Piłka nożna to sport, którym żyje de facto cały świat. Poza kilkoma wyjątkami, futbolem pasjonują się we wszystkich krajach. Emocje wzbudza zarówno piłka w wydaniu reprezentacyjnym jak i klubowym. Tą pierwszą żyć będziemy już za kilkanaście dni, kiedy wystartuje mundial w Katarze. Klubowe emocje od pewnego czasu też nas nie opuszczają, pierwszy raz od lat polski klub zagra bowiem wiosną w europejskich pucharach.

Lech Poznań, aktualny mistrz Polski wyszedł z grupy Ligi Konferencji Europy. Dokonał tego z przytupem, wysoko wygrywając w ostatnim meczu z rewelacją poprzedniej Ligi Mistrzów, hiszpańskim Villarrealem. Nie często drużyna z Ekstraklasy pokonuje jeden z czołowych klubów Europy i różnicą trzech bramek. To jednak nie powinien być koniec. Poznaniacy mają bardzo duże szanse, aby przejść do kolejnej rundy rozgrywek. Na ich drodze w 1/16 finału LKE stanął bowiem norweski Bodo/Glimt, drużyna która zakończyła tegoroczną Ligę Europy na trzecim miejscu w grupie, nie jest przeciwnikiem z najwyższej półki. Polski klub mógł trafić znacznie gorzej, np. na włoskie Lazio Rzym. Udało się jednak uniknąć tak wymagających rywali. Jeśli zatem Lech nie wyjdzie z formy na wiosnę (mecze będą rozgrywane w lutym więc faktycznie będzie to jeszcze zima) ma spore szanse, aby przejść dalej.

reklama

To niezmiernie ważne nie tylko dla klubu z Wielkopolski. Niestety, w ostatnich latach polskie kluby radziły sobie w Europie bardzo słabo. Kompromitacja goniła kompromitację. W efekcie polska piłka klubowa zajmuje w rankingu UEFA odległe 28. miejsce. To oznacza, że nasze drużyny zaczynają swoją przygodę z europejskimi pucharami na bardzo wczesnym etapie, muszą walczyć z egzotycznymi rywalami i nie mają praktycznie czasu na wypoczynek po sezonie. Kiedy najlepsze ligi są w trakcie wakacyjnej przerwy, nasi już muszą rywalizować w pierwszych rundach kwalifikacji. Efekt? Spektakularne klęski, których potem trzeba się wstydzić.

Gdyby Lech zaszedł naprawdę daleko w LKE, czyli dotarł np. do ćwierćfinału tych rozgrywek, sytuacja mogłaby się zmienić na lepsze. I to dla całej polskiej piłki. Przede wszystkim dla nas europejskie puchary rozpoczynałyby się później, a to dawałoby możliwość lepiej się przygotować do rozgrywek i wejść do nich w trakcie sezonu. To znaczący wzrost szans na to, że uda się awansować dalej. Jak pokazuje praktyka, polskie kluby w dalszych fazach rozgrywek radzą sobie bowiem znacznie lepiej niż na samym początku. O ile oczywiście uda im się dotrzeć np. do fazy grupowej. A to zdarza się rzadko.

Oczywiście powtarzalność takich sukcesów to także zwiększenie ogólnej liczby polskich klubów w europejskich rozgrywkach i szansa, aby regularne występy w fazie pucharowej bez konieczności przebijania się przez liczne rundy kwalifikacyjne. Sam Lech zaś może być w najbliższych sezonach rozstawiony w eliminacjach, a zatem trafiać na potencjalnie słabszych rywali (o ile oczywiście zajmie w lidzie miejsce uprawniające do gry w pucharach). Plus oczywiście puchary to znakomita szansa na zarobienie poważnych pieniędzy, które można potem przeznaczyć na zatrzymanie najlepszych piłkarzy i transfery nowych, reprezentujących wysoki poziom sportowy.

Lech Poznań ma zatem ogromną szansę, aby wyświadczyć potężną przysługę polskiemu futbolowi klubowemu i to na lata. Trzeba z niej skorzystać. Bardzo dobre losowanie daje nadzieję, że drużyna z Wielkopolski może zajść dalej niż tylko do 1/16 finału LKE. Sukces jest zatem na wyciągnięcie ręki. Trzeba tylko po niego sięgnąć.

Kamil Goral

reklama