Fot. X/Volodymyr Zelenskyy

Udział prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego w ponownym pochówku Jewhena Konowalca można przedstawiać w Kijowie jako element odbudowy własnej pamięci historycznej. Z punktu widzenia polskiej polityki historycznej jest to jednak gest co najmniej głęboko problematyczny. Konowalec był twórcą ruchu, który uczynił z przemocy i terroru politycznego narzędzie walki, a jego następcy doprowadzili tę ideologię do zbrodniczej skrajności.

Konowalec nie ponosi bezpośredniej odpowiedzialności za ludobójstwo Polaków na Wołyniu, ponieważ zginął w 1938 roku. Był jednak twórcą i liderem środowiska, które uczyniło z przemocy i terroru politycznego narzędzie walki o cele narodowe.

reklama

Pod jego przywództwem działały UWO i OUN, organizacje prowadzące akcje wymierzone w II Rzeczpospolitą. Z polskiego punktu widzenia nie sposób więc przedstawiać Konowalca wyłącznie jako bohatera walki o niepodległą Ukrainę, pomijając antypolski wymiar jego działalności.

Szczególnie kontrowersyjny jest fakt, że uroczystości nadano rangę państwową, a sam Zełenski mówił o Konowalcu jako o człowieku, który „powrócił do Ukrainy, o którą walczył”. Tak jednoznacznie pozytywna narracja pomija istotną część jego biografii.

Polska musi oczekiwać od Ukrainy większej wrażliwości historycznej. Strategiczne partnerstwo obu państw nie powinno oznaczać milczenia wobec gloryfikacji postaci związanych z ruchem, który prowadził terror przeciwko Polsce i stworzył ideowe oraz organizacyjne podstawy późniejszego radykalizmu OUN.

źródło: dorzeczy.pl

reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj