Reprezentacja Polski w piłce ręcznej była faworytem niedzielnego spotkania z Łotwą i nie zawiodła. Biało-Czerwoni pokonali w Ostrowie Wielkopolskim swojego rywala 33:25, choć warto podkreślić, że do przerwy mecz nie układał się po ich myśli. Druga połowa była już na szczęście znacznie lepsza.

W pierwszym spotkaniu na Łotwie podopieczni Joty Gonzaleza zbudowali sobie naprawdę solidną zaliczkę, bo wygrali różnicą dziewięciu goli. Nic więc dziwnego, że na własnym terenie uchodzili za niemal murowanego faworyta. Chyba nikt nie zakładał problemów.

Szybko się jednak okazało, że w sporcie możliwe jest wszystko. W pierwszej połowie Polacy grali zdecydowanie poniżej swoich możliwości. Wprawdzie do straty zaliczki z pierwszego meczu było daleko, ale wynik 18:15 dla Łotyszy był i tak ogromnym zaskoczeniem.

Na szczęście rozmowa w szatni podziałała. Biało-Czerwoni rzucili się do odrabiania strat. Rozpoczęli od serii 6:0 i zaczęli przejmować kontrole nad spotkaniem. Bardzo pomagała w tym skuteczna postawa bramkarza Mateusza Zembrzyckiego, który popisał się wieloma świetnymi interwencjami.

Łotysze przełamali się dopiero w 40. minucie i wtedy rzucili swojego pierwszego po przerwie gola. Nic więc dziwnego, że przewaga Polaków rosła w bardzo szybkim tempie. Ostatecznie skończyło się wynikiem 33:25. W efekcie nasza kadra awansowała do kolejnej rundy kwalifikacji do mistrzostw świata 2027. Teraz czeka ją konfrontacja z Austrią. Jeśli ma ona zakończyć się sukcesem, to na pewno będzie do tego potrzebna znacznie lepsza gra niż w niedzielę w 3mk Arenie.

Warto też podkreślić, że spotkanie w ostrowskiej hali było prawdziwym świętem piłki ręcznej. Kibice nie zawiedli i stworzyli naprawdę znakomitą atmosferę. Z całą pewnością ich głośny doping pomógł drużynie w odniesieniu ważnego zwycięstwa.

Polska – Łotwa 33:25 (15:18)

Polska: Wałach, Zembrzycki – Tomczak 6, Czapliński 6, Syprzak 5, Jędraszczyk 3, Szyszko 3, Widomski 3, Przytuła 2,Olejniczak 2, Michałowicz 2, Jarosiewicz 1, Pietrasik, Kaczor, Mielczarski, Jankowski 0.

reklama
reklama