Do przerwy Tasomix Rosiek Stal toczyła wyrównaną walkę z Dzikami Warszawa, ale na początku trzeciej kwarty gra ostrowian kompletnie się załamała. Drużyna nie była w stanie przez kilka minut trafić do kosza, co od razu wykorzystali rywale, którzy zbudowali bezpieczną przewagę, a później kontrolowali wydarzenia na parkiecie. W efekcie podopieczni Andrzeja Urbana przegrali 61:80. Był to ich ostatni pojedynek w 2025 roku.
Ostatnie tygodnie były naprawdę udane dla Tasomix Rosiek Stali. Ostrowianie przed meczem w Warszawie mieli na koncie pięć wygranych w sześciu meczach. Drużyna Andrzeja Urbana zdołała pokonać Tauron GTK Gliwice, Śląsk Wrocław, Anwil Włocławek, Miasto Szkła Krosno i Energa Czarnych Słupsk. Jedynym zespołem, który zatrzymał “Stalówkę”, był Zastal Zielona Góra.
Świetne wyniki przełożyły się również na sytuację w tabeli. Do konfrontacji z Dzikami zespół przystępował z dorobkiem 18 punktów i na 11. miejscu w tabeli Orlen Basket Ligi. Rywal miał na koncie jedno “oczko” więcej i był siódmy.
Za drużyną do stolicy pojechała liczna grupa ostrowskich kibiców, którzy po pierwszych minutach mieli powody do radości. Stal dobrze weszła w mecz i na około cztery minuty przed końcem pierwszej kwarty po drugiej celnej trójce Michała Pluty prowadziła 14:8. Trener Dzików Marco Legovich był wyraźnie rozczarowany postawą swoich podopiecznych i dlatego poprosił o czas. Gospodarze szybko wyciągnęli wnioski i odrobili wszystkie straty. Po pierwszej kwarcie miejscowi prowadzili 19:18.
Druga odsłona rywalizacji również była bardzo wyrównana. Żadna z drużyn nie była w stanie odskoczyć rywalowi. Mecz toczył się w szybkim tempie, ale obie ekipy miały duże problemy ze skutecznością z gry. W przypadku Dzików wynosiła ona zaledwie 31 proc., a ostrowian 46 proc. Goście mieli jednak na koncie aż 11 strat. Ostatecznie po pierwszej połowie było 37:34 dla ekipy ze stolicy, co zwiastowało duże emocje po przerwie.
Niestety, ostrowianie fatalnie zaczęli drugą połowę. Dziki zanotowały serię 6:0 i ich przewaga urosła do dziewięciu punktów. Trener Andrzej Urban zareagował błyskawicznie i poprosił o czas, ale jego gracze popełniali kolejne błędy, które napędzały rywali. Po trafieniu za trzy Landriusa Hortona było już 48:34 dla miejscowych. “Stalówka” nie była w stanie trafić do kosza przez ponad cztery minuty. Niemoc gości przełamał dopiero Mareks Majeris.
Wynik po trzeciej kwarcie na 62:45 rzutem za trzy ustalił Rivaldo Soares. Dziki zaliczyły w tej części spotkania aż pięć trójek, a warto powiedzieć, że do przerwy mieli na koncie zaledwie jedno trafienie z dystansu. Z kolei ostrowianie w ataku nie istnieli. Ich gra ograniczała się do indywidualnych popisów. Zespół miał na koncie zaledwie osiem asyst przy 18 rywali.
Ostatnie dziesięć minut rozpoczęło się katastrofalnie, bo Stal w ciągu niespełna minuty zanotowała aż cztery faule, co oznaczało, że każdy kolejny skutkował rzutami wolnymi dla Dzików. Później gospodarze przez cały czas kontrolowali wydarzenia na parkiecie. Ich przewaga nie była zagrożona. Po trafieniu z kontry Hortona na niecałe cztery minuty przed końcem na tablicy widniał wynik 75:52.
Ostatecznie podopieczni Marco Legovicha wygrali 80:61, notując ósme zwycięstwo w rozgrywkach. Dla Tasomix Rosiek Stali była to natomiast siódma porażka w obecnym sezonie Orlen Basket Ligi. Drużyna trenera Andrzeja Urbana ma na swoim koncie 19 punktów . Kolejny pojedynek zespół rozegra 1 stycznia, kiedy w 3mk Arenie zmierzy się z Energa Treflem Sopot.
Dziki Warszawa – Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski 80:61 (19:18, 18:16, 25:11, 18:16)
Dziki: Vander Plas 21, Soares 15, Horton 12, Caruthers 9, Chavez 8, Frąckiewicz 4, Oguama 3, Kamiński 3, Grochowski 3, Kempa 2, Aleksandrowicz 0, Sosna 0.
Tasomix Rosiek Stal: Pluta 20, Gibson 13, Jackson 10, Sakota 7, Mejeris 4, Brzović 4, Rutecki 2, Czoska 1, Laster 0, Smektała 0, Waniak 0.






