Do przerwy był remis, ale w drugiej połowie ostrowianie zagrali poniżej swoich możliwości. W efekcie Rebud KPR Ostrovia przegrała na wyjeździe z Energa Bank PBS MMTS-em Kwidzyn 26:31. Było to zdecydowanie najsłabsze spotkanie ekipy Kima Rasmussena w obecnych rozgrywkach Orlen Superligi. O porażce biało – czerwonych zdecydowała bardzo duża liczba strat i świetna postawa bramkarza rywali.
Podopieczni Kima Rasmussena jechali na konfrontację z MMTS-em po dwóch wygranych z rzędu we własnej hali. Najpierw Rebud KPR Ostrovia w świetnym stylu ograła Corotop Gwardię Opole, a później rozprawiła się także z Piotrkowianinem Piotrków Trybunalski. Nic więc dziwnego, że biało – czerwonym zależało na podtrzymaniu zwycięskiej passy i umocnieniu swojej pozycji w ściślej czołówce Orlen Superligi. Przy okazji celem była także pierwsza wygrana za trzy punkty na wyjeździe z MMTS-em. Nigdy wcześniej ta sztuka ostrowianom się nie udała. Zespół miał zatem dodatkową motywację, by zakończyć niekorzystną serię.
Trzeba jednak przyznać, że goście z Ostrowa Wielkopolskiego nie najlepiej weszli w mecz. Miejscowi prowadzili 2:0, a mogło być jeszcze gorzej, gdyby nie świetna postawa Kacpra Ligarzewskiego, który wybronił rzut karny i sytuację sam na sam.
Na szczęście z czasem Ostrovia zaczęła grać zdecydowanie lepiej, co szybko przełożyło się na wynik. W okolicach 14. minuty sobotniej rywalizacji gościom udało się nawet objąć prowadzenie. MMTS szybko jednak odpowiedział. Trzy gole z rzędu sprawiły, że to gospodarze prowadzili 8:6. Goście jednak znowu odrobili wszystkie straty.
W kolejnych minutach ten scenariusz się powtarzał. Obie ekipy grały falami. Miejscowi uciekali, a goście gonili. W efekcie pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 12:12, co zwiastowało ogromne emocje w drugich 30 minutach.
Początek drugiej połowy to fragment znacznie lepszy gry Rebud KPR Ostrovii. Zawodnicy trenera Rasmussena zbudowali dwubramkową zaliczkę i wydawało się, że będą w stanie pójść za ciosem. Radość kibiców ostrowskiego klubu nie trwała jednak zbyt długo, bo po 38 minutach rywalizacji gospodarze znowu byli lepsi. Kiedy na 19 minut przed końcem na ławce kar wylądował Ivan Burzak, to rywale odskoczyli na trzy gole.
Chwilę później gospodarze mieli cztery trafienia na plusie. Sytuacja Rebud KPR Ostrovii stawała się coraz trudniejsza. Odrabiania strat nie ułatwiała świetna postawa bramkarza MMTS-u. Łukasz Zakreta regularnie zatrzymywał biało – czerwonych. Kiedy wybronił rzut karny Kamila Adamskiego, to stało się jasne, że o odczarowanie hali w Kwidzynie znowu nie będzie łatwo.
Później miejscowi kontrolowali wydarzenia na boisku i nie dali sobie zrobić krzywdy. MMTS wygrał 31:26. Trzeba przyznać, że sukces gospodarzy był w pełni zasłużony, bo w drugiej połowie podopieczni trenera Bartłomieja Jaszki przez bardzo długi czas prowadzili różnicą trzech, czterech bramek.
– Mecz przebiegał “po kwidzyńsku”. Nie brakowało trudnej walki na parkiecie. W pierwszej połowie była wymiana cios za cios i tego się spodziewaliśmy. Od 45 minuty rozsypała nam się niestety obrona. Nie pomagaliśmy sobie i przegrywaliśmy sytuacje jeden na jeden. Straciliśmy 31 goli, ale nie po szybkich atakach rywali. To zdecydowanie za dużo, jeśli drużyna myśli o zwycięstwie na wyjeździe. Do tego doszły przestoje w zdobywaniu bramek i dużo własnych błędów. Nie wykorzystaliśmy też momentów, kiedy można było odskoczyć gospodarzom. Dostawaliśmy również dwuminutowe kary, które były spowodowane kiepską obroną w naszym wykonaniu. To wszystko było kluczowe dla końcowego rezultatu. Kolejny raz nie udało nam się tutaj wygrać. Widać, że to dla nas bardzo wymagający teren. Nie można się jednak załamywać. Trzeba wyciągnąć wnioski. Musimy poprawić się w następnym spotkaniu – powiedział po sobotnim pojedynku zawodnik Rebud KPR Ostrovii Marek Szpera.
Po przegranej z MMTS-em ostrowianie mają w swoim dorobku nadal siedem punktów. W efekcie zespół Kima Rasmussena zajmuje obecnie szóste miejsce w tabeli Orlen Superligi. Rywale mają jedno “oczko” więcej i dzięki temu przesunęli się na piątą lokatę.
Liderami rozgrywek pozostają zespoły z Płocka i Kielc, które zgromadziły na swoim koncie komplet czterech wygranych. Ostrovię wyprzedza jeszcze także PGE Wybrzeże Gdańsk i Handball Stal Mielec.
Energa Bank PBS MMTS Kwidzyn – Rebud KPR Ostrovia Ostrów Wielkopolski 31:26 (12:12)
Energa Bank PBS MMTS: Zakreta, Chruściel – Stempin, Łazarczyk 3, Bekisz 5, Milicević 7, Pilitowski M., Papaj 2, Pilitowski K. 2, Malczak 6, Landzwojczak 2, Skierka, Kostro, Czarnecki 4.
Rebud KPR Ostrovia: Krekora, Ligarzewski, Zimny – Adamski 6, Urbaniak 2, Kamyszek 3, Klopsteg 3, Frankowski, Gavashelishvili 3, Marciniak, Wojciechowski 2, Smolikau 5, Burzak 2, Chojnacki, Gajek.



