Po trzech kwartach Arged BM Stal przegrywała we własnej hali z Treflem Sopot 51:60. Ostrowianie zdołali jednak odrobić straty i kibice obejrzeli pasjonującą końcówkę. Ostatecznie lepsi okazali się goście, którzy wygrali 71:70.
Ostrowianie do meczu z Treflem przystępowali w bardzo dobrych nastrojach. Podopieczni Andrzeja Urbana wygrali trzy ostatnie spotkania, a w starciu z Legią Warszawą i Arriva Twardymi Piernikami Toruń zaprezentowali imponującą defensywę. Nic więc dziwnego, że gospodarze byli uważani faworyta sobotniej konfrontacji w 3mk Arenie.
Szybko okazało się jednak, że rywalizacja z Treflem może być trudną przeprawą. Pierwsza kwarta należała do gości. Ostrowianie stracili w niej swój główny atut, czyli najlepszą obronę w Orlen Basket Lidze. Sopocianie rzucili „Stalówce” aż 25 punktów. Poza tym problemem gospodarzy była gra na tablicach. Trefl zanotował aż siedem zbiórek w ataku.
W drugiej kwarcie sygnał do odrabiania strat dla Aleksander Załucki, który trafił za trzy, ale Stal nie była w stanie złapać właściwego rytmu. Trefl długo utrzymywał kilkupunktowe prowadzenie. Na około pięć i pół minuty przed końcem pierwszej połowy goście prowadzili 31:24 i mieli dwa razy więcej zbiórek od ostrowian.
Co gorsza, chwilę później dwa poważne błędy popełnił Rodney Chatman. Sopocianie natychmiast je wykorzystali i powiększyli prowadzenie do 11 punktów. Po 20 minutach sobotniej konfrontacji było 43:32 dla Trefla.
Po przerwie Stal nadal grała bardzo słabo. Pierwsze minuty trzeciej kwarty należały do gości, którzy zaliczyli serię 7:2. Gospodarze byli w bardzo trudnej sytuacji, ale na szczęście zerwali się do odrabiania strat. Po trafieniu Arunasa Mikalauskasa przewaga rywali stopniała do ośmiu punktów i trener ŽanTabak wziął czas. Dzięki temu Trefl nieco uspokoił sytuację. Warto wspomnieć, że Stal przez trzy kwarty straciła więcej punktów niż w dwóch poprzednich meczach. Dodatkowo podopieczni Andrzeja Urbana mieli spore problemy w ataku.
Przed ostatnimi dziesięcioma minutami było 60:51 dla sopocian. Kilka minut później nadzieje ostrowskich kibiców znowu odżyły. Stal odrobiła niemal połowę strat, bo zaczęła grać świetnie w obronie. Przez cztery minuty Trefl był w stanie zdobyć zaledwie trzy punkty. Lepiej funkcjonował także atak ostrowian i po celnym rzucie spod kosza Nemanji Đurišić było już tylko 63:58 dla przyjezdnych. Trener Tabak musiał poprosić o czas, by spróbować zatrzymać rozpędzającą się „Stalówkę”.
Na dwie i pół minuty przed końcem Trefl prowadził 68:64, co zwiastowało ogromne emocje w końcówce. Stal zmarnowała kilka okazji na doprowadzenie do remisu, ale w końcu dopięła swego! Na niespełna 30 sekund przed końcem do kosza po szybkiej kontrze trafił Đurišić i było 68:68. Kika sekund później punkty zdobył Jarosław Zyskowski. Ostrowianie mieli do dyspozycji 26 sekund, a trener Andrzej Urban poprosił o czas. Do remisu doprowadził Damian Kulig, ale w decydującej o losach rywalizacji akcji Rodney Chatman sfaulował Benedeka Varadiego, który stanął na linii rzutów wolnych. Węgier celnie przymierzył za pierwszym razem, a później spudłował i trener Urban nie mógł wziąć czasu. Rzut rozpaczy oddał jeszcze Đurišić, ale jego próba była daleka od celu. Tym samym Trefl wygrał w Ostrowie 71:70.
Arged BM Stal Ostrów Wielkopolski – Trefl Sopot 70:71 (19:25, 13:18, 19:17, 19:11)
Arged BM Stal: Kulig 21, Đurišić 12, Skele 10, Brembly 8, Silins 7, Chatman 5, Mikalauskas 4, Sulima 0, Sewioł 0.
Trefl: Zyskowski 16, Barnes 15, Van Vilet 11, Witliński 7, Scruggs 6, Tomczak 4, Varadi 4, Musiał 4, Best 4.






