Znakomity początek sezonu ostrowskich szczypiornistów, którzy wygrali na wyjeździe ze Stalą Gorzów 28:27, prowadząc do przerwy 18:13. Wygrana KPR Ostrovii mogła być bardziej okazała, ale w końcówce meczu biało-czerwone pasiaki nie rzuciły bramki w ostatnich 7 minutach i doszło do horroru na własne życzenie.
Ostrovia w Gorzowie zagrała osłabiona bez kontuzjowanych Szymona Wojciechowskiego i Michała Bałwasa. Po wyrównanym początku, goście odskoczyli faworytowi spotkania. Ze stanu 8:7 dla Ostrovii w 12 minucie w 20 zrobiło się 14:7. – Graliśmy naprawdę dobrze, a gospodarze popełniali błędy – wyjaśniał Maciej Nowakowski, trener KPR Ostrovia, który wspólnie z Rafałem Stempniakiem prowadzi ostrowski zespół
Tuż po przerwie Ostrovia wygrywała 19:13. Stal rzuciła się do odrabiania strat. Ostrovia nawet w podwójnej przewadze traciła bezpieczną zaliczkę. Stal w 44 minucie doszła na jedną bramkę. Było tylko 22:21. Później jednak ostrowianie opanowali sytuację. W 53 minucie prowadzili 28:23 i… stanęli.
–Patryk Marciniak nie rzucił ważnego rzutu karnego. Na własne życzenie zgotowaliśmy sobie horror. Przed meczem zwycięstwo jedną bramką wzięlibyśmy w ciemno. Cieszymy się z wygranej i trzech punktów, które wieziemy do Ostrowa z ciężkiego terenu. Nerwy w końcówce były jednak niepotrzebne – podsumował Maciej Nowakowski. Osłabiona KPR Ostrovia wygrała w Gorzowie ze Stalą 28:27. Najwięcej bramek, bo aż 11 rzucił Patryk Marciniak.
Stal Gorzów – KPR Ostrovia Ostrów Wielkopolski 27:28 (13:18)
KPR Ostrovia – Foluszny, Foterek – Przybylski 4, Salamon, Biegański 7, Marciniak 11, Wołowicz, Wojciechowski M, Staniek, Krzywda 2, Wojkowski 3, Brychcy 1
Najwięcej dla Stali: Pietrzkiewicz 6, Kryszeń 4, Stupiński 4






