Być kobietą – z cyklu „MMS”

0

Lubię dostawać kwiaty. 8 marca dostałam kwiatek od kierowcy miejskiego autobusu. To było bardzo przyjemne. Lubię czuć się kobietą. Lubię być adorowana, traktowana z tą należną kobiecie atencją. W dzisiejszym świecie coraz rzadsze są ku temu okazje.

Coraz rzadziej zdarza się, że towarzyszący nam mężczyzna przepuści nas w drzwiach, otwierając je najpierw przed nami i potem zręcznie je przytrzymując; że poda nam w szatni płaszcz; że pierwszy wyskoczy z autobusu, by, wyciągając rękę, pomóc przy wysiadaniu… A przecież to są te krótkie, ulotne momenty, w których można tak przyjemnie poczuć się kobietą, obdarzyć naszego gentlemana miłym uśmiechem czy wdzięcznym, może nawet zalotnym, spojrzeniem. Mam wrażenie, że, niestety, większość dzisiejszych kobiet nie umie się zachować w takich momentach, nie umie wykorzystać ich dla okazania swojej kobiecości i, przy okazji, dla dowartościowania umiejącego się ładnie zachować mężczyzny.
Coraz mocniejsze dzisiaj feministyczne trendy wpływają na postawę wielu kobiet, która sprowadza się do udowodnienia (sobie?, mężczyznom?), że „jestem dzielna i samodzielna, potrafię wszystko zrobić tak samo dobrze, jak facet, a nawet lepiej. A tak w ogóle, to facet nie jest mi w życiu do niczego potrzebny”.

reklama

Te kobiety, które dochodzą do tego skrajnego wniosku, są z wyboru samotne, robiąc z kariery zawodowej jedyną treść swojego życia, albo z przekonaniem tkwią w roli samotnej matki. Inne, żyjąc w związku z mężczyzną, dokładają wszelkich starań, żeby udowodnić mu, jaki jest mały (wynieś śmieci!), gorszy ( zarabiam więcej od ciebie!), nijaki (Kazik to ma przynajmniej jakieś hobby, a ty co?) i nic nie wart ( nic nie potrafisz naprawić!). Stąd tak wielu dzisiaj mężczyzn zamkniętych, niepewnych siebie czy wręcz zniewieściałych. Taki stan rzeczy jest, w ogromnej mierze, wynikiem feministycznych poglądów i postaw wielu dzisiejszych kobiet.

Nie rozumiem uczestniczek „czarnych marszy”, różnych czarnych czwartków czy innych czarnych dni tygodnia. O co im chodzi? Nie chcą być matkami. Nie chcą być żonami. Czyli nie chcą być kobietami! Tylko jaki jest sens w negowaniu oczywistości? Czy nie lepiej przyjąć zdeterminowaną przez płeć rolę i postarać się przeżyć swoje życie, upatrując jego sens w byciu kobietą i odnajdując we własnej kobiecości możliwie dużo radości i satysfakcji.
A przecież kobietą można się poczuć naprawdę tylko przy mężczyźnie świadomym swojej wartości. We własnym interesie powinnyśmy to Jego poczucie wartości budować i pielęgnować. Właśnie uśmiechem, spojrzeniem, słowem aprobaty, pochwały, podziwu. I w niczym się to nie kłóci z dbałością o własny rozwój. Dzisiejszy świat daje nam, kobietom takie same, jak mężczyznom, możliwości kształcenia, doskonalenia różnych umiejętności, takie same wymagania w rozwiązywaniu problemów, w odnajdowaniu się w różnych sytuacjach. Zdobywajmy te umiejętności! I bądźmy w tym jak najlepsze! Cała sztuka, by zawsze czuć się i zachowywać jak kobieta. Nawet, jeśli świetnie jeździsz na nartach i doskonale potrafisz pozbierać się po najgroźniejszym upadku, to … daj sobie pomóc i z uśmiechem chwyć wyciągniętą do ciebie pomocną dłoń sympatycznego narciarza (tak właśnie poznałam swojego męża). Jestem bardzo dobrym kierowcą, z długim doświadczeniem, po szkole doskonalenia technik jazdy, ale odnajduję przyjemność w tym, że jestem wożona przez męża do kina czy na wakacje. Lubię rytuał wsiadania i wysiadania z samochodu, kiedy szarmancko otwiera przede mną drzwi i podaje rękę , by pomóc. Czuję się wtedy kobietą.

Jestem kobietą. Spełnioną we wszystkich rolach kobiety. Urodziłam i wychowałam troje dzieci. Zawsze byłam, i jestem czynna zawodowo, udzielałam się, i udzielam społecznie, uprawiałam sport na poziomie ogólnopolskim. Zawsze wspierałam męża we wszystkich jego decyzjach i poczynaniach. Lubię być przy nim kobietą. Lubię, kiedy podsuwa mi krzesło, gdy siadam do stołu; lubię, że wstaje, kiedy ja się podnoszę; lubię, że całuje moją dłoń zanim rozpoczniemy taniec.

Drogie feministki, to naprawdę fajnie być kobietą.
Jolanta

reklama