Rebud KPR Ostrovia ma problemy kadrowe. To między innymi z tego powodu do klubu powrócił Krzysztof Łyżwa. Wychowanek nie ukrywa, że jest bardzo zadowolony z podpisania umowy. Zdradza także jej szczegóły.
Przypomnijmy, że trener Kim Rasmussen przez wiele miesięcy nie będzie mógł korzystać ze swoich trzech podstawowych zawodników. Poważne urazy leczą bowiem Ksawery Gajek, Miriani Gavashelishvili, a także lider ostrowskiej ofensywy Kamil Adamski. Nic dziwnego, że z tego powodu klub zdecydował się na ruchy kadrowe.
Rebud KPR Ostrovia podpisała kontrakt z Ukraińcem Oleksandrem Tilte. Poza tym okres przygotowawczy z drużyną rozpoczął Krzysztof Łyżwa. Szybko okazało się także, że działacze zdecydowali się na podpisanie kontraktu ze swoim wychowankiem.
–Na pewno bardzo chciałem wrócić i zakończyć tutaj swoją przygodę z piłką ręczną. Nie wiem, kiedy się to stanie, ale cieszę się, że tu jestem – powiedział nam 36-letni zawodnik, dla którego to powrót do macierzystego klubu po zaledwie rocznej przerwie.
–Byłem w kontakcie z dyrektorem sportowym. Po sezonie w Puławach nie miałem klubu. Później pojawiła się jedna propozycja z Ligi Centralnej, ale nie chciałem nigdzie wyjeżdżać. Rozmawiałem zatem z Kimem Rasmussenem, czy mógłbym zacząć z chłopakami okres przygotowawczy. Trener i zarząd się zgodzili. Z czasem okazało się, że są kontuzje i brakuje ludzi, więc padło pytanie, czy mógłbym pomóc. Bez wahania się zgodziłem – dodał Łyżwa.
Łyżwa zdradził także, jak długo będzie obowiązywać jego umowa z ostrowskim klubem. –Doszliśmy do porozumienia, że będę trenować z zespołem do końca grudnia. Jeżeli będzie taka potrzeba, to będę pomagać również podczas meczów. Na dziś jestem zatem do końca roku. Jeśli trener i zarząd wyrażą chęć, bym był obecny do końca sezonu, to przedłużymy umowę – podsumował.



