Ostatni świadek. Historie strażników hitlerowskich skarbów – z cyklu „Lektury z górnej póły”

0

Ten felieton chciałbym zadedykować wszystkim dzieciom (zwłaszcza swojemu wnukowi Stasiowi), z życzeniem, żebyście nigdy nie zagubili dziecięcej ciekawości poznawania tajemnic świata.

Wakacje za pasem, więc najwyższy czas pomyśleć jak wykorzystać ten okres. Dzisiaj będę namawiał, żeby zająć się poszukiwaniem…skarbów! Tak drodzy Państwo, jest to propozycja całkiem serio, ale te poszukiwania mogą być bardzo niebezpieczne gdyż skarby, o których dzisiaj będzie mowa są ochraniane przez ludzi, którzy są nazywani „strażnikami hitlerowskich skarbów”.

reklama

Naszym przewodnikiem po zawiłych labiryntach prowadzących do skarbów będzie pani Joanna Lamparska, która od wielu lat niestrudzenie zajmuje się tajemnicami Dolnego Śląska. Tę swoją pasję pani Joanna wyssała z „mlekiem ojca”, bo to właśnie jej tata był poszukiwaczem ukrytych tajemnic. A więc drodzy rodzice – dzieci na Was patrzą! Można jak widać „zainfekować” dziecko czymś pięknym ale można też zatruć smartfonem!

Punktem wyjścia do pasjonującej przygody (rozwikłanie tej niesamowitej historii zabrało wiele lat poszukiwań) był list, który trafił do redakcji gazety, w której pracowała pani Joanna. List opisywał końcówkę II Wojny Światowej, kiedy to Niemcy uciekali z terenu Polski i rzeczy, których nie mogli wywieź chowali w różnych „bezpiecznych” kryjówkach. W liście tym opisany jest ten proceder (autorem był człowiek, który podawał się za niemieckiego sapera) a miał on wyglądać następująco: jechali w góry gdzie czekał już wykuty tunel, w tunelu były zmagazynowane skrzynie, następnie minowano wejście i je wysadzano a niepotrzebnych świadków mordowało SS. Tylko, że takich opowieści krążyło (i krąży do dzisiaj) bardzo dużo. W jaki sposób zweryfikować czy wydarzenia opisane przez osobę podającą się za kapitana Wehrmachtu są prawdziwe?

Na początku pani Lamparska nawiązała kontakt z osobą, która niejako zawodowo parała się poszukiwaniem podobnych tajemnic. Jak się okazuje środowisko poszukiwaczy jest bardzo różnorodne – handlarze złomem, historycy sztuki, dyrektorzy, uczniowie, ateiści, księża…a wszyscy oni żyją w przeświadczeniu „że zaraz, za chwilę odkryją coś co pozwoli im dotrzeć do skarbu”. Chociaż jeden z nich w chwili szczerości stwierdził: „jak sama nazwa wskazuje, jesteśmy poszukiwaczami a nie znajdowaczami”. No tak…ale kto jak nie oni podejdzie poważnie do tej historii i spróbuje pomóc rozwikłać zagadkę?

Zanim pani Joanna przystąpiła do poszukiwań dowiedziała się kim są „strażnicy” skarbów. A więc są to Niemcy, najczęściej byli esesmani, którzy po ukryciu skarbów zostali wyznaczeni do pilnowania miejsc ich ukrycia; mieli wtopić się w polską społeczność i w odpowiednim czasie wydobyć go. A skarbem mogą być nie tylko nakradzione dobra (złoto, srebro, obrazy…) ale również kompromitujące dokumenty. A dokumenty mogą ukrywać różne historie,chociażby, że na przykład szanowany i wpływowy obywatel był kiedyś bandytą w SS. Jednocześnie skarbem może być mityczny „złoty pociąg”, który kilka lat temu zrobił międzynarodową karierę. Ile to ekip telewizyjnych przyjechało wtedy na 65 kilometr między Wrocławiem a Wałbrzychem obserwując poczynania poszukiwaczy „złota”! No i okazało się, że ten „złoty pociąg” jest jak Yeti – poszukiwacze przysięgają, że istnieje ale nikt go nie widział. A więc śledztwo należało rozpocząć od stwierdzenia czy ten list jest rzeczywiście autentyczny, czy opisane w nim wydarzenia mogły się wydarzyć tak jak je opisał autor listu. Kiedy wszyscy łamali sobie głowy nad tym zagadnieniem do redakcji nadszedł list drugi! A w tym liście…

Przenieśmy się na chwilę do Kamieńca Ząbkowickiego, żeby poznać prawdziwego „strażnika skarbu”, który pod koniec wojny był świadkiem (a także pomocnikiem) ukrywania skrzyń w kościele. Skrzynie te przywożono z Wrocławia i starano się je ukryć przed nadciągającą nawałnicą sowiecką. Nieżyjący już pan Józef Momot to postać autentyczna, należał wtedy do rady parafialnej i na prośbę proboszcza pomagał w przenoszeniu ciężkich skrzyń. Pozostały po nim wspomnienia oraz połamane stare ramy od obrazów, które zostały rozkradzione lub być może zniszczone przez „wyzwolicieli” z Armii Czerwonej. Kościół wtedy oszabrowali a pobliski „jaśniepański” pałac zamienili w ruinę. Chociaż może oni też byli poszukiwaczami skarbów, no bo w jakim celu by zrywali podłogi, niszczyli framugi drzwi i okien a kilofami rozbijali piece?

My tu gadu, gadu a tu pojawił się kolejny list! Co w nim było? Czy pani Lamparskiej udało się rozwiązać zagadkę? Zapraszam do lektury.

Joanna Lamparska „Ostatni świadek. Historie strażników hitlerowskich skarbów”

Poleca Sławomir Gralka

reklama