Do przerwy było 16:13 dla Rebud KPR Ostrovii, ale później Energa Bank PBS MMTS Kwidzyn odrobił straty i mecz stał się bardzo zacięty. Ostatecznie o jego losach rozstrzygnęła końcówka, w której więcej zimnej krwi zachowali na szczęście podopieczni Kima Rasmussena. W efekcie biało – czerwoni wygrali 30:28.

Niedzielne starcie w 3mk Arenie zapowiadało się bardzo ciekawie. Rebud KPR Ostrovia była faworytem, bo przemawiał za nią potencjał kadrowy, sytuacja w tabeli, a także atut własnego parkietu. Ekipa z Kwidzyna to jednak niewygodny rywal, o czym ostrowianie przekonali się w pierwszej konfrontacji. Wtedy MMTS wygrał 31:26. Nic więc dziwnego, że zarówno trener Kim Rasmussen jak i jego gracze liczyli na rewanż i udane rozpoczęcie drugiej części rozgrywek Orlen Superligi.

Do przerwy wszystko układało się po myśli ostrowian. W 27. minucie rywalizacji gospodarze prowadzili nawet 15:11 i wydawało się, że od tego momentu będą kontrolować wydarzenia na boisku. Ostatecznie do przerwy Rebud KPR Ostrovia miała jednak zaliczkę trzech trafień.

Początek drugiej połowy to nerwowa gra miejscowych. Drużyna popełniała coraz więcej błędów. W pewnym momencie dopadła ją totalna niemoc, bo nie była w stanie zdobyć gola przez około 10 minut! Z kolei goście łapali wiatr w żagle i coraz bardziej wierzyli w sprawienie niespodzianki.

Na szczęście ostrowianie opanowali sytuację. Duża w tym zasługa Artura Klopstega. To właśnie on w trudnych momentach podał tlen drużynie. Dzięki jego dwóm trafieniom było 25:23. MMTS jednak odrobił straty i doszło do nerwowej końcówki.

Przy stanie 26:26 bohaterem Ostrovii został Kamil Adamski, którego występ w niedzielnym meczu początkowo stał pod znakiem zapytania. To właśnie on rzucił dwa kolejne gole. Tym razem gości nie było już stać na kolejny powrót. W efekcie kibice mogli świętować pierwszą wygraną w drugiej części rozgrywek Orlen Superligi.

Rebud KPR Ostrovia – Energa Bank BPS MMTS Kwidzyn 30:28 (16:13)



reklama