodszych od lat, a ma także drużynę oldboyów. Przekrój wiekowy w klubie niesamowity…

– Ostrovia jest rzeczywiście niesamowita pod tym względem, bo mamy dzieci w wieku 6-7 lat, a może będziemy mieć też młodsze. Mamy też w klubie ludzi, którzy mają po 62-63 lata. Wśród tych osób jest naprawdę ogromna pasja do grania. Dzięki Romanowi Woźniakowi, który zajmuje się oldboyami, spotykamy się i jeździmy po całej Europie. To jest naprawdę fantastyczne. Większość osób nie miała szans na zagranie w takich meczach, w jakich my teraz gramy. To jest spełnienie pewnych marzeń i fantastyczną sprawą jest to, że mamy w klubie takich ludzi, jak Roman Woźniak.

Jest pan w zarządzie klubu pewnie tak plus minus dekadę. Były w tym czasie wzloty i upadki, ale ogólnie to chyba piękne 10 lat dla Ostrovii 1909?

– Myślę, że była to rzeczywiście piękna dekada, porównując to chociażby do tego, co się działo w latach 2000-2010, gdzie było naprawdę ciężko. Najstarszy staż w zarządzie ma bodaj Paweł Perz, który z nieżyjącym już prezesem Janem Królakiem zaczynali. Był wtedy jeszcze Dariusz Grodecki, a myśmy później dochodzili do klubu w 2009 roku. Ja mam naprawdę szczęście nie do bycia bardzo dobrym prezesem, bo takim chyba nigdy nie będę, ale do znajdowania ludzi, którzy oddają serce temu klubowi. Dotyczy to nie tylko pracowników klubu, trenerów, ale przede wszystkim członków zarządu. To dzięki ich ciężkiej pracy, ich pomysłom, ten klub funkcjonuje. Ja na dobrą sprawę jestem takim „kożuszkiem”, który ma to wszystko upiększać i mówić, jak to jest fantastyczne. Będę starał się to robić, bo naprawdę trzeba doceniać tych ludzi, którzy są w klubie.

Najpiękniejsze momenty w tej dekadzie? Losowanie 1/8 finału Pucharu Polski na Stadionie Narodowym z udziałem Ostrovii? Te niezapomniane mecze z Zagłębiem Lubin i Cracovią? Łezka w oku się kręci na samo wspomnienie tych chwil, które w Ostrowie dane nam było przeżywać raz na ćwierć wieku…

– Oczywiście, że to były piękne chwile, które będziemy wspominać po latach. Przypominam sobie sytuację po meczu z Cracovią, kiedy spotkaliśmy się z chłopakami po obiedzie, to powiedziałem im tylko jedno, że żałuję, że nie są w innych klubach, bo zrobiliby może dużo większą karierę niż w Ostrovii. Do dzisiaj też wypominamy „Kempesowi”, że mógł wtedy trafić z tej główki do bramki, a nie w poprzeczkę. To były fantastyczne chwile. Warto było zobaczyć ten stadion wypełniony kibicami. Mimo że stadion nie spełniał żadnych wymogów dotyczących gry na tym poziomie rozgrywek, zrobiliśmy wszystko, by mecz się odbył w Ostrowie i przyciągnął na trybuny 8 tysięcy widzów. Warto dla takich chwil działać i funkcjonować. Chyba to jest najfajniejsze w działaniu w sporcie. Czasy raz są lepsze, raz gorsze. Możemy mieć większe lub mniejsze pieniądze, ale te przyjaźnie zostaną. To wartość bardzo dodana działania w takich klubach jak Ostrovia. (m)

reklama