W czwartek ukonstytuował się nowy zarząd KPR Ostrovia. Funkcję prezesa objął Paweł Staszak, wiceprezesem został Filip Orleański, a członkiem zarządu Weronika Śliwińska. – Funkcje i zadania zostały podzielone. Jesteśmy otwarci na współpracę. Mamy także deklarację pomocy ze strony dotychczasowych członków zarządu – potwierdza Paweł Staszak.
Znamy już podział stanowisk w zarządzie KPR Ostrovia. Czym poszczególni członkowie tego gremium zajmą się w praktyce?
– Filip Orleański będzie najbliżej działań stricte sportowych. Jego rolą będzie jak najlepsza koordynacja drużyny seniorów z juniorami. Sprawami organizacyjnymi związanymi z meczami zajmie się Weronika Śliwińska, która już w ostatnich dwóch latach pomagała w tych sprawach. Ja z kolei będę odpowiedzialny za negocjacje kontraktowe z zawodnikami i ustalanie warunków płacowych z trenerami. Oczywiście w wielu kwestiach będziemy współpracować i nasze działania będą się przeplatały. Moim celem jest stały kontakt z zawodnikami, a nie tylko, żeby raz w miesiącu się z nimi spotkać i wypłacić im stypendium. Uważam, że ta współpraca na linii zespół – zarząd musi być jak najlepsza.
Sezon 2018/2019 powoli się kończy i pewnie trzeba już myśleć co dalej. Jakieś plany, koncepcję funkcjonowania klubu i drużyny w I lidze już pan ma?
– Na dniach spotkamy się z zawodnikami i trenerami dostępnymi na rynku sportowym, by porozmawiać o przyszłości. Musimy wysondować, kto jest zainteresowany prowadzeniem zespołu seniorskiego, jakie są oczekiwania tej osoby. Co istotne, czy posiadają licencję A, która jest konieczna do prowadzenia zespołu w I lidze. Z tego, co wiem, na dzień dzisiejszy z ostrowskich trenerów takiej licencji w ręce nikt jeszcze nie ma. Wiem także, że jeden z trenerów może taką licencję uzyskać, bo jest już po stosownych kursach. Póki co, jej nie ma i chcemy też rozmawiać o tym, bo taki jest wymóg od kilku lat w I lidze.
Rozumiem, że rozważa pan powrót do trenera ostrowskiego, pracującego z drużyną seniorów?
– Rozważamy różne koncepcje. Jedna na pewno to zakłada. Chodzi nam przede wszystkim o ścisłą współpracę trenera drużyny seniorów z trenerem grupy juniorskiej. Musi być płynne włączanie juniorów do zespołu seniorskiego. To jest jeden klub i wszystkim nam zależy, aby nasza młodzież systematycznie zasilała pierwszoligową drużynę.
Co z trenerem Kotlińskim? Zapadły już decyzje, że rozstajecie się z nim po sezonie?
– Absolutnie takie decyzje nie zapadły. Chcemy jeszcze przed Świętami Wielkanocnymi spotkać się zarówno z trenerem Kotlińskim, jak i innymi osobami, o których mówi się, że mogłyby objąć stanowisko trenera drużyny seniorów. Nikogo nie przekreślamy. Chcemy wysłuchać koncepcji jednej, drugiej czy trzeciej osoby i wybrać najlepszą ofertę dla klubu. Nie ma co ukrywać, w tym sezonie, szczególnie pod koniec, pewne zawirowania treningowe miały miejsce. To jest bardzo niepokojąca sprawa. Choć nie miałem jeszcze wtedy żadnej funkcji w klubie, to z racji tego, że w drużynie jest wielu moich wychowanków, odbierałem właśnie takie sygnały. Trener nie zawsze pojawiał się na zajęciach, szukał zastępstwa. Takich sytuacji być nie może. Tak będziemy dobierać sztab szkoleniowy, by treningi odbywały się systematycznie, a nasi zawodnicy pokazywali się w meczach z jak najlepszej strony.
