-Pobiliśmy rekord. To historyczne osiągnięcie dla naszego klubu, ale nie jestem zaskoczony. Przed wyjazdem do Wrocławia spodziewałem się, że tak to może wyglądać – mówi trener Michał Walczak o ogromnym sukcesie reprezentantów KS Stal LA w Halowych Mistrzostwach Polski U18 i U20.
Podczas Halowych Mistrzostw Polski U18 i U20 reprezentacja KS Stal LA zdobyła 10 medali, z czego aż sześć złotych. Dzięki temu wygraliście klasyfikację medalową. To brzmi wręcz nieprawdopodobnie. Czy kiedykolwiek w przeszłości w ostrowskiej lekkoatletyce wydarzyło się coś podobnego?
Michał Walczak, trener KS Stal LA Ostrów: Można to próbować porównać, bo w przeszłości byliśmy blisko takiego wyniku. Trzy lata temu właśnie w Halowych Mistrzostwach Polski U18 i U20 zdobyliśmy dziewięć medali, w tym cztery złote.
To oznacza, że teraz i możemy mówić o historycznym osiągnięciu.
Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. To jest historyczny wynik naszego klubu.
W jakich kategoriach należy traktować ten rekord? Czy to niespodzianka?
Może zabrzmi to nieskromnie, ale nie ukrywam , że spodziewałem się tego rekordu. Wierzyłem, że to możliwe, bo widziałem sporo szans medalowych. Niektórzy mnie jednak zaskoczyli. Przed wyjazdem do Wrocławia myślałem, że są w dobrej dyspozycji, a okazało się, że byli w fantastycznej. Liczby medali nie traktuję jednak w kategoriach sensacji. Ten wynik oddaje formę naszych zawodników i zawodniczek.
Medali zdobyliście dziesięć, a warto dodać, że mogło być ich jeszcze więcej, bo w niektórych przypadkach sukcesy były na wyciągnięcie ręki. Czego żałujecie najbardziej?
Najtrudniej mi przełknąć to, co wydarzyło się w przypadku Aleksandra Wojtasika w biegu na 200 metrów w kategorii U18. Na listach rankingowych miał drugi wynik. Brązowy medal był w zasadzie pewny. Nasz zawodnik został jednak zdyskwalifikowany i wszystkim trudno się z tym pogodzić, bo to nie była jego wina.
Co było powodem tej dyskwalifikacji?
Rzekomy falstart, a bardziej przepisy. To temat, z którym walczymy od wielu lat.
Jak to możliwe, że zawodnik został zdyskwalifikowany, choć nie zrobił nic złego?
Chłopak ma nieprawdopodobną reakcję startową. W pewnym sensie się z tym urodził. Dostał nieprawdopodobny dar. Gdyby go puścić z bloków sto razy, to 90 razy zrobi reakcję, która w myśl przepisów jest na granicy falstartu. Niestety, reguły są takie, a nie inne i nasz zawodnik jest z tego powodu regularnie karany. Tak było we Wrocławiu.
Nic nie da się z tym zrobić? Przecież to brzmi absurdalnie.
Jeśli chodzi o przepisy, to są takie, a nie inne. Inna sprawa, że wszystko zawsze zależy od dobrej woli sędziego. W tym przypadku jej zdecydowanie zabrakło. To wszystko wydarzyło się w biegu eliminacyjnym. Rzekomy falstart wykluczył zatem Olka z dalszej rywalizacji. Nasz oficjalny protest i przekonywanie komisji odwoławczej nic nie zmieniły. Jesteśmy jednak przekonani, że Olek wróci mocniejszy i pokaże wkrótce, na co go stać.
Jakie wnioski może zatem wyciągnąć po takim wydarzeniu zawodnik? Ideą sportu jest przecież bycie jak najszybszym…
Zgadza się, a w tym przypadku wychodzi na to, że Olek powinien nieco spowalniać moment wyjścia z bloków startowych. W biegach sprinterskich brzmi to naprawdę absurdalnie, ale takie są fakty. Jeszcze raz jednak powtarzam, że sędziowie różnie podchodzą do takich sytuacji. Zdarza się, że zawodnik biegnie dalej „pod protestem”, a końcowe rozstrzygnięcia zapadają później. W tym przypadku Olkowi nie dano jednak takiej szansy i to bez wątpienia było dla niego krzywdzące.






