Kotwica Kórnik grała w końcówce meczu w dziesiątkę, ale i tak miała piłkę meczową na remis 2:2 w mocno przedłużonym przez sędziego doliczonym czasie gry. Na szczęście dla Centry goście spudłowali i ostrowianie mogli cieszyć się ze zwycięstwa 2:1.
Mecz nie ułożył się dobrze dla gospodarzy, który kolejny raz pierwsi stracili bramkę na własny boisku. Kotwica prowadziła od 37 minuty po golu Mateusza Turkowskiego. Ostrowianie jeszcze na domiar złego stracili na skutek kontuzji Szymona Strączkowskiego. W jego miejsce na boisku pojawił się Jakub Michalski. – Tym większe słowa uznania dla zespołu, że podniósł się i potrafił odwrócić losy meczu – komentował po meczu trener Centry 1946 Ostrów, Michał Kosiński.
W drugiej połowie gospodarze mieli swoje 7 minut, które wstrząsnęło rywalami. W 56 Michał Kucharski wyrównał, a w 63 zdobył gola na 2:1. Kotwica dążyła jednak do zmiany niekorzystnego rezultatu. Mecz w końcówce się zaostrzył. Sędzia co chwila karał piłkarzy kartkami. W 87 minucie Centra wychodziła trzech na jednego w kontrze, ale Piotr Kalak faulował taktycznie od tyłu piłkarza gospodarzy, za co obejrzał bezpośrednią czerwoną kartkę.
Pomimo gry w przewadze, Centra doprowadziła do nerwowej końcówki. Niefrasobliwość przy wybiciu piłki skończyła się rzutem rożnym, po którym zadrżały serca gospodarzy, chwilę później dośrodkowaniu z rzutu wolnego i na zupełny koniec wrzutka z cornera, gdzie po uderzeniu główką, piłka nieznacznie przeszła nad poprzeczką. Chwilę później sędzia odgwizdał koniec meczu, a Centra mogła świętować trzecie zwycięstwo z rzędu i awans – przynajmniej do niedzieli – na pozycję lidera tabeli IV ligi. – Zgotowaliśmy sobie znowu horror, ale cieszymy się, że tym razem z happy endem i dopisujemy do tabeli trzy punkty. To był naprawdę trudny mecz – podsumował Michał Kosiński.
Kolejny mecz Centra 1946 Ostrów rozegra w świąteczny piątek, 11 listopada o 10:00 i będzie to derbowy pojedynek z LKS-em Gołuchów.