Kadra zawodnicza ma zostać w dużej mierze taka, jaka była w obecnym sezonie?
– Moim zdaniem, a mogę także powiedzieć, że koncepcją nowego zarządu jest to, by w drużynie grały osoby, które wywodzą się z Ostrowa i zaczynały tutaj grę. Wielu chłopaków z różnych względów odeszło z KPR Ostrovia, jak chociażby mój wychowanek Mikołaj Przybylski, który obecnie gra w Grunwaldzie Poznań. Chcemy zapewnić, aby nasi chłopcy, na których miasto przez tyle lat wykłada pieniądze na szkolenie dzieci i młodzieży, mieli możliwość grania w naszym klubie na godnych warunkach płacowych i treningowych. By nie musieli szukać możliwości gry po świecie. To będzie głównym celem nowego zarządu.
Słyszy się, że niektórzy wychowankowie KPR Ostrovia, jak Michał Bałwas czy Michał Czerwiński, mogą nie znaleźć miejsca w MKS-ie Kalisz w PGNiG Superlidze. Rozważyłby pan ich powrót do macierzystego klubu?
– Na pewno chcielibyśmy powrotu swoich wychowanków. Zobaczymy, co konkretnie wydarzy się w MKS-ie Kalisz. Pewnie każdy trener życzyłby sobie dwóch równorzędnych zawodników na wszystkich pozycjach. Na pewno rozmowy z naszymi wychowankami będą podejmowane. Musimy jednak realnie podchodzić do sprawy. Trzeba obracać się w ramach budżetu, który sobie oszacowaliśmy. Wszystko należy dokładnie na spokojnie policzyć. Na co nas stać jako zarząd i jakie oczekiwania zawodników możemy spełnić.
Funkcja prezesa to dla pana największe dotychczasowe wyzwanie w pracy w ostrowskiej piłce ręcznej? Ponad 20 lat różnych funkcji, ale taka odpowiedzialność w klubie, który ma budżet liczony w setkach tysięcy złotych, to zupełnie coś innego niż prowadzenie – z całym szacunkiem – UKS-u…
– Dokładnie. Pewne doświadczenie w prowadzeniu klubu, mimo że jest to Uczniowski Klub Sportowy, to mam. Budżet opiera się na podobnych źródłach. Są dotacje, darowizny. W KPR Ostrovia dochodzi oczywiście drużyna seniorska ze stypendiami sportowymi i wynagrodzeniami dla trenerów. Na pewno będzie dla mnie to duże wyzwanie. Nie przypadkiem w zarządzie pojawił się także Filip Orleański, moim zdaniem doskonały trener, pedagog i wychowawca. Na pewno ta osoba siłę spokoju wprowadzi w działania klubu. Razem we współpracy z Weroniką Śliwińską będziemy starali się jak najlepiej prowadzić klub. Za półtora roku powstanie w Ostrowie hala widowiskowo-sportowa i na pewno moim cichym marzeniem jako ostrowianina, człowieka związanego z piłką ręczną jest to, by kiedyś w naszym mieście pojawiła się ta najwyższa klasa rozgrywkowa. Trzeba sobie jednak zdawać sprawę, że do tego potrzebne są ogromne środki finansowe i konieczność spełnienia wielu innych czynników.
Żaden z członków poprzedniego zarządu nie kandydował do nowego gremium. Możecie liczyć na ich pomoc?
– Rozmawiałem prawie ze wszystkimi dotychczasowymi członkami zarządu. Zapewniali nas o swojej pomocy czy to w formie wsparcia finansowego klubu, czy też służenia radami i doświadczeniem. Nie odżegnują się od klubu. Większość od młodych lat jest w piłce ręcznej i chcą być w niej nadal. Nie jesteśmy zarządem zamkniętym na pomoc. Wręcz przeciwnie, jesteśmy otwarci i każda pomoc będzie mile widziana.
Rozmawiał
Maciej Kmiecik






